Wiatry w Chile

Michał Bardel11.09.2017 09:17

Są takie kraje, w których nie sposób sobie wyobrazić winiarstwa – a w każdym razie winiarstwa na światową skalę – bez czynnika geograficznego, o którym często skłonni jesteśmy w ogóle nie pamiętać.

Nie jest to szerokość geograficzna, nie jest to roczna suma opadów ani nawet typ klimatu. Chodzi o wiatry i prądy morskie. Bez nich nie byłoby dzisiaj ogromnej części doskonałych win chilijskich.

Rola wiatru w winogrodnictwie jest więcej niż niejednoznaczna. Wiatr może być wielkim sojusznikiem, jak to bywa np. w sporej części najchłodniejszych rejonów winiarskich południowoafrykańskiego przylądka, może też być znienawidzonym szkodnikiem. Wszystko zależy od siedliska i samego wiatru.

Wiatr szkodnik
fot. shutterstock / Pamela Loreto PerezTen, który rozpędu nabiera nad pustynią, pchając masy gorącego powietrza nad winogrady, z pewnością nie ucieszy winiarzy. To przypadek słynnego sirocco znad Sahary, którego piekielne podmuchy sięgają nieraz winnic na północnym brzegu Morza Śródziemnego i jego wyspach. Jeszcze więcej szkód wyrządzi wiatr o sile zdolnej targać liście i łamać winne łozy – przeciw jego niszczycielskiej sile winiarze w wielu regionach świata tworzą wietrzne zapory, najczęściej z gęsto sadzonych drzew. Badania przeprowadzone przed laty w Argentynie pokazały, że silny wiatr, nawet jeśli nie wyrządza winoroślom widocznej krzywdy, potrafi znacząco opóźniać zarówno kwitnienie, jak i owocowanie krzewów, ograniczać rozrost pędów i generalnie zakłócać wegetację winorośli, głównie poprzez blokowanie aparatów szparkowych na liściach, co utrudnia roślinie naturalną i właściwą wymianę gazów z otoczeniem.

Wiatr dobrodziej

Najczęściej jednak wiatr bywa wielkim sojusznikiem winogrodników. Tam, gdzie klimat bywa teoretycznie zbyt ciepły (a jest to przypadek wielu regionów winiarskich Chile) potrafi miarkować skrajności, pod warunkiem że niesie ze sobą chłód odpowiednio mroźnych prądów oceanicznych – znów przypadek Chile, o czym za chwilę dokładniej. Tam znów, gdzie teoretycznie ciepła może brakować, wiatry przedłużające wpływ ciepłego prądu oceanicznego mogą wpływać na miarkowanie mikroklimatu w górę skali termicznej (tak się dzieje w północno-zachodniej części Europy, gdzie winorośl zawdzięcza swoje istnienie ciepłym podmuchom znad Golfsztromu).
Ciepłe wiatry mają też nierzadko zbawienny wpływ na poziom wilgotności w winnicach. Ich osuszające działanie zapobiega namnażaniu się pleśni i innych chorób grzybiczych. Dodatkowo w rejonach o małej sumie godzin słonecznych w roku, wiatr poruszający liśćmi za dnia pozwala na bardziej równomierne doświetlenie winorośli, a często także samych dojrzewających owoców. Tymczasem nocne wiatry chronią winorośl przed przymrozkami – w miejscach, gdzie nie można na nie liczyć, winogrodnicy zastępują je specjalnymi dmuchawami, a nawet używają – jak w Napa Valley – helikopterów, by zmieszać ciepłe masy powietrza (u góry) z najzimniejszymi, kładącymi się wśród winnych krzewów.

