Hugh Pierwszy

Hugh Johnson ma na swoim koncie stworzenie nowoczesnego dziennikarstwa winiarskiego, niestrudzone rozpowszechnianie wiedzy na temat win, asystę przy narodzinach dla Europy win z Kalifornii i Australii.

Hugh Johnson…
Brytyjczyk, o którym śmiało można powiedzieć, że stworzył zarówno nowoczesną krytykę winiarską, jak  i dziennikarstwo dotyczące tej tematyki. Niestrudzony propagator wiedzy związanej z winem, który  o swojej pasji pisze od ponad pięciu dekad. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczął w Vogue’u. Pisał także artykuły do niedzielnego wydania Times’a. W 1966 roku opublikował książkę o prostym tytule – Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), która wyznaczała nowe standardy popularnego wino-pisarstwa. Na język polski przetłumaczono zaledwie kilka książek z jego bogatego dorobku: Przewodnik po winach świata, Wielki atlas świata win, Wino, sztuka i nauka oraz Atlas win świata. Hugh Johnson jest również autorem bestselerowego Pocket Wine Book – uaktualnianego co rok krytycznego przewodnika po winach. Jest to absolutnie najpopularniejsze wydawnictwo o winie w historii ludzkości – przetłumaczony na dwanaście języków „mały Johnson” trafił do tej pory do kieszeni ponad 8 milionów winomanów na całym świecie! Hugh Johnson zrealizował również 13-odcinkową serię telewizyjną Vintage(fr., ang.) – winobranie, rocznik..: A History of Wine. Jest stałym konsultantem British Airways, zasiadał też w zarządzie Château Latour i był jednym z założycieli The Royal Tokaji Wine Company. Za swoją działalność w 2004 roku otrzymał wysokie odznaczenie francuskie L’Ordre National du Mérite, a w 2007 roku został kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego. Został również nagrodzony m.in. przez Niemiecką Akademię Gastronomiczną oraz Académie du Vin de Bordeaux. Obok Roberta Parkera i Jancis Robinson uznawany jest za jednego z najbardziej wpływowych krytyków wina na świecie.

Hugh Johnson…
Brytyjczyk, o którym śmiało można powiedzieć, że stworzył zarówno nowoczesną krytykę winiarską, jak  i dziennikarstwo dotyczące tej tematyki. Niestrudzony propagator wiedzy związanej z winem, który  o swojej pasji pisze od ponad pięciu dekad. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczął w Vogue’u. Pisał także artykuły do niedzielnego wydania Times’a. W 1966 roku opublikował książkę o prostym tytule – Wino, która wyznaczała nowe standardy popularnego wino-pisarstwa. Na język polski przetłumaczono zaledwie kilka książek z jego bogatego dorobku: Przewodnik po winach świata, Wielki atlas świata win, Wino, sztuka i nauka oraz Atlas win świata. Hugh Johnson jest również autorem bestselerowego Pocket Wine Book – uaktualnianego co rok krytycznego przewodnika po winach. Jest to absolutnie najpopularniejsze wydawnictwo o winie w historii ludzkości – przetłumaczony na dwanaście języków „mały Johnson” trafił do tej pory do kieszeni ponad 8 milionów winomanów na całym świecie! Hugh Johnson zrealizował również 13-odcinkową serię telewizyjną Vintage: A History of Wine. Jest stałym konsultantem British Airways, zasiadał też w zarządzie Château Latour i był jednym z założycieli The Royal Tokaji Wine Company. Za swoją działalność w 2004 roku otrzymał wysokie odznaczenie francuskie L’Ordre National du Mérite, a w 2007 roku został kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego. Został również nagrodzony m.in. przez Niemiecką Akademię Gastronomiczną oraz Académie du Vin de Bordeaux. Obok Roberta Parkera i Jancis Robinson uznawany jest za jednego z najbardziej wpływowych krytyków wina na świecie.

Życiorysem tym mógłby obdzielić kilkunastu ludzi, ale wszystkie swoje zasługi traktuje z dystansem i poczuciem humoru. Zwykłego-niezwykłego Hugh odwiedził w jego nowym domu w Londynie Łukasz Wojnarowicz.

ŁUKASZ WOJNAROWICZ: Jak wiele tytułów Człowieka Roku Pan otrzymał?
HUGH JOHNSON: O, kilka by się znalazło. Jeden od „Decantera”, International Wine Challenge dało mi nagrodę za osiągnięcia życia. Ale tak sobie myślę: miło jest dostać taką nagrodę, tylko czy to nie oznacza jednak zmierzchu kariery, gdy otrzymuje się coś takiego?

