Jeżdżąc po rynnie

Wojciech Gogoliński28.11.2017 19:08

Winiarskie podróże po Trydencie przypominają jazdę na desce na half-pipie – góra, dół i znowu góra. Bo region to wielka dolina z wysokimi, ostrymi zboczami po obu stronach autostrady i rzeki Adygi.

Winnice znajdują się zarówno na zboczach, jak i płaszczyznach wzdłuż rzeki. Trudno wyobrazić sobie, kto wymyślił, by akurat tu robić wino. Ale robi się, i to jedno z najprzedniejszych we Włoszech. I najdroższych.

Prowincja Trydent nie od razu kojarzy się nam z winem – częściej usłyszymy o Górnej Adydze (czyli Południowym Tyrolu, Alto Adige lub Südtirol), z którym obie jednostki administracyjne tworzą wspólny, malutki region na północy Włoch – Trentino-Alto Adige. Górna Adyga to nazwa sztuczna, zupełnie niehistoryczna. Pojawiła się po I wojnie światowej, by uzasadnić włoską obecność na tych ziemiach. Ale to był zawsze Południowy Tyrol.
fot. Stefano Masotto per Vini Del TrentinoTrydent bardziej kojarzy nam się z nartami – to początek Dolomitów, gdzie wielu z nas wybiera się zimą. W dodatku ta prowincja jest winiarsko najbardziej specyficzna pod Apeninami – z uwagi na trudny klimat i uwarunkowania historyczne niemal całość wytwarzanego tu wina pochodzi ze spółdzielni. To wynik biedy, która dręczyła ten obszar od zawsze, nic się także nie zmieniło, od kiedy zaczął przynależeć on do Włoch.
Historycznie Trydent najpierw był celtycki, a potem germański – frankijski i bawarski, a od połowy XIV wieku do końca I wojny światowej (czyli przez sześćset lat) należał do Habsburgów. Dla Austriaków Południowy Tyrol to nawet nie to, co dla nas Kresy wschodnie: to rdzenny fragment ich kraju. Trydent jest znacznie bardziej włoski – to są ewentualnie austriackie kresy.
Klimat w Trydencie bardzo dziwny – południowa część prowincji sięga jeziora Garda i jest częściowo pod wpływem klimatu śródziemnomorskiego. To najbardziej na północ wysunięty obszar Europy, gdzie spotkać można gaje oliwne. Północ ma klimat kontynentalno-górski. Całość stanowi długą rynnę, z rzeką Adygą i zboczami gór po obu stronach, ciągnie się do granicy z Wenecją Euganejską (Veneto). Przez tę rynnę hula wiatr – ta ciągła wietrzność sprawia, iż krzewy są w znacznie mniejszej potrzebie opryskowej, są po prostu zdrowsze niż te w wilgotniejszych rejonach.

