Feniks z popiołów

Jeśli Bułgarom wystarczy chęci, zatrą złe wspomnienie o winach z komunistycznych kombinatów. W degustacjach w ciemno ich wina śmiało stają w konkury z produktami innych krajów, co udowodnił konkurs zorganizowany przy okazji Międzynarodowych Targów Spożywczych w Płowdiw.

Czułam się absolutnie wolna, mogłam jeździć, gdzie chcę, prawie każdy miał przynajmniej dwa domy: mieszkanie w mieście i daczę na wsi lub nad morzem. Gdy się pobieraliśmy, oboje wnieśliśmy do naszego związku taki właśnie posag, a teraz? Serce się kroi, gdy widzę co się dzisiaj dzieje w Bułgarii…” – opowiada mi Margarita Hristova, nasza przewodniczka i redaktor ministerialnego pisma branżowego „Lozarstvo & Vinarstvo”, osoba głęboko zaangażowana w organizację konkursu winiarskiego Vinaria 2103 w Płowdiw. Jedziemy do nowo powstałej winiarni Angelus Estate. Za nami trzy dni sędziowania, podczas których mieliśmy przegląd niemal całego bułgarskiego winiarstwa. Chętnie zobaczymy na własne oczy, jak wyglądają winiarnie producentów, którzy zgłosili się na konkurs.

Równość stosowana

Fot. ArchiwumBułgaria podzielona jest na sześć regonów winiarskich i każdy z nich – co oczywiste – posiada własną charakterystykę. Ze względu na ukształtowanie geograficzne (a to właśnie ono w dużej mierze determinuje ten podział) regiony są duże i pokrywają całą powierzchnię kraju. Pomysł takiego podziału nie jest niczym złym, niemniej znacząco utrudnia wyróżnienie poszczególnych miejsc jako charakterystycznych winiarsko, a przede wszystkim pozwala wielu winiarzom uruchamiać produkcję wedle ich przygotowania merytorycznego i pomysłu. „Dobrą stroną tego upowszechnienia winiarstwa jest możliwość zatrudnienia dużej liczby młodych adeptów sztuki winiarskiej (Uniwersytet Technologii Spożywczych w Płowdiw kształci obecnie ok. 5 tysięcy studentów), ale nie pozwala wyróżniać żadnego z miejsc jako szczególnie ciekawego. Ot, równość – ma swoje dobre i złe strony…” – mówi Kolyo Dinkov, rektor tegoż uniwersytetu.
„Nasz kraj to obecnie głównie sklepy. Przemysł zepchnięty jest właściwie na margines. Wszelkie próby ściągnięcia obcego kapitału, który mógłby zainwestować w zakłady produkcyjne i zatrudniać ludzi, spełzają na niczym. A nasi sąsiedzi, Turcy, opływają w dostatkach. Owszem, pracują ciężko, ale mają gdzie pracować. A nami rządzi mafia…” – ciągnie swoją opowieść Margarita. Urodzona w latach pięćdziesiątych, jest dobrze wykształconym enologiem. Mówi płynnie po angielsku i rosyjsku. Mąż jest Żydem – dzieci chodzą do żydowskiej szkoły, mówią też po hebrajsku… Margerita od 10 lat mocno poświęca się sprawie przywrócenia dobrego imienia bułgarskim winom, przekonując producentów, że czasy kombinatów winiarskich, gdzie nie jakość, a ilość miała znaczenie, bezpowrotnie i szczęśliwie minęły. Ważna jest edukacja enologiczna, przyglądanie się trendom konsumpcyjnym na świecie i zaangażowanie czasu i uwagi w staranną produkcję.