Zmierzch kariery? Pisze Pan o winach dopiero od pół wieku! Ciekaw jestem, jak bardzo zmieniła się branża winiarska w ciągu wszystkich tych lat?
Ogromnie! Kiedy zainteresowałem się winem, to był bardzo niszowy temat. Dotyczył właściwie tylko klas wyższych brytyjskiego społeczeństwa. Nie jest do końca jasne, kiedy to uległo zmianie. To był stopniowy proces. Supermarkety zaczęły sprzedawać wina gdzieś na przełomie lat 70. i 80. I to był prawdopodobnie punkt zwrotny.
W tym samym czasie bardzo popularne stały się wakacje za granicą. Ludzie przywozili stamtąd wspomnienia o lokalnych winach, a szefowie sieci handlowych wyczuli w tym dobry interes. W dodatku przecież sama technologia produkcji wina uległa znacznej poprawie. Ogólnodostępność wina oraz nowe zwyczaje dużej części społeczeństwa z tym związane to najważniejsza zmiana ostatnich kilkudziesięciu lat.

Fot. Łukasz WojnarowiczNo i narodziny nowoczesnego dziennikarstwa winiarskiego…
Jak najbardziej. Kiedy w 1966 roku opublikowałem swoją pierwszą książkę – miała prosty tytuł: Wino – i od razu wydano ją w USA i w Niemczech Zachodnich. To był bardzo dobry moment. Rodziło się zapotrzebowanie na tę wiedzę. Oczywiście nie tylko ja zacząłem wtedy propagować wino.

Na tej zmianie skorzystali też sami winiarze…
Myślę, że korzyści były wymierne dla wszystkich. Ale były też ciemne strony. Winiarzem jest się z urodzenia lub z miłości, ale na pewno nie dla pieniędzy. Trudno na tym zarobić i często kończy się to dużym zawodem. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na wino musiała zwiększyć się skala produkcji. To spowodowało uprzemysłowienie winnic. Skala tego procesu była różna w zależności od kraju i regionu. Czasem kończyło się to załamaniem całego rynku, jak w Australii.
Zainwestowano tam ogromne pieniądze w rozwój, a skończyło się wielkim bankructwem pod koniec lat 80. Z drugiej strony po raz pierwszy w dziejach zwykli ludzie zyskali okazję, by kupować wina z całego świata w sklepie za rogiem. A wino zmienia zachowania społeczne. Spotkanie przy winie jest zazwyczaj bardzo radosne i stymulujące intelektualnie. Samo wino zachęca przecież do zadawania pytań, szukania różnic i podobieństw między odmianami i regionami.

Jak to się właściwie stało, że zaczął Pan pisać o winie?

Ha! Wszystko dlatego, że pracowałem w czasopiśmie dla kobiet! To było wielkie szczęście znaleźć wtedy pracę, zwłaszcza związaną z dziennikarstwem. I tak pracowałem z tymi wszystkimi pięknymi paniami i myślałem, że musi być coś ciekawszego od pisania o modzie. Zasugerowałem naczelnemu rubrykę o winach. Nic wtedy jeszcze o winie nie wiedziałem, ale wydawało mi się to znacznie bardziej fascynujące.

Wciąż daje to Panu satysfakcję?
Tak, bo przecież nie piszę tylko o jednym z napojów, ale też o całym jego kulturowym kontekście: o geografii, historii, czasem o naukach ścisłych. The Story of Wine to książka historyczna. Moje zasadnicze podejście do tematu zakłada zbadanie wszelkich możliwych aspektów wina. To tak jak pisanie biografii znanych ludzi. Ile w moich tekstach jest o samym winie? Nie tak dużo.

Pisząc o winie, nie da się jednak uciec od jego oceniania. Myśli Pan, że świat potrzebuje dziś krytyków winiarskich?