Tradycja spółdzielcza
Górskie usytuowanie i takiż klimat były głównym powodem, dla którego w Trydencie rozwinął się na potęgę ruch spółdzielczy. Bieda sprawiła, że od zarania dziejów rolnicy łączyli tu swoje siły, by móc w ogóle przetrwać. Nie ma drugiego takiego miejsca, gdzie duch współpracy rozwinął się na taką skalę. Nie ma, bo w Trydencie niemal wszystko jest spółdzielcze, choć oczywiście są miejsca na świecie, które dysponują winogradami wielokrotnie większymi niż cała prowincja razem wzięta, ale gdy spojrzymy na procent spółdzielczego udziału w produkcji prowincji – żadnego podobnego miejsca nie znajdziemy.
I nie chodzi tu wyłącznie o wyrób wina, także o hodowlę zwierzęcą czy produkcję sadowniczą (jabłka), ale również całą rodzimą przedsiębiorczość, od turystyki po dywany.
Już pod koniec XIX wieku niemal wszystko było tu w rękach spółdzielczych, wówczas także powstała federacja zrzeszająca wszystkie trydenckie spółdzielnie, która reprezentowała interesy miejscowych producentów przed wiedeńską administracją. Dziś członkami spółdzielni jest blisko 27 tysięcy osób! Niemal wszyscy zatrudnieni w prowincji! Ale nie jest to takie dziwne, jeśli wziąć pod uwagę, że połowa winogrodników w Trydencie posiada działki nieprzekraczające pół hektara ziemi! W innych regionach uznano by je za ogródki działkowe.
Należy pamiętać, że Trydent to jednak bardzo specyficzne miejsce – górska społeczność z reguły ma charakter bardzo indywidualistyczny, rodzinny. Ziemi jest mało, jest od wieków dziedziczona i niemal nigdy nie jest przedmiotem handlu. To jedyne takie miejsce na świecie, gdzie w gazetach nie znajdziemy ogłoszeń o sprzedaży ziemi. Jeśli raz na jakiś czas taka oferta się zdarzy, ziemia jest droższa niż w apelacjach Chianti czy Barolo – zwykle około 800–900 tysięcy euro za hektar! To kwota astronomiczna, całkowicie zaporowa. Trzeba by wielu pokoleń, by uzyskać zysk na winie pokrywający taki wydatek. Na kupno takiego kawałka może sobie pozwolić co najwyżej jedna z największych spółdzielni. Pozyskiwanie nowych terenów od wieków jest niemożliwe – pozostały tu tylko wysokie lasy i skaliste stoki.
CAVIT to największa spółdzielnia w prowincji, także jedna z największych we Włoszech. Tworzy ją 5,5 tysiąca członków, którzy operują na siedmiu tysiącach hektarów, i którzy wytwarzają 70 procent wina całego Trydentu! CAVIT żyje oczywiście z produkcji win, w tym w wielkiej części z tych musujących. Ale to także wielki kombajn turystyczny. Trzeba mieć się na baczności, by na ogromnym parkingu przed imponującą siedzibą firmy nie zostać rozjechanym przez autobus lub prywatny samochód. Zwiedzanie wytwórni to jedna z atrakcji pobytu w małej prowincji dla wszystkich. Dominują (przynajmniej kiedy tam byłem) wycieczki starszych osób z Niemiec. Firma – jak się domyślam – musi sporo zarabiać na bezpośredniej sprzedaży, choć patrząc na jej rozmiar, to niewielki fragment jej dochodów. Jest tak wielka, że posiada biura na wszystkich kontynentach.
Dla członków to błogosławieństwo, indywidualizmu pozbyli się dawno. Wiedzą, że na sprzedaż własnego wina nie mają żadnych szans – promocja, opłacenie przedstawicieli, udział w targach wykracza poza możliwości kogoś, kto ma hektar winnic w górach. Wiedzą też, jaka jest pozycja CAVIT-u, nacisk na jakość, i że tylko centrala jest w stanie uzyskać odpowiednie ceny. Dlatego skupiają się na jakości owoców lub otrzymywanych win (obie formy skupu są przyjęte w spółdzielni). CAVIT dostarcza im wszystkich niezbędnych środków i precyzyjnie określa jakość produkcji – monitoruje członków, rozsyłając im nawet codziennie SMS-y z wytycznymi.
Z drugiej strony CAVIT nie jest „krwiożerczy” – 6–10 procent swojej produkcji członkowie mogą zachować dla siebie i sami ją sprzedać. To ciekawy zabieg, bo spółdzielcy mogą w tym marginesie robić, co chcą (i robią), a z drugiej – co niezwykle ciekawe – jednak uzmysławia im, jakie są koszty samodzielnej działalności, butelkowania, etykietowania i dotarcia do klienta. Dlatego ta niewielka produkcja trafia do lokalnych sklepików i restauracji lub sprzedawana jest w winiarni.
Gdy degustowałem jedne z najlepszych win okręgu, a przynajmniej najlepsze marzemino (Etichetta Verde), ze zdumieniem, i to pod koniec degustacji, dowiedziałem się, że właściciel jest członkiem CAVIT-u. Wcześniej się nie chwalił, mówił, iż to firma rodzinna. To raczej on był zdziwiony, że o tym nie wiedziałem. W wytwórni Cesarini Sforza byli równie zdziwieni, że nie wiem, iż należą do kooperatywy La Vis.
Podobnie do CAVIT-u działa drugi spółdzielczy gracz na rynku – słynna Mezzacorona, która operuje na 3,5 tysiącach hektarów, oraz wielka kooperatywa, wspomniana La Vis (800 hektarów). Łatwo policzyć, że mniejszym wytwórcom pozostaje niewiele ziemi, bowiem istnieją tu także znacznie mniejsze spółdzielnie.
Największym rodzinnym producentem jest najsłynniejszy wytwórca win musujących we Włoszech – grupa Ferrari, należąca do rodziny Lunelli. Teoretycznie posiada ona „zaledwie” 102 hektary winnic, jednak na stałych kontraktach od dekad współpracują z nią setki „działkowiczów”, więc w praktyce przypomina to również formę spółdzielczą.