Prąd Peruwiański
A jak jest z wiatrami w Chile? To kraj geograficznie bardzo niezwykły: rozciągnięty na grubo ponad cztery tysiące kilometrów z południa na północ, wciśnięty na siłę między ocean a potężne Andy sprawia wrażenie dość niepoważnego projektu wykonanego dla hecy w jakimś komputerowym symulatorze. W dodatku 80 procent powierzchni tego kraju zajmują góry. Większość regionów winiarskich – szczególnie te z największą tradycją – znajdują się między 30. a 38. równoleżnikiem, co oznacza, że teoretycznie powinny być bardzo, bardzo ciepłe, na granicy możliwości uprawy jakościowych winogron (mniej więcej odpowiada to Tunezji czy hiszpańskiej Andaluzji). Tymczasem w takiej Casablance (33°S) dojrzewa moc białych odmian, a i pinot noir ma się niezgorzej. Jak to możliwe?
Ano dzięki oceanicznej bryzie niesionej przez słynny Prąd Peruwiański, znany lepiej jako Prąd Humboldta, albowiem jego chłodzący i moderujący wpływ na całe niemal zachodnie wybrzeże Ameryki Południowej, od Chile po Peru, pierwszy dostrzegł i opisał w swoim Kosmosie wybitny uczony i podróżnik przełomu XVIII i XIX wieku Aleksander von Humboldt.
Prąd Humboldta niesie ze sobą gigantyczne masy zimnej wody wprost z okolic Antarktydy. Jego szerokość sięga nawet tysiąca kilometrów, a w ciągu sekundy zdolny jest przetransportować nawet 20 milionów metrów sześciennych wody. Zimą przynosi do wybrzeży Chile i Peru wodę o temperaturze zaledwie 15–17°C, latem o dwa–trzy stopnie cieplejszą. Oceaniczna bryza towarzysząca prądowi wdziera się głęboko w doliny rzek, których jest w tym kraju grubo ponad 3,5 tysiąca, przy czym te największe, przecinające kraj co kilkadziesiąt kilometrów, sprowadzając wodę z Andów do oceanu, są zarazem naturalnym punktem odniesienia dla kolejnych okręgów winiarskich Chile, które bez wyjątku mają w nazwie „Valle”. Bez Prądu Humboldta nie byłoby zapewne także najsuchszej na świecie pustyni Atacama na północnym krańcu Chile – schłodzenie morskiego powietrza nad tym rejonem skutecznie uniemożliwia lub co najmniej znacząco utrudnia tworzenie się chmur deszczowych.

Pouczający przykład Casablanki
Zależnie od ukształtowania doliny chłodzący wpływ bryzy znad Prądu Humboldta słabnie w miarę przesuwania się w stronę Andów, co prowadzi do dość poważnych różnic termicznych w różnych częściach tej samej doliny. Te same odmiany winogron we wschodniej części Casablanca Valley (tzw. Alta Casablanca) dojrzewają 4–5 tygodni wcześniej niż w jej bardziej do oceanu zbliżonej części zwanej Baja Casablanca. Najważniejszym jednak dla doliny Casablanca efektem działania prądu Humboldta są tworzące się tutaj poranne mgły i lokalne zachmurzenia: powodują one, że dni słonecznych w roku notuje się tu nie więcej niż 180–190, podczas gdy w głębi lądu na tej samej szerokości geograficznej norma wynosi 250–290. Dzięki temu Casablanca Valley wpisuje się w kategorię klimatyczną Ib w skali Winklera (znajdziemy tu m.in. Burgundię, Dolinę Loary czy Mozelę, tyle że te regiony leżą o jakieś 1500 km bliżej bieguna…).
Bez chłodzących wiatrów znad Prądu Peruwiańskiego nie istniałoby dziś winiarstwo w tak pustynnych regionach Chile jak Elqui czy Limarí. Także w dolinie Aconcagua, jednym z najsuchszych i najcieplejszych regionów winiarskich Chile, gdzie opady roczne sięgają zaledwie 250 mm, a przez większość lata temperatury przekraczają 30°C, wpływ oceanicznej bryzy wyznacza najlepsze siedliska jak Panquehue i Manzanar.
Chilijczycy doskonale wiedzą o tym, że znakomite warunki do uprawy winorośli zawdzięczają chłodzącym wpływom z jednej strony Pacyfiku, z drugiej zaś – lodowców andyjskich. Z tej świadomości narodził się w końcu w 2013 roku projekt wyznaczenia trzech stref geograficzno-typologicznych: Costa (wina wybrzeża, teoretycznie najbardziej rześkie, świeże, dobrze kwasowe), Andes (wina gór, masywniejsze, bardziej charakterne) oraz Entre Cordilleras (wina spomiędzy, zapewne łączące zalety jednych i drugich). O tej klasyfikacji pisaliśmy już na łamach „Czasu Wina” (CW 63, 2013).

Czas Wina nr 88

Zdjęcia

Komentarze

Yooying / 12.10.2017 13:10

Thank you for sharing the post. It's very cool.

Tommy / 19.10.2017 16:24

That is really nice to hear. thank you for the update and good luck.

Twój komentarz
FB