A czy potrzebujemy komentatorów sportowych? Czy potrzebujemy gazet? Niekoniecznie, choć słuchanie i czytanie tego, co mówią i piszą inni to forma miłego trwonienia wolnego czasu. Na pewno potrzebne są regulacje prawne dotyczące produkcji wina. Po to, by nie powtórzyły się sytuacje z końca XIX i początku XX wieku, gdy po pladze filoksery ludzie nazywali winem cokolwiek, co miało alkohol i owocowy smak.
Osoby znające charakterystykę regionów i win w nich produkowanych były wtedy na wagę złota. Podstawowe zdolności każdego handlarza win, czyli rozpoznanie rynkowej wartości konkretnego wina, były i są niezmiernie ważne. Wiedza handlarza i zaufanie kupującego były przez setki lat podstawą tego interesu. Samo zaś propagowanie wiedzy o winie zaczęło się na dobre dopiero w XX wieku. Co do krytyków winiarskich mam jednak spore wątpliwości…

Musi Pan jednak przyznać, że często pomagają nam dokonać właściwych wyborów…

Krytyk może nam pomóc w wyborze, gdy wiemy coś o przedmiocie wyboru. Każdy może przecież napisać, że to wino jest złe, a tamto dobre. I nic to nam nie powie. Krytyk filmowy jest potrzebny promotorom i producentom konkretnego obrazu. To tylko sposób, by o filmie mówiono, by pojawiały się artykuły i materiały w mediach. Czy jest potrzebny samym widzom?

Może więc bardziej od krytyków potrzebujemy edukatorów i popularyzatorów?
Tak, z całą pewnością. Takie instytucje edukacyjne jak Institute of Masters of Wine i Wine and Spirit Education Trust są niezbędne. Nie są to uniwersytety, ale ich poziom kształcenia jest bardzo wysoki. Podobnie z krytykami: nie należy traktować ich jak wyroczni. To, że ktoś zdał wszystkie egzaminy, nie znaczy, że ma idealny smak i powonienie.
Jednak edukacji nigdy dość. Nie tylko w krajach, które same nie produkują wina. Mieszkańcy krajów typowo winiarskich, jak Hiszpania czy Francja, często znają tylko lokalne style i szczepy. Edukacja daje szansę spojrzeć szerzej na temat wina. Dla wielu ludzi umiejętność samodzielnego przeczytania ze zrozumieniem etykiety na butelce wina to powód do ogromnej satysfakcji.

W ciągu Pańskiej kariery dziennikarskiej i pisarskiej był Pan wielokrotnie świadkiem narodzin i upadków ważnych dla wina regionów.
Tak, to niezwykle zaskakujące, gdy sławne, lubiane, zyskowne regiony nagle tracą na znaczeniu. Najbardziej dotknęło to Jerez w Hiszpanii. Podobnie było z niemieckim rieslingiem. Nagle świat przestał go lubić. Zmiana mód ma widać bardzo duży wpływ na preferencje większości ludzi. Sherry to obecnie najlepszy zakup na świecie. Jakość nigdy nie była wyższa, a cena nigdy nie była tak niska. Butelkatyp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... świetnego wytrawnegookreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... sherry kosztuje o połowę mniej niż australijskiego chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...). Gdzie w tym sens?

Za to Tokaj odrodził się niemal na Pana oczach.
I ciągle rośnie w siłę! Byłem tam w latach 70. i to była prawdziwa rozpacz. Potem było jeszcze gorzej. Tokaj dość długo się bronił przed socjalizmem, ale w końcu poumierali starsi winiarze i nie miał ich kto zastąpić. Zaczęły się liczyć tylko ilości przemysłowe. Jakością nie zawracano sobie głowy. Gdy z ZSRR szło gigantyczne zamówienie na tokaje, to z aptekarską dokładnością określano w nim zawartość cukru oraz barwę wina. Cena nigdy nie była negocjowana. Węgrzy za wino dostawali traktory. A sęk w tym, że te maszyny nijak nie nadawały się do pracy w winnicach. Były za szerokie. Aby umożliwić ich wykorzystanie, wycinano całe rzędy krzewów.

Słyszałem tę historię od Istvana Szepsy’ego.
Szepsy to jedna z tych osób, które pozwoliły Tokajowi przetrwać. Gdy zjawiłem się tam, by założyć Royal Tokaj, zostałem zaproszony do jego winnicy, by spróbować win. Uświadomiło mi to, że wysoka jakość przetrwała. Przynajmniej w skali tej pięknej, ale małej winnicy. Potem był naszym pierwszym menedżerem. Jego historie o tym, co się tam wyprawiało za socjalizmu, były szokujące.

A czy Royal Tokaj spełnił Pana oczekiwania?
Robi to, odpukać, ale bardzo powoli. Mogę obrazowo i rozwlekle opisać trudności z rozpoczynaniem nowego interesu na Węgrzech w początkach lat 90., ale chyba szkoda na to czasu. Dziś dzięki inwestorom mamy jedną z najpiękniejszych winnic, jakie w życiu widziałem. Naprawdę, to winnica idealna. W dodatku powstała niesamowicie szybko. Budowę zaczęto w maju, a gotowa była na najbliższy zbiór. Mamy też blisko dwa kilometry tuneli pod nią. I nikt nie wie, kto i kiedy je zbudował.

