Z gliny uformowane
Wojciech Gogoliński / 28.10.2011 10:08
W takich miejscach zawsze przychodzi na myśl to samo pytanie – czy rzeczywiście wszędzie trzeba na siłę uprawiać winorośl? W końcu są obszary, gdzie krzewy rosną i rodzą same, niemal bez udziału człowieka, a nadprodukcja jest największą zmorą.
Istotnie, można takie miejsca pominąć, niemniej wówczas wiele stracilibyśmy. W miejscach ekstremalnych często rodzą się najdziwniejsze wina. I właśnie ta wyjątkowość usprawiedliwia cały lokalny wysiłek. Niekiedy także i cenę win.
Apelacja Lugana należy do najbardziej ekstremalnych, jakie można sobie wyobrazić. Przylega do polodowcowego jeziora Garda, zaś z pozostałych trzech stron otoczona jest morenowymi wzgórzami. Jej rozrost jest niemożliwy – ma dokładnie tysiąc hektarów. Cała ziemia to glina. Jeśli nie pada przez dwa tygodnie – grunt pęka i obraca się w kamień, słońce wypala owoce, trzeba nawadniać. Jeśli pada przez trzy dni – wodę trzeba wypompowywać, a ludzie zapadają się po kolana w mazi. Grunt pod winnice formuje się w blachę falistą, gdzie na grządkach rosną krzewy, niecki przeważnie wypełniają kałuże. W ogóle jest płasko i pod względem winiarskim niezbyt romantycznie to wygląda.
Płuca cesarzowej
Jakby nieszczęść było mało, kieszonkowa apelacja leży w dwóch regionach – Lombardia (75 proc.) i Veneto, choć historycznie całość podlega pod diecezję wenecką. Dla tych, którzy mają winnice po obu stronach widocznej tylko na mapie granicy – oznacza to tonę dokumentów więcej do wypełnienia i konieczność posiadania dwóch regionalnych licencji. Na osłodę ich niewygody subsydia płyną z dwóch kas.
Najważniejszymi miastami apelacji są Sirmione (Lombardia) i Peschiera (Veneto). Ważniejsza część Sirmione to kilkukilometrowy cypel, zwany dumnie „półwyspem”, wciskający się w Gardę. Wiedzie przezeń jedna droga, wokół której rozlokowały się setki hoteli i knajp. Za bramą otwierającą stare miasto cypel się rozszerza, stając się największą atrakcją turystyczną tego fragmentu Włoch.
Klimat Lugany nie przestaje fascynować zarówno turystów, jak i naukowców. Choć to północ Włoch, a przez jezioro widać szczyty Alp, enklawa należy do strefy śródziemnomorskiej, a – mam wrażenie – chwilami i zwrotnikowej. Wilgotność sięga 100 procent, a strony porannych gazet trzeba rozklejać. Skóra i koszulka polo stanowią jedność. Nie ma czym oddychać. Rosną tu cytrusy i palmy, a nawet bananowce. Niestety, także masa pleśni na nieuważnie prowadzonych krzewach winorośli.
W dodatku od starożytności to miejsce termalne, ze zdrowotnymi wodami siarkowymi, które biją nawet z dna jeziora. To czuć. Turystów to nie zniechęca, przeciwnie – mówi im się, że ten niehumanitarny zapach to samo zdrowie, więc ściąga ich jeszcze więcej. W leżącej bardziej na północ trydenckiej (i do 1918 r. będącej częścią monarchii) Riva del Grada regularnie odpoczywała cesarzowa Sissi. Sirmione pęka w szwach od wszelkiego rodzaju agroturismo, gabinetów zabiegowych i spa.
