Dożynki pod Aconcaguą

Artur Boruta / 30.07.2010 16:51

Wieczór jak zawsze spędziliśmy w Azafránie. Kolacja w tej klimatycznej restauracji położonej w samym środku miasta jest obowiązkowym punktem programu w czasie każdej wizyty w Mendozie.

Biorąc pod uwagę pogodę, początek marca przypomina tu schyłek ciepłego, polskiego lata pod koniec sierpnia. Ale jest jeszcze coś, co przywołuje obrazy rodem z naszych wsi – w tym czasie w Mendozie trwają dożynkowe winne święta.

Wchodząc do Azafránu, nie spodziewałem się, że za kilka godzin będę świadkiem zabawy, której rozmach przypominał raczej gigantyczną procesję w święto narodowe niż dożynki. Tymczasem, tuż po wyjściu na ulicę Sarmiento, ktoś delikatnie poklepał mnie po plecach i zapytał: „Ty jesteś z zagranicy, może chcesz zdjęcie z naszą królową?”.
Obejrzałem się w kierunku owej królowej i zobaczyłem młodziutkie dziewczę przecudnej urody, o charakterystycznych dla tutejszych mieszkańców rysach twarzy, która uśmiechała się do mnie, podając mi lampkę wina, wyraźnie rozbawiona moim onieśmieleniem. „Jezu – pomyślałem – dlaczego ja nigdy nie brałem udziału w dożynkach w Polsce?”

Rozejrzałem się wokół siebie. Na przejeżdżającej w pobliżu platformie siedziało kolejnych sześć królowych podobnych do „mojej”. Ludzie wokół śpiewali, tańczyli, częstowali winem. Każdy z tutejszych wytwórców chciał zwrócić uwagę na swoje nazwisko i swoje wyroby, licząc na przyszłe zyski i popularność.
Mendoza jest największym skupiskiem winnic i winiarni w całej Argentynie, miejscem pracy fenomenalnych enologów, siedzibą wielkich i małych wytwórni. Było co podziwiać i czego próbować.
I wtedy przypomniałem sobie pewną imprezę dożynkową, na którą trafiłem przypadkowo w małej miejscowości leżącej w środkowej Polsce. Starsze panie, pięknie ubrane w stroje ludowe, śpiewały pieśni, dźwigając karkołomnie uplecione rolnicze artefakty różnorodnych kształtów. Były też dzieci i rolnicy rozkruszający kłosy na znak urodzajnych plonów. Niestety, ludzie stojący z boku nie brali w tym udziału.
Retrospekcja ta powoduje, że w przeciwieństwie do Mendozy, trudno nie dostrzec tu skostniałej formuły zabawy, nudnej, a przez to nieprawdziwej w swym przekazie. Zabawy, która powinna być radosnym zwieńczeniem pewnego etapu ciężkiej pracy ludzi chcących okiełznać przyrodę, i wytchnieniem po ciężkich dniach pracy. Nade wszystko powinna jednak spajać międzyludzkie więzi… Spójrzmy, jak robią to inni! Zapraszam więc, jak na razie, na dożynki do Mendozy!

Czas Wina nr 46

Zdjęcia

Twój komentarz