Tokaj to dla Pana aszú(węg.) winna jagoda zaatakowana przez szlachetną pleśń.S... (...) czy raczej wytrawnyokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... furmint?
Royal Tokaj powstał przede wszystkim ze względu na wina aszú. Przewyższają one jakością każde inne słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. wina świata. Ale szybko przekonaliśmy się, że nie można robić aszú każdego roku. Zaczęły się eksperymenty. Szepsy u siebie w winnicy robił wina wytrawneokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... oraz z późnego zbioru. Siłą rzeczy poszliśmy za jego przykładem. Z początku chyba za bardzo postawiliśmy na jakość, co doprowadziło nas prawie do katastrofy finansowej. Wina były zbyt drogie, by ktoś je chciał kupić.
Jeśli chodzi o wina z późnego zbioru, na początku byłem sceptyczny. To Szepsy bardzo za nimi optował. To nie jest wino, które ma szansę osiągnąć jakość aszú. Na pewnej konferencji gdzieś na Węgrzech dziesięć lat temu dałem wykład o tym, jak wielkim błędem jest produkowanie win z późnego zbioru w Tokaju. Przekonywałem, że aszú jest czymś unikatowym, a wino z późnego zbioru można robić wszędzie. Szepsy szybko zareagował, mówiąc, że nie mam racji. Po latach okazało się, że z komercyjnego punktu widzenia to on miał rację, nie ja. Rzeczywiście, late harvest sprzedaje się dobrze, ale ja jakoś nie widzę w nim dobrej korelacji między jakością a ceną. Na szczęście nie jestem zbyt zaangażowany w sprzedaż naszych win.

Tymczasem duże zainteresowanie tokajem zaczyna wykazywać rynek chiński.
Kilka lat temu nie można było eksportować aszú do Chin. Nie spełniało wymogów sanitarnych. Wszystko z powodu stosunkowo wysokiej zawartości siarki. Sprawa sięgnęła szczebla dyplomatycznego. Ale wszystko dobrze się skończyło. Nowy rynek, zwłaszcza tak duży, zawsze jest mile widziany.

Nietypowe wina z nieoczywistych winiarsko krajów to dla Pana interesujący temat? Pytam, bo już niedługo z pewnością skosztuje Pan kilku polskich win…
Jestem bardzo ciekawską osobą. Ilekroć widzę butelkę wina, której etykieta nic mi nie mówi, wiem, że muszę go spróbować. Pojechałem do Kalifornii i Australii – i wydaje mi się, że byłem w tym pierwszy – z poważnym zamiarem spróbowania i opisania tamtejszych win. Zawsze powtarzałem, że jest tam coś więcej, niż się wszystkim wydaje. W 1976 roku wydaliśmy z Bobem Thomsonem książkę o winach kalifornijskich. To było bardzo pionierskie przedsięwzięcie.

Czy Pana zdaniem warto eksperymentować z produkcją wina w nietypowych regionach?
To składowa część procesu, który będzie trwać w nieskończoność. Weźmy na przykład wina z Urugwaju. To nie są skomplikowane przypadki, ale często z racji wysokiej jakości są dobrym punktem startowym dla tamtejszych producentów, by iść dalej i stworzyć jeszcze lepsze wina.

Jak powstał słynny Pocket Wine Book?
To był pomysł mojego wydawcy. Pracowałem wtedy nad dużą publikacją o winie, a on zwrócił mi uwagę, że przecież nikt takiej cegły nie zechce czytać. Nie wszyscy muszą wiedzieć wszystko na temat wina. Zapytał, czy nie zmieściłbym tego, co najważniejsze, w formie małej książeczki. A ja na to: „Jesteś geniuszem!”. To było dość łatwe do przygotowania, pierwsze wydanie napisałem właściwie z marszu. Teraz jest to już bardziej skomplikowane, bo i świat win coraz bardziej się komplikuje. Teraz potrzeba wielu kieszeni, by je wszystkie pomieścić. Na przykład książka o Włoszech to jak książka telefoniczna, same nazwiska. Godnych polecenia producentów była kiedyś garstka, teraz ich liczba idzie w setki i tysiące. Co roku patrzę na tę listę i zastanawiam się, jak w ten spis wpleść trochę więcej życia i humoru.