Giganci
W sąsiednich apelacjach – Garda, Soave, Bianco di Custoza, Valpolicella czy Bardolino – średnie ceny skupu owoców na wino wyniosły w ub. roku około 30 centów za kilogram. W Luganie znacznie przekroczyły 1 euro. Ceny ziemi sięgają już ponad pół miliona euro za hektar. To sporo za kostkę gliny o szerokości tysiąc na tysiąc metrów i głęboką na 60 metrów. – Czterdzieści lat temu trzeba było sporo ziemi sprzedać, by kupić sobie fiata 500 – mówi mi jeden z producentów. Dziś za hektar można mieć ze dwa maserati albo luksusową willę z basenem. Warto sobie wyobrazić dziś kogoś, kogo dziadek kupił w latach 60. choćby 25 hektarów niemal bezwartościowej wówczas gliny…
Chętnych do sprzedaży gruntów jednak nie ma. Czasami deweloperom uda się wyrwać gdzieś kilkadziesiąt arów pod rezydencje, ale zdarza się to nieczęsto. Popularność i endemiczność Lugany sprawiły, że także giganci z Veneto i Lombardii chcą mieć to wino w swojej ofercie. Wielu rolników sprzedaje więc winogrona lub świeżo przefermentowane wino, które natychmiast trafia do piwnic potężniejszych wytwórców.
Największych zaś graczy jest tu wielu. Bracia Pasqua, Zenato lub choćby Gruppo Italiano Vini (G.I.V.). Wszyscy z uwagi na prestiż mają tu główne siedziby. G.I.V., jeden z największych tasujących karty na włoskim rynku winiarskim, zaskoczył ostatnio świat decyzją, że rezygnuje z posiadania własnych winnic, koncentrując się wyłącznie na butelkowaniu skupowanych wyrobów. W Sirmione swoją siedzibę ma także konsorcjum od sera grana padano.
W Luganie dominują jednak malutkie rodzinne posiadłości. Wielu winiarzy – pomnych niegdysiejszej biedy – boi się przerabiać wszystko na własne wina. Obawiają się ryzyka. Mówi się o nich często „dwuświątkowcy”. Za to, co sprzedadzą od razu, dostają pieniądze na Boże Narodzenie, a za własne butelkowane wina, mają środki na Wielkanoc. To oczywiście przenośnia, ale rzeczywiście tak to wygląda. Wielu w ogóle weszło na rynek z własnymi etykietami 5–6 lat temu. Tylko potentaci przerabiają wszystko na własne wina i dokupują jeszcze od sąsiadów. Nawet najmniejsi winogrodnicy są bez przerwy zasypywani ofertami kupna ich plonów. Nie trzeba podpisywać żadnych wieloletnich kontraktów.
Dwa światy
Okolice Sirmione dzieliły się do niedawna na światy bogaczy i klepiących biedę. Celebryci budowali na cyplu luksusowe wille, ubożsi próbowali uprawiać winorośl, kukurydzę i zboża na skrajnie nieurodzajnych glebach. Jeszcze na przełomie lat 60. i 70. nie było tu nawet kanalizacji, kopano studnie, ścieki płynęły do jeziora. W czasach rzymskich swój dom miał tu poeta Katulla. Pałac wybudowała tu również m.in. Maria Callas.
Turystyczna inwazja niemieckich robotników trwająca od lat 80. szybko wypłoszyła celebrytów. Od czasów Wandalów i Longobardów najazdy kolejnych Germanów to dla miejscowych dzień powszedni. Ale są też i nowi, coraz więcej dziś Rosjan. Ruch turystyczny w szczycie jest tak wielki, że policja nie kieruje samochodami (które i tak stoją), ale masami ludzkimi, by się nie zadeptały. Na sam cypel i stare miasto trzeba przejść przez starą, szeroką na trzy metry bramę. Kiedy Callas przeniosła się ostatecznie na jacht Onasisa, jej willę podzielono na 12 luksusowych apartamentów i sprzedano.
Samo jezioro skrupulatnie oczyszczono, zbudowano kanalizację. Wykopano głębinowe ujęcia wody. I choć w pobliżu ma siedzibę koncern San Benedetto, jego obroty w Luganie sięgają zera. Woda w kranach jest bardziej źródlana i bardziej mineralna. Jezioro to najczystszy zbiornik we Włoszech.
Turbiana i Kraków
W tych warunkach uprawia się tutaj tylko jedną odmianę, która musi stanowić co najmniej 90 proc. każdego wina. Jest nią trebbiano di lugana, zwane kiedyś trebbiano di soave, a ostatnio (tylko na obszarze Lugany) turbiana. Określenie to, choć utworzono je wzór starego zapisu tej nazwy szczepu, wymyślono niedawno, by odróżnić się od sąsiednich apelacji. Win stołowych i IGT robić się nie opłaca.
