Dwa początki

Michał Bardel13.06.2017 08:42

W Nowej Zelandii, podobnie zresztą jak w innych krajach winiarskiego Nowego Świata, historia wina ma dwa różne początki. Pierwszy to ten symbolizowany przez pionierską sadzonkę winorośli – nawet jeśli byłaby to winorośl niespecjalnie szlachetna.

Drugi, o wiele ciekawszy, jest wyznaczony przez historyczny moment, w którym miejscowy przemysł winiarski odkrywa potencjał wytwarzania win wysokojakościowych, głównie w wersji wytrawnej.

fot. shutterstock / Filip FuxaObydwa wydarzenia dzieli zwykle kilka ładnych pokoleń. W wypadku Nowej Zelandii to aż półtora wieku. Tyle czasu minąć musiało od 1819 roku, kiedy to wielebny Samuel Marsden wkopał pierwszą sadzonkę na dalekim północno-wschodnim krańcu Wyspy Północnej, do 1973 roku, kiedy to w Marlborough zagościło na dobre sauvignon blanc, dając początek prawdziwej sławie regionu i całego kraju.

Dawniej i dziś
Przez te 150 lat miejscowi winiarze robili, co mogli, by gasić pragnienie brytyjskich (a podczas II wojny światowej – amerykańskich) marynarzy, głównie za pomocą dość mocno rozcieńczonego wina z odmian hybrydowych, zmagając się zresztą nie tylko z filokserą (mimo swojego wyspiarskiego położenia Nowa Zelandia nie ustrzegła się tej plagi), ale także z mnóstwem innych chorób z mączniakami na czele oraz niezbyt im sprzyjającymi zasadami miejscowego handlu winem (dopiero w połowie XX wieku pojawiły się sklepy specjalistyczne z winem, a restauracje otrzymały pozwolenie na jego sprzedaż w… 1960 roku, w czym i tak wyprzedziły o 30 lat supermarkety).
Nowy początek winiarskiej historii Nowej Zelandii stał pod znakiem kilku ważkich decyzji polityczno-ekonomicznych. W latach 60. ubiegłego wieku zdecydowano się sukcesywnie zastępować amerykańskie mieszańce sadzonkami Vinifery, zaś w 1975 roku stworzono Wine Institute of New Zealand wspierający zarówno produkcję, jak i handel winem. Osiem lat później zakazano rozcieńczania wina, a w 1990 roku uwolniono import win australijskich (dotąd obłożonych dużymi cłami), co zmusiło miejscowych winiarzy do konkurencji jakościowej. W latach 80. XX wieku winogrodnicy nowozelandzcy rozpędzili się jednak ponad miarę. Nadwyżki wina spowodowały gwałtowny spadek ich cen i aby zaradzić tej klęsce urodzaju, rząd zdecydował się dofinansować wycinkę winogradów. W efekcie ich powierzchnia spadła pod koniec lat 80. o co najmniej 20 procent.

Dwa strzały w dziesiątkę
fot. shutterstock / neftaliDziś jednak, po przeszło czterdziestu latach (licząc od drugiego, lepszego początku winiarstwa w kraju kiwi) Nowa Zelandia może pochwalić się powszechnie rozpoznawalnymi i wysoko w świecie cenionymi winami – a to przede wszystkim dzięki temu, że postawiono tu, bardzo słusznie, na dwie flagowe odmiany. Nowozelandzkie sauvignon blanc trudno pomylić z czymkolwiek innym – tę trawiasto-agrestową perfumę rozpozna bez trudu nawet posiadacz przewlekłego nieżytu górnych dróg oddechowych. Można nie gustować w tym stylu wina, jednak trzeba uczciwie przyznać, że w dzisiejszym świecie restauratorów (i nie tylko) sauvignon blanc kojarzy się natychmiast i w pierwszej kolejności z Nową Zelandią, później dopiero z Sancerre, Pouilly-Fumé czy Bordeaux.
Niemniej kontrowersji budzi niezwykle aromatyczna wersja tutejszego pinot noir. Co prawda na tym polu słusznie i po wiek wieków króluje Burgundia, ale Nowa Zelandia dumnie kroczy tuż za nią. Myślimy: „pinot noir”, i zaraz po wielkich apelacjach Côte d’Or przychodzi nam do głowy Marlborough…

Mokro i słonecznie
Obydwie wyspy Nowej Zelandii, Północna i Południowa, pozostają pod wpływem klimatu morskiego, co oznacza, że różnica w średnich temperaturach w letnich i zimowych miesiącach nie jest aż tak wyraźna jak w głębi kontynentów, a deszcze padają tu w ciągu całego roku (w ciągu całego roku świeci tu także dość intensywnie słońce). Choć wszechobecna intensywna zieleń obu wysp sugeruje duże opady atmosferyczne, to ich ilość ocenia się na umiarkowanie wysoką. Owo umiarkowanie wyspy zawdzięczają głównie łańcuchom górskim ułożonym wzdłuż ich brzegów, które zatrzymują po zachodniej stronie najbardziej deszczowe fronty.
Łatwo zresztą zauważyć, że większość regionów winiarskich rozłożyła się w związku z tym na wschodnich wybrzeżach wysp. Generalnie rzecz biorąc, wyspa północna jest cieplejsza od południowej, szczególnie w jednym z najbardziej na północ wysuniętych regionów Auckland, gdzie zarówno lata, jak i zimy bywają dość ciepłe i mokre.