Herr von Müller
Trydent szczyci się posiadaniem kilku endemicznych czerwonych odmian, które z wolna niektórzy próbują uprawiać także w innych częściach świata. Trzy najbardziej flagowe: teroldego, marzemino i lagrein, są ściśle spokrewnione ze sobą. Jedyną białą rodzimą odmianą w tej prowincji jest nosiola.
Zdecydowana większość win w Trydencie powstaje w lokalnej apelacji DOC Trentino, wzbogaconej o nazwę odmiany. To wyraźna austriacka spuścizna, win kupażowanych jest znacznie mniej i jest to raczej trend ostatnich dekad. Klasycznym obszarem dla teroldego jest apelacja DOC Teroldego Rotaliano. Piana Rotaliana lub Campo Rotaliano to największy płaski obszar w regionie, nad rzeką Adygą i jej dopływem Noce, rozciągający się na północ od miasta Trydent i graniczący z Południowym Tyrolem. Był znany już od czasów rzymskich i wykorzystywany do uprawy winorośli. Ziemia jest tu aluwialna, nanoszona od milionów lat i pamiętająca czasy zlodowacenia, dlatego nie da się jej jednoznacznie scharakteryzować – przypomina wielki przekładaniec po przejściu malaksera. I jak wszędzie w Trydencie uprawa winorośli jest tu trudna, zwłaszcza że zdarzają się przymrozki.
Na południu, w kierunku na Rovereto, znajduje się zupełnie inny obszar zwany Valle dei Laghi, Dolina Jezior, bo obejmuje jezioro Garda i kilka mniejszych doń przyległych. Tu jest najcieplej i jest to królestwo marzemino, dla którego stworzono w gminie Isera, z uwagi na mikroklimat i bazaltowe gleby, specjalną podapelację odmianową – DOC Trentino Marzemino d’Isera. Jeszcze ciekawszym, klasycznym rejonem upraw jest Val di Cembra (Zimmerstal) – najtrudniejszy, górski obszar, o jednym z największych na świecie nachyleniu winogradów. Rozciąga się na zboczach nad Campo Rotaliano. Osobom mającym problemy z lękiem wysokości nie polecam się tu zapuszczać. Jest tak spadziście, że 3–4 osoby przewiązane linami potrzebują kilku dni, by zebrać owoce z jednego hektara. Winogrady walczą tu o przeżycie z kamieniołomami porfiru, który wydobywa się tu od starożytności. Niemal wszystkie domy są nim wyłożone, kiedyś z porfirowej kostki budowano drogi.
Val di Cembra jest nietypowa – króluje tu rzadko wymieniany w przewodnikach… müller-thurgau, który także mnie zaskoczył. Odmiana w krajach niemieckojęzycznych już niemal zapomniana, która po II wojnie światowej odbudowała winogrady Niemiec i Austrii, dziś jest w całkowitym odwrocie, ustępując miejsca znacznie szlachetniejszym szczepom. Ale nie tu! Tu jest królem. Oprócz kilku może słodkich wersji win z tej odmiany, nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek pił tak aromatyczne, wytrawne i świetnie zharmonizowane müllery. Tak dobre i szlachetne, że zacząłem odmianę nazywać panem von Müller.
fot. Cantine MezzacoronaNie należy zapominać, że Trydent to potęga pod względem wyrobu win musujących. Dlatego, gdzie tylko się da, sadzi się pinot noir i chardonnay, a nawet pinot meunier. Rzadko robi się z nich ciche wina odmianowe (może z wyjątkiem chardonnay), bo po prostu brakuje owoców na „bąbelki”.
Modę na „musiaki” wprowadził tu Giulio Ferrari na przełomie XIX i XX wieku, po dłuższym pobycie w Szampanii. Chłodny, nieco szampański klimat sprawił, że produkcja się przyjęła i wkrótce znalazła wielu naśladowców. Zasady ich wyrobu opracował sam Ferrari i stały się one podstawą do wprowadzenia apelacji DOC Trento (wyłącznie dla win musujących wytwarzanych metodą tradycyjną), które to określenie szybko zmieniono na „Trentodoc”. Ferrari, nie posiadając spadkobiercy, sprzedał interes swojemu asystentowi, wspólnikowi i przedsiębiorcy Bruno Lunelliemu. Do tej rodziny należy dziś wytwórnia, choć zachowała nazwę Ferrari.