Poczucie humoru jest ważne, gdy piszemy o winach?
Zawsze się przydaje. Bo właściwie dlaczego ludzie czytają jakiegoś autora, dlaczego czytają mnie? Staram się czasem wpleść jakiś żart w artykuł, ale trzeba uważać, by nie przesadzić. Gdy piszę o ogrodach i drzewach, jest tak samo. Wino, ogrody, drzewa to jednak poważne tematy. Ale pisząc, trzeba wciąż myśleć o czytelniku. Bo kiedy zacznie się nudzić, to czytać przestanie.

Lepiej więc pisać o winie bardziej analitycznie czy może raczej artystycznie?
Hm. Pierwszy sposób jest mało poetycki. Zbierasz winogrona i robisz z nich wino. Osobiście wolę tę drugą metodę. Z racji wieku i miejsca w historii wino ma niesamowity bagaż kulturowy. A wszystko to mieści się w małym kieliszku. Dlatego jest dla mnie tak ważne. Myślę, że wino zasługuje bardziej na komentarz niż opis.

 

Nikt nigdy nie pisał ani nie pisze o winie tak ujmująco i bez żadnego wydawałoby się (!!!) wysiłku, jak mój drogi przyjaciel Hugh, któremu tyle zawdzięczam, i z którym łączy mnie tyle znakomitych butelek. Nawet jego maile to wzór kunsztu literackiego! A co do jego gustu, to jest on niezawodny, czy w grę wchodzą słowa, czy wina. Spędziliśmy razem wiele czasu w różnych zakątkach świata, nierzadko z naszymi współmałżonkami, i zawsze świetnie się bawiliśmy.

Jancis Robinson

To, co czyni Hugh Johnsona jednym z najbardziej poczytnych i wiarygodnych krytyków wina, to jego uznany w całym świecie profesjonalizm, doświadczone podniebienie i nieocenione poczucie humoru. Nigdy zblazowany, zawsze zaangażowany, potrafi w słowach zamknąć nie tylko smak, ale bukiet i doznania wywołane przez wino, tak jak żaden inny pisarz. To rzadki dar: sprawić, że wino staje się osiągalne dla każdego czytelnika. Przecież nie bez powodu Hugh uważany jest za najlepszego z najlepszych! I mówię to, pomijając wszystkie te miłe słowa, jakich nie szczędził on moim winom przez wiele lat, i za które jestem mu bardzo wdzięczna. Jestem najprawdopodobniej jego największą fanką – możecie mu to ode mnie przekazać. To wspaniale, że jest on Człowiekiem Roku „Czasu Wina”.

Patricia Atkinson

To świetna wiadomość! Hugh Johnson to jeden z najbardziej inspirujących i najbardziej płodnych pisarzy. Od zawsze był niezrównanym orędownikiem różnych regionów i tego, w jaki sposób wyrażają one swoją indywidualność. Tę właśnie wspólną pasję dzielimy z nim w Langhorne Creek i Barossie. Podobnie jak wino, wszystkich nas ukształtowało i zdefiniowało nasze pochodzenie i nasze domy.
Twórczość Hugh mocno wzbogaciła moją wiedzę i sprawiła, że i Heartland, i Glaetzer stały się lepszymi winami, a ja bardziej świadomym winomanem! Hugh to znakomity pisarz, pierwszorzędny ambasador naszych starań i po prostu fajny facet. Świetna robota, Hugh!

Ben Glaetzer


No, wreszcie! Toż to jedyny prawdziwy klasyk współczesnej literatury winiarskiej. Nawet pomijając to, że Johnson ma autentyczny talent literacki i potrafi świetnie pisać (co w naszej branży wcale nie jest częste), nikt inny nie wywarł tak głębokiego i trwałego wpływu na nasze postrzeganie wina. Wspomnę tylko o dwóch jego książkach.
Wine (1966) wyznaczała nowe standardy popularnego winopisarstwa, dając sporą dawkę merytorycznej wiedzy. Wcześniej były to raczej luźne gawędy starszych dżentelmenów. Natomiast The World Atlas of Wine (1971) to moim zdaniem w ogóle najważniejsza popularna książka o winie, jaka kiedykolwiek się ukazała. Bez Atlasu nie byłoby powszechnej dziś fascynacji terroir, zachwytów nad lokalnymi winami i pomniejszymi regionami winiarskimi ani też współczesnej mody na enoturystykę.
Który spośród winopisarzy ma większe dokonania? Nikt! Wielki Hugh Johnson jest niedoścignionym wzorem!

Wojciech Bosak