Urugwajska filozofia dla wybranych

Justyna Abdank-Kozubska09.08.2017 15:28

Beata Pawlikowska była we wszystkich krajach Ameryki Południowej, oprócz jednego – Urugwaju. Na wstępie Blondynki w Urugwaju przyznaje, że nigdy jej tam nie ciągnęło, ponieważ to zamożny, dobrze rozwinięty i spokojny kraj, a ona woli „bardziej dzikie, nieuczesane, nieogarnięte miejsca”.

Takie jak Paragwaj, który Pawlikowska wybrała jako cel swojej podróży, a że wyznaczona trasa przebiegała przez Urugwaj… zwiedziła go niejako przypadkiem.

Z tej nieco niezaplanowanej podróży wyszła całkiem sporych rozmiarów książka, po którą sięgnęłam z zainteresowaniem. Ponad 320 stron budziło nadzieję, że czeka mnie kolejna wspaniała podróż z mega-przewodniczką, z którą przemierzałam kilka lat temu Peru i Kubę. I… troszeczkę się zawiodłam. To już nie ta sama narracja, którą pamiętam z poprzednich książek. Choć niewątpliwie intrygująca była wyprawa do Cabo Polonio – szalonej osady na „końcu świata”, zbudowanej na pustyni nad brzegiem oceanu. Ciekawe było zwiedzanie urugwajskiej stolicy – Montevideo, które w piątkowe popołudnie świeciło pustkami czy odkrywanie smaków regionalnej kuchni. Świetne było czytanie o tym jak Pawlikowska zmaga się z przeliczaniem peso na złotówki czy próbuje rozmawiać z ludźmi „tak delikatnymi, uprzejmymi i pozytywnie nastawionymi, jak nigdzie indziej na świecie” z różnym skutkiem dla dalszej podróży. Spacer plażą w Punta del Este zwieńczony oglądaniem potężnych, czarnych lwów morskich czy jazda lokalnymi środkami transportu sprawiały, że momentami stawałam się wręcz współtowarzyszką Beaty w odkrywaniu tego jakże odległego zakątka naszego globu. Ale…

…. czytanie filozoficznych wywodów i „samo-zachwytów” autorki nad swoją osobą sprawiało, że to odczucie uciekało, mimo, że wcale tego nie chciałam. Zdania zakończone wykrzyknikami czy też przemyślenia Pawlikowskiej z cyklu „Jak żyć?”, niejako wplecione w ciąg relacji, skutecznie wybijają z czytania o urugwajskiej ziemi. Czego potrzebujemy do prawdziwego szczęścia?; W jaki sposób możemy zobaczyć, co jest zapisane w naszej podświadomości?; Co jest w życiu najważniejsze? – to pytania, na które jest miejsce w poradnikach, a nie w książkach podróżniczych aspirujących do bycia przewodnikiem. Pisząc – akapit wcześniej – o czuciu się współtowarzyszką Beaty w podróży, niestety prócz doznań pozytywnych było też sporo negatywnych. Bycie „słuchaczką teorii”, które nijak się mają do oglądanego obiektu/miejsca – to moim zdaniem – wykorzystywanie czytelników do czytania czegoś, na co niekoniecznie mają ochotę. I to główny minus tej pozycji. Pomijając to i fakt, że Blondynka w Urugwaju jest bardziej uzupełnieniem wiedzy o tym kraju niż bazą tej wiedzy, książkę czyta się szybko i przyjemnie.

Doszedłszy do ostatniej strony będziemy wiedzieć m.in. jak kursują lokalne autobusy, jak smakuje yerba mate i dlaczego mimo legalności marihuany Urugwajczycy nie uprawiają jej masowo w domu. Fajnym dodatkiem jest możliwość przeniesienia się do opisanych miejsc za pomocą multimedialnych galerii oraz filmów wideo, które dołączone są do książki w postaci plików do pobrania na smartfon. Duży plus za tę innowację.

I nieprawdą jest, że Urugwaj jest nudny – to bardzo ciekawe miejsce! Polecam tym, którzy nie mają urlopu czy wolnych środków na tak daleką podróż, a marzy im się wyprawa w nieszablonowe miejsce. Urugwaj właśnie taki jest :).

 

Blondynka w Urugwaju

Beata Pawlikowska

Cena: 39,90 PLN

Wydawnictwo Edipresse

Zdjęcia

Twój komentarz
FB