Pergola trentina
W Trydencie winorośl prowadzi się najczęściej na tradycyjnej, dość niskiej pergola trentina, która przypomina nieco lirę i pochodzi prawdopodobnie jeszcze z czasów rzymskich. Z uwagi na trudne warunki canopy management jest tu na porządku dziennym – w okresie wegetacji liście sprawdza się (i obrywa lub też pozostawia) niemal codziennie, sterując dopływem słońca do kiści. Część winogrodników zaczęła przechodzić dekadę temu na system guyota, znacznie nowocześniejszy i przynoszący lepsze efekty. Jednak po ostatnich przymrozkach widać masowy powrót do odporniejszej pergoli. Ale spory co do sposobu uprawy słychać niemal w każdej winiarni – zwolenników i równie zatwardziałych przeciwników mają oba systemy.
Podobnie jest z biodynamiką. I tu już trzeba ważyć słowa w rozmowach z winiarzami. Czyste uprawy „bio” w Trydencie to rzadkość, bo zakrawa to na szaleństwo, niemal samobójstwo w tym klimacie. Jednak tych, którzy są blisko tej filozofii, jest mnóstwo, ale z certyfikacją zwlekają. Wina trydenckie i tak są drogie (co odpowiada wszakże ich jakości), dodanie terminu „bio” niewiele tu zmieni (oprócz ceny).
Tutejsi winiarze są jednak bardzo świadomi wagi, jaką należy przywiązywać do środowiska. Od dawna obowiązują tu wprowadzone dobrowolnie tzw. Protokoły Trydenckie i – zgodnie z nimi – stosowanie wielu chemikaliów dopuszczonych na świecie (i reszcie Włoch), jest tu od dawna zakazane. Błyskawiczne wprowadzenie Protokołów nie było tu trudne – narzuciły je spółdzielnie. Dzisiejsze rozmowy dotyczą ich poszerzenia. Trwa np. dyskusja o używaniu związków miedzi, które legalnie stosują biodynamicy w innych regionach. Wielu w Trydencie uważa, że te związki (z uwagi na fakt, że miedź jest metalem ciężkim) są nieusuwalne, kumulują się i zniszczą ich glebę na wieki.
Region należy do najpiękniejszych na świecie, wina są wyborne, stoki narciarskie blisko i ścieżki rowerowe wszędzie. Czegóż więcej nam potrzeba do szczęścia? I latem, i zimą?

Trydent
Okręg winiarski w regionie Trydent-Górna Adyga, w prowincji Trydent, wciśnięty pomiędzy Górną Adygę, Lombardię i Veneto, ciągnący się pasem o długości 65 km wzdłuż rzeki Adygi.
Powierzchnia winnic – ok. 10 tys. ha.
Najważniejsze obszary upraw: Valle dei Laghi (nad jez. Garda), Vallagarina, Valle dell’Adige (oba na północy), Campo Rotaliano i Valle di Cembra.
Klimat – ostry, kontynentalno górski, na południu (nad Gardą) z wpływami śródziemnomorskimi, zmienny.
Gleby – wapienne, gliniaste, porfirowe, na południu (w okolicach Rivereto i Gardy) bazaltowe.
Najpopularniejsze odmiany winogron: chardonnay, pinot grigio, müller-thurgau, teroldego, merlot, traminer aromatico, marzemino, schiava, pinot nero, cabernet sauvignon, lagrein.
Główne apelacje DOC: Casteller, Caldaro (Lago di Caldaro), Trentino, Trento (Trentodoc; dla win musujących), Teroldego Rotaliano i Valadige (Etschtaler; apelacja dzielona z Veneto).
Produkcja roczna – ok. 931 tys. hl, z czego ok. 8,5 butelek win musujących (ponad połowa przypada na wytwórnię Ferrari).
Największe wytwórnie: CAVIT, Mezzacorona, La Vis, Ferrari (Lunelli).

Najlepsze wina z wyjazdu
96,5 Arelé 2000, DOC Trentino Nosiola Vin Santo, CAVIT
94 Aquila Reale Riserva Brut Blanc de Blanc 2006, Trentodoc, Cesarini Sforza
94 Masetto Privé Riserva 2008, Trentodoc, Endrizzi
93,5 Gran Masetto 2012, DOC Teroldego Rotaliano, Endrizzi
93,5 Rotari Flavio 2008 Brut, Ttrentodoc, Mezzacorona
93 Giulio Ferrari Riserva del Fondatore Extra Brut 2005, Maso Pianizza Vineyard, Trentodoc, Ferrari
93 Masetto Due 2014, IGT Vigneti delle Dolomiti (teroldego, cabernet sauvignon), Endrizzi
92,5 NOS 2009, DOC Teroldego Rotaliano Riserva, Mezzacorona
92,5 Tridentvum 2008 Extra Brut Blanc de Blanc 2008, Trentodoc, Cesarini Sforza
92 Etichetta Nera 2015, DOC Trentino Superiore Marzemino d’Isera, Cantina d’Isera



Czas Wina nr 88

Zdjęcia

Twój komentarz
FB