Wino jest wyjątkowe. Choć turbiana nie należy do odmian aromatycznych, to niskie zbiory powodują niezwykłą koncentrację aromatów od cytrusowych po jabłkowe, rozlewając się w całą masę innych. Ale – co najbardziej charakterystyczne – jest to wino niezwykle gęste, niemal oleiste, o suchym ekstrakcie na poziomie win czerwonych, wyższym od bardolino czy valpolicelli! To zupełnie zjawiskowe odkrycie. W dodatku tradycyjnie wytwarza się je z zawartością cukrów na poziomie około 6–9 g/l, co potęguje jeszcze wrażenia pełności i krągłości. Co więcej, gliniaste gleby dodają im niezwykle wysokiej kwasowości (zaczyna się od 6,5 g/l) i lekką słonawość.
Turbiana jest zatem winem świeżym, owocowym, aromatycznym w nosie, w ustach zaś skoncentrowanym, pełnym, ale nigdy mdłym dzięki wysokiej kwasowości. Winiarze mówią, że nie sposób pomylić go z żadnym innym białym winem na świecie. Nie chciałbym być poddany takim testom „w ciemno”, ale rzeczywiście zestawienie to fascynuje i robi piorunujące wrażenie.
Wina z Lugany dostrzeżono w Watykanie. Janowi Pawłowi II, który darzył je specjalną estymą, dostarczała je zawsze firma Fratelli Fraccaroli z Peschiery. W ubiegłym roku jej gościem był kardynał Stanisław Dziwisz. Wybrał się tutaj z Werony, gdzie przebywał z okazji otwarcia wystawy fotografii poświęconej polskiemu papieżowi. Będzie tutaj także w czerwcu przyszłego roku podczas obchodów stulecia rodzinnej wytwórni. Kardynał, kiedy osiadł w Krakowie, zaordynował także dostawy tego wina pod Wawel.
DOC Lugana
Powierzchnia winnic – 1003 ha
Produkcja roczna – prawie 9 mln butelek
Odmiana – turbiana (trebbiano di lugana)
Wina wyłącznie białe – lugana, lugana spumante i lugana superiore. Wkrótce także riserva i vendemia tardiva
Najlepsi producenci (wg autora) – Citari, Roveglio, Olivini, Avanzi, Otella, Selva Capuzza, Pilandro, Fraccarolli, Le Morette (Valerio Zenato), Cà Lojera, Ancilla Lugana, Pratelli, Zenato.
Miejsce tragiczne
O tych strasznych wieściach Europa dowiedziała się lotem błyskawicy. Od opisu masakry rozpoczyna się jedna z najpiękniejszych powieści (a potem film) opisujących tę część Europy – Marsz Radetzkiego Józefa Rotha. Solferino. Mała wioska leżąca 10 kilometrów od Sirmione.
24 czerwca 1859 roku armia cesarska starła się tu z siłami włosko-francuskimi. Straszliwy bój rozpoczął się o świcie i zakończył około godziny 14, przerwany oberwaniem potężnej chmury gradowej. Zwyciężyły siły koalicji, Austriacy wycofali się do pobliskiej Peschiery, którą wkrótce także musieli opuścić, podobnie jak i Mediolan. Lombardia przechodziła w ręce włoskie.
Gwałtowna burza uniemożliwiała zbieranie rannych. Ocenia się, że w kilkugodzinnej bitwie pod Solferino zginęło bezpośrednio lub skonało od ran około 27 tysięcy żołnierzy. Do dziś wykopuje się tu kości poległych i części uzbrojenia.
Na polu walki stoi wiele pomników upamiętniających różne formacje biorące udział w walce. Jest też kościół – mauzoleum nieznanego żołnierza. W jego wnętrzu, na lewej ścianie, nazwiska włoskie i francuskie. Po lewej – nazwiska żołnierzy z armii cesarskiej, w tym wiele polskich, zwłaszcza z 40. Regimentu z Jasła. Za ołtarzem znajduje się galeria setek czaszek i kości bezimiennie poległych.
Czas Wina nr 52