Postkomunistyczne otępienie

Fot. ArchiwumWieś bułgarska wygląda bardzo biednie. Jedna z konkursowych jurorek, Szwedka na stałe mieszkająca w Paryżu, z którą podróżuję w autobusie ramię w ramię, co chwilę wydobywała z siebie okrzyk zdumienia; „Patrz jakie furmanki! Patrz jak zaśmiecona droga! Patrz jakie biedne domy!”. Margerita twierdzi, że kraj zachłysnął się swoją dobrą sytuacją w czasach komuny, a ludzie przyzwyczaili się do łatwego życia. Wszystko było w zasięgu ręki, a czego nie było, można było sobie „załatwić”. Co prawda ludzie byli przymuszani do nauki, ale mieli też pracę etc. Teraz, gdy przyszła wolność, niewiele chce się robić obywatelom Bułgarii…
– Sektor usług zupełnie się nie rozwija. Usługa ma bowiem w sobie słowo  „sługa”, a Bułgarzy są dumni… Wolą pracować dla siebie i na własną ręką, niż komuś „usługiwać”. I jeśli to robią, to z wyraźną niechęcią do odbiorcy. Poproś kelnera w restauracji o zbyt wiele, a możesz usłyszeć, że nie ma czterech rąk… – odpowiada Margerita na moją uwagę, że przecież przemysł usług turystycznych może być dla Bułgarii jedną z ważniejszych gałęzi gospodarki. Pamiętam dobrze, że na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wczasy w Złotych Piaskach nad Morzem Czarnym to był luksus najwyższego sortu.

Powiew nowoczesności

Dojeżdżamy do Angelus Estate. Rozmiar inwestycji i zaangażowanie w nowoczesną technologię powala nas z nóg. Młode enolożki są trochę przerażone naszą grupą i z wyraźnym onieśmieleniem opowiadają o tym, co się dzieje obecnie w winiarni oraz jakie metody produkcji stosują. Pokazują chłodnie do przechowywania winogron używane przed przesortowaniem, opowiadają o nowoczesnych maszynach Buchera, które przy pomocy skomplikowanych urządzeń optycznych dokonują selekcji dobrych gron, pokazują system transportu winogron, moszczu i wina, który w winiarni opiera się wyłącznie na grawitacji. Wszystko jest nowe, świeże, niewykończone jeszcze – ale na wysokim światowym poziomie.
Fot. ArchiwumJednym z dwóch właścicieli jest Alex Kanew. To zarazem główny enolog. Człowiek bez wątpienia poważny i na międzynarodowym poziomie. – Ale takich miejsc w Bułgarii jest jeszcze niewiele – mówi mi szeptem Margerita. Bez wątpienia należy do nich Telish, z ekscentrycznym Jairo Agopianem czy „polska” winiarnia Katarzyna należąca prywatnie do Krzysztofa Trylińskiego, prezesa Grupy Belvedere.
Odwiedzamy to miejsce. Zaskakuje porządkiem i czystością. Dwaj bracia enologowie we właściwy dla młodych Bułgarów sposób opowiadają o swojej pracy. Ich postawa wywołuje na nas wrażenie prowincjonalności: sygnet na placu, papieros w ręku, druga ręka w kieszeni. Są pewni siebie, ale są bez wątpienia kompetentni i… starają się być mili.
Winiarnia produkuje około dwóch milionów butelek, z czego tylko dziesięć procent eksportuje. Resztę konsumuje lokalny rynek. Jest przepięknie położona. U zbiegu granic bułgarsko-turecko-greckiej. W zasięgu wzroku nie widać żadnego zabudowania ani śladu człowieka… – Popatrz, ile mamy naturalnego dobra, ile zieleni, ile pozytywnej energii można czerpać, jak dużo moglibyśmy skorzystać , odpowiednio ją wykorzystując – mówi Margarita. – To do dzieła – odpowiadam – zmieńcie rząd, postawcie mocno na edukację, spróbujcie ściągnąć obcy kapitał, oferując atrakcyjne warunki dla dużych inwestycji, by produkować i eksportować, nauczcie ludzi „służyć” innym. Skorzystacie na tym! – uśmiecham się do Margerity. – Oj, żeby wszyscy tak myśleli. Na razie każdy robi swoje.
Z ciekawością będę przyglądał się rozwojowi Bułgarii. Jestem pewien, że dzięki intensywnej pracy takich ludzi jak Margerita Hristova sektor winiarstwa będzie się rozwijał we właściwym kierunku. A wina obronią się same. Warunki do wzrostu mają świetne. Gdy piszę te słowa, jest początek marca – mija prawie tydzień pobytu w tym kraju, cały czas było ciepło i słonecznie, podczas gdy w Polsce wciąż jeszcze szaro i śnieżnie.