Nie ma lekko
fot. shutterstock / patjoChoć Nowa Zelandia – szczególnie z perspektywy dwóch dni lotu samolotem – wydaje się krajem niemal rajskim, tutejsi winiarze wcale nie mają lekko. Wytworzenie fantastycznych win okupione tu bywa naprawdę ciężką i nierzadko obarczoną sporym ryzykiem pracą. Wszechobecna wilgoć powodować może ekscesywny rozrost części zielonych (szczególnie w wypadku sauvignon blanc, które samo z siebie ma sporo wigoru) skutkujący uboższym owocem (nuty zieloności), nierzadko dodatkowo zasłoniętym przed promieniami słonecznymi. W latach 80. ubiegłego wieku winiarze tutejsi musieli nauczyć się odpowiednio prowadzić winorośl, co zresztą znakomicie poprawiło jakość nowozelandzkich win. Wilgoć sprzyja także chorobom grzybowym, które – mimo zdobytej już wiedzy i doświadczenia – co rok stanowią, szczególnie na Wyspie Północnej, mniejszy lub większy problem.
Choć w powszechnym mniemaniu Nowa Zelandia pinotem i sauvignon stoi, byłoby zbyt dużym uproszczeniem, by nie wspomnieć i o kilku odmianach (a także by ich Państwu nie zaproponować w zestawach), które – choć mniej oczywiste – potrafią w tutejszych warunkach naprawdę zachwycić. Chardonnay to druga po sauvignon najczęściej sadzona odmiana na zielonych wyspach. Najlepiej udaje się w Marlborough i Gisborne, przy czym zależnie od fantazji winiarza przybierać może, co właściwe tej odmianie, najróżniejsze postaci – od pełnych, ciężkich, dojrzewanych nad osadem beczkowo-waniliowych, po lekkie i zwiewne (szczególnie na Wyspie Południowej). O wiele mniejsze znaczenie wciąż jeszcze mają riesling i pinot gris, choć areał tego ostatniego stale się powiększa. W najcieplejszym i najbardziej dosłonecznionym regionie Wyspy Północnej, Hawke’s Bay, dobrze udają się zarówno merlot, jak i cabernet sauvignon – nierzadko łączy się je tutaj w tradycyjny bordoski blend. Można tu także spotkać równie bordoskiego malbeka czy syraha. Ten ostatni, co ciekawe, częściej zdaje się przypominać bardziej swoje europejskie (francuskie) niż australijskie odpowiedniki.

 

Fot. Archiwum

 

Nowa Zelandia w skrócie
Powierzchnia winnic: 36 tys. ha
Produkcja wina: 313 mln l
Konsumpcja wina per capita: 12 l
Klimat: głównie chłodny i umiarkowany morski, wyj. morski ciepły (Auckland) i umiarkowany, i chłodny kontynentalny (Central Otago)
Liczba winogrodników: 2000
Liczba winiarni: 700
Wartość eksportu: 1,5 mld USD
Eksport: 213 mln l (85% wina z sauvignon blanc)

Struktura upraw:
78% odmiany białe: 75% sauvignon blanc, 11% chardonnay, 9% pinot gris, 3% riesling, 1% gewürztraminer
22% odmiany czerwone: 70% pinot noir, 16% merlot, 6% syrah, 4% cabernet sauvingon, 2% malbec


Kingsfisher Bay Wines
Kingsfisher Bay to zatoka położona w niewielkiej odległości od winnic Marlborough.  Zgrany zespół winemakerów wytwarza tu z bardzo niewielkich parceli nadzwyczajne wina. Ich podstawą są pięknie pachnące i dojrzałe owoce stanowiące kombinację miejscowego mikroklimatu i gleb. Stała wysoka jakość win oraz ich wyraziste, przejrzyste owoce i uderzające aromaty składają się na sukces winiarni. W połączeniu z doskonale zrównoważoną kwasowością zapewniającą przyjemne i rześkie odczucie na podniebieniu powodują, że chce się wracać do nowozelandzkich win.

Saint Clair Wine Estate
Od kilkunastu lat kojarzona niezmiennie z nazwiskiem Matta Thomsona, w 2008 roku uhonorowanego przez International Wine Challange tytułem International White Winemaker of the Year – najlepszego wytwórcy win białych na świecie. Ale udział Thomsona to tylko jedna strona medalu – druga to wieloletnie doświadczenie małżeństwa Ibbotsonów, właścicieli winiarni, w winogrodnictwie oraz ich długie starania o przyłączenie do winnic najlepszych parceli w Marlborough (dziś dysponują areałem 170 ha). Początki budowania winiarskiej fortuny Ibbotsonów sięgają lat 70 ubiegłego wieku.
Do roku 2006 wina w tej wytwórni wytwarzano „po sąsiedzku” – korzystając z infrastruktury innych pobliskich winiarni. Kiedy ich jakość osiągnęła bezpieczny pułap, Ibbotsonowie zdecydowali się na potężną inwestycję: pomiędzy dolinami Awatere i Wairau wybudowali nowoczesną winiarnię – wówczas była to zresztą jedna z największych winiarni w kraju kiwi. Przy okazji jest to całkowicie rodzinny interes, w którym współdziała już z powodzeniem trójka potomstwa Judy i Neala, a powoli do pracy przysposabiają się wnuczęta.

Mount Olympus Wines
Niewielka winiarnia zlokalizowana w samym sercu regionu Marlborough. Nazwę wzięła od góry Olimp – ale nie tej greckiej, tylko nowozelandzkiej spoglądającej smutno na zieloną dolinę, w której rozłożyły się winogrady Marlborough. Z pieczołowicie wyselekcjonowanych i doglądanych parceli powstają tu świetne wina o znakomitej relacji jakości do ceny. Czyste, doskonałe i wyraziste aromaty owoców reprezentują w nich klasyczny dla Marlborough styl.

Zdjęcia

Twój komentarz
FB