Dzień w Bilbao

 

Nieobiektywny poradnik o tym, w jaki sposób spędzić czas w największym z miast Kraju Basków

 

Fot. Wojciech GiebutaMuzeum Guggenheima
Każdy przyjeżdżający po raz pierwszy do Bilbao swe kroki powinien skierować do siedziby Muzeum Fundacji Guggenheima. Siedzibę europejskiej filii znanej nowojorskiej kolekcji zaprojektował Frank Gehry – jeden z najlepiej rozpoznawalnych współczesnych architektów. Nawet jeżeli ktoś nie interesuje się sztuką współczesną, to warto pojawić się tu dla fantastycznej futurystycznej bryły budowli oraz artystycznych instalacji otaczających muzeum, spośród których największą sympatią turystów i mieszkańców miasta cieszy się gigantyczny, utkany z kwiatów szczeniak.

Coś na ząb
Gdy nasz umysł pochłonie odpowiednią dawkę wrażeń artystycznych, czas na zaspokojenie potrzeb ciała. Niemal na każdym kroku napotkamy bary oferujące wiele drobnych przekąsek pintxos (czyt. „pinczos”), wystawionych na kontuarze przed gośćmi. Zasada jest prosta:  zamawiamy copa di vino(wł.) wino.. – czyli kieliszek wina, a następnie pokazujemy palcem, na którą z przekąsek mielibyśmy ochotę. Pintxos na ogół spożywa się na stojąco, bez zbędnego rozsiadania się przy stolikach. W końcu czeka nas jeszcze sporo atrakcji.

Fot. Wojciech GiebutaRzeka i mosty
Muzeum Guggenheima to nie jedyna współczesna budowla godna uwagi. Od lat dla miasta projektują najwięksi architekci-wizjonerzy. Na szczególną uwagę zasługują tutejsze mosty, z których kilka na stałe wpisało się do historii światowej architektury. Dzieła te najlepiej podziwiać podczas rejsu po rzece Bilbao. Rejs zaczyna się w pobliżu portu. Pierwsza z przepraw nie jest nawet mostem – a jedynie zawieszoną nad rzeką kolejką-promem, który niczym gigantyczna huśtawka przerzuca mieszkańców z jednego brzegu na drugi. Kolejnym mostem jest wyginający się szerokim łukiem puente Eskalduna. Dalej płyniemy pod monumentalnym mostem, który
jest integralną częścią Muzeum Guggenheima. A stąd już tylko kawałek do Zubizuri – słynnej białej kładki zaprojektowanej przez samego Santiago Calatravę. Wycieczkę kończymy tuż przy starej dzielnicy i kamiennych zabytkowych mostach.

I znowu pinxos
Idąc wzdłuż nabrzeża znajdziemy sporo miejsc, w których koniecznie powinniśmy spróbować kolejnych przekąsek. Tym razem możemy zamówić jakieś tapas, które tym różnią się od pintxos, że niekoniecznie podawane są na pieczywie. Najpopularniejszą tapą jest tortilla, czyli coś między omletem a jajecznicą z pieczonymi ziemniakami w środku. Można do tortilli dodawać niezliczone dodatki – pikantną kiełbasę chorizo, cebulę i inne warzywa. Gdy znudzi nam się już białe winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) i chcemy zamówić coś czerwonego, to powinniśmy zamówić rioję. Kelner będzie wiedział, że chodzi o baskijską część tego regionu, czyli RiojaLa Rioja – Hiszpania – reg. winiarski w pn.-środ. Hiszp... Alavesa.

Stare Miasto
Fot. shutterstock/Borja LariaWarto poświęcić też nieco czasu na spacer lub zakupy na średniowiecznej starówce (Casco Viejo). Nie ma ona wprawdzie spektakularnych zabytków (nie licząc kilku gotyckich kościołów) – urzeka jednak klimatem i atmosferą. Historyczna dzielnica nie podzieliła losu innych tego typu miejsc w Europie i nie została wyludniona. W starych kamienicach nadal mieszkają ludzie, dzięki którym wąskie kręte uliczki tętnią zwykłym, codziennym życiem. Pełno tu niewielkich rodzinnych sklepików, w których mieszkańcy robią zakupy wybierając produkty na najbliższy obiad czy kolację. Największy wybór świeżych ryb, dojrzewających wędlin, mięs, serów, warzyw i owoców znajdziemy w Merkado Ribera – wybudowanej jeszcze w dziewiętnastym wieku hali targowej.

