Zmierzyć niemierzalne

Z konkursami winiarskimi jest trochę tak jak z zawodami jazdy figurowej na lodzie.

Tyle że zamiast oceny za styl, stopień trudności i wartość artystyczną punktuje się: wygląd, zapach i smak. Podobieństwo polega na tym, że w jednym i drugim przypadku brak jest możliwości matematycznego zmierzenia pewnych wartości, a ocena jest wynikiem subiektywnych z natury odczuć.

Które winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) jest zatem najlepsze? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: najlepsze jest to, które Tobie najbardziej smakuje. Istnieje pewna statystyczna reguła preferencji winiarskich w zależności od „stopnia zaawansowania” (czytaj: doświadczenia) w konsumpcji wina. Z reguły ludzie rozpoczynają przygodę z Bachusem od wina białego słodkiego, półsłodkiego czy półwytrawnego, a wraz z doświadczeniem gusty przesuwają się coraz bardziej w stronę win czerwonych wytrawnych.

Taka jest teoria. Z autopsji wiem, że w pewnym okresie można zatoczyć pełne koło i wrócić do win białych. Oczywiście nie tych banalnie półsłodkich, lecz rasowych, z wysoką mineralnością, odpowiednią kwasowością i równowagą.

Łatwo oczywiście powiedzieć, że najlepsze wino to takie, które mi najlepiej smakuje. Ale skąd wiedzieć, które to będzie, stojąc przed kilometrową półką z winami. Bogactwo etykiet, nazw, szczepów, krajów, regionów, apelacji – i co tam człowiek jeszcze wymyśli, aby drugiemu utrudnić życie. Właściwie patrząc na to wszystko, może jednak łatwiej będzie podejść do półki z piwem. Tam wszystkich nazw będzie może kilkanaście, a większość i tak znamy od pokoleń lub z telewizyjnych reklam. Ale przecież przyszedł czas na wino, czego dobitnym dowodem jest nazwa naszego magazynu.

Tutaj właśnie rozpoczyna się rola winiarskiego sędziego. Na świecie jest ich najwyżej kilkuset. Rekrutują się przeważnie z grupy winiarskich dziennikarzy i kupców oraz – w naturalny sposób – z enologów aktywnych w branży. Przemierzają kontynenty, by sędziować w winiarskich konkursach. Te najbardziej prestiżowe odbywają się w Europie. We Francji dobrą sławą cieszy się Vinalies Internacionales, w Wielkiej Brytanii – International Wine Challenge oraz International Wine and Spirits Competition, a we Włoszech – Concorso Enologico w Weronie. Powszechnie ceniony jest organizowany w Brukseli Councours Mondial, w Niemczech zaś najbardziej znany jest Mundus Vini. W Polsce dziedzina ta jest ciągle w fazie embrionalnej, choć dobrze wystartował konkurs organizowany przy krakowskich targach Enoexpo.

Sędziowanie w konkursie winiarskim to ciężka harówa – zarówno fizyczna, jak i umysłowa (już widzę te uśmiechy na twarzach czytających te słowa…). Dziennie degustuje się około stu win. Każde z nich trzeba drobiazgowo ocenić, posługując się dość rozbudowanym arkuszem ocen. Używa się przeważnie skali 100-punktowej, przyjętej przez Międzynarodową Unię Enologów. W największych zawodach uczestniczy około 8000 win. Zadaniem sędziów jest spróbować wszystkich. Pracuje się w kilkuosobowych komisjach. Najlepsze wina (przeważnie jest to około 10% uczestniczących) nagradzane są medalami. Wyróżnienie to stanowi powód do chwały dla producenta i przeważnie takie wino oznaczone jest dodatkową naklejką, by zwrócić uwagę kupującego.

Ale oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że kupione w sklepie wino, będące laureatem wszystkich możliwych konkursów będzie Ci najbardziej smakować. Jest na to duża szansa. Bo przecież musiało czymś uwieść sędziów. Może uwiedzie też Ciebie.