Znowu pintxos
Surfing, pływanie czy nawet zwykły spacer wzdłuż plaży doskonale służy naszemu apetytowi, dlatego koniecznie powinniśmy wstąpić na kolejne pintxos. Bilbao słynie z największego wyboru tego typu przekąsek. Zazwyczaj podawane są one na kromce pieczywa lub w minibułce – a jako wypełnienie wykorzystuje się wszystkie produkty spożywcze dostępne w kraju. Obowiązkowo pojawia się jamón serrano, czyli dojrzewająca, niezwykle aromatyczna szynka. Nie brakuje ryb – marynowanych, wędzonych lub smażonych w głębokim tłuszczu. Wegetarianie znajdą szeroki wybór grillowanych warzyw. Do pintxos koniecznie zamawiamy kolejny kieliszek wina – najlepiej białego, z lokalnej apelacji Txakoli de Bizkaia.

Metrem nad morze
Miasto położone jest nieopodal ujścia rzeki Nervión do Zatoki Biskajskiej. Jednak by zobaczyć ocean, trzeba kawałek podjechać. Od kilku lat można to zrobić metrem, które w kilkanaście minut przewiezie nas ze ścisłego centrum prosto na plażę. Latem w podziemnej kolejce często spotyka się młodych ludzi ubranych w stroje plażowe, z deskami surfingowymi pod pachą.

Nie zapominajmy o pintxos
Fot. shutterstock/nitoSpacerując między sklepikami i warsztatami rzemieślniczymi, nie możemy nie zauważyć licznych barów przyciągających nasz wzrok kolejnymi tapasami. Jeżeli nie mamy pomysłu, co wybrać tym razem – to polecam tutejszą kaszankę (morcilla). Smażona na patelni, w smaku dość podobna do naszej, podawana jest jednak na zupełnie inne sposoby – najczęściej na grzance. Doskonale smakuje, gdy nafaszeruje się nią małe czerwone papryczki i udusi w oliwie. W niektórych miejscach można spotkać nawet tortillę z ziemniakami i kaszanką. Pamiętajmy jednak – do morcilli obowiązkowa jest kolejna lampka wina.

Kupujemy beret
Narodowym strojem basków (a przynajmniej częścią tego stroju) jest beret. Kiedyś nosił go tu każdy dorosły mężczyzna. Dziś jesienią i zimą wielu panów nosi czarne berety z nieodzowną antenką. Jeżeli postanowimy zaopatrzyć się w prawdziwy baskijski produkt to zdecydowanie unikajmy popularnych sklepów z pamiątkami, gdzie większość „tradycyjnych wyrobów” powstała w Chinach. Beret należy kupić w specjalistycznym sklepie lub – najlepiej w warsztacie kapelusznika. Jedno z takich miejsc znajduje się nieopodal katedry przy ulicy Victor 9. Firma Gorostiaga istnieje tu nieprzerwanie od 1857 roku.

Na koniec – pintxos
Nasz dzień w Bilbao powoli dobiega końca. Pełni wrażeń i nieco zmęczeni powinniśmy zatrzymać się w najbliższym barze, by coś przekąsić. Jeżeli jeszcze nie mieliśmy okazji skosztować ryb łowionych codziennie w pobliskiej Zatoce Biskajskiej – to teraz koniecznie powinniśmy nadrobić te zaległości. Możemy poprosić o pintxos z dorszem (bacalao) lub meluzyną – rybą niezwykle w tych regionach popularną. Jako że prosto z tego baru udamy się na długą kolację, sugeruję zamiast normalnego wina zamówić kieliszek musującej cavy – ot tak, dla pobudzenia apetytu.