Ja tylko robię winogrona

– Ojca w ogóle nie interesowało winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), skupiał się wyłącznie na uprawie winorośli. To była jego wielka pasja – mówi Alessandro Mancini, obecnie współwłaściciel jednej z największych prywatnych sardyńskich winiarni, noszącej imię zapalonego agronoma.

Bo Piero Mancini w końcu zdecydował się na założenie winiarni, chociaż wcześniej przez wiele lat dostarczał jedynie doskonałe winogrona do lokalnych spółdzielni.

Fot. Wojciech GiebutaJego miłość do winnic i winorośli była tak wielka, że w czasach, gdy na Sardynii karczowano winnice, obsiewając pozyskane w ten sposób tereny zbożem (przyznawano nawet za tę działalność dopłaty), Piero wciąż robił nowe nasadzenia. W latach 80. ubiegłego wieku należało do niego 70 hektarów w słynącym z najlepszych siedlisk obszarze Gallura w północnej części wyspy. Faktem jest, że odgórnymi zarządzeniami niespecjalnie musiał się przejmować, gdyż środków do życia nie czerpał z rolnictwa. Z zawodu był dentystą z dobrze prosperującą praktyką. Praca w winnicach była jego odskocznią od codzienności, na tyle jednak absorbującą, że ostatecznie zadecydowała o losie jego rodziny.
– Tato gdyby mógł, w ogóle nie wychodziłby z winnic, ale poza posiadaniem naprawdę doskonałej jakości winogron nic więcej z tej pasji nie wynikało. Dla niego cała zabawa kończyła się w momencie dostarczenia owoców do winiarni – kontynuuje Alessandro. – Pod koniec lat 80., kiedy z bratem kończyliśmy studia, postanowiliśmy coś z tym fantem zrobić i doszliśmy do wniosku, że najwyższy czas wykorzystać potencjał doskonałej jakości gron i samodzielnie przerabiać je na wino. Niejako pod naszą presją ojciec zdecydował się na założenie winiarni.

Siła genetyki

Co ciekawe, chociaż synowie bardzo optowali za rozpoczęciem winiarskiego biznesu, żaden nie podjął studiów enologicznych – Alessandro, tak jak ojciec jest agronomem, a Antonio inżynierem. Słuchając, z jaką pasją Alessandro opowiada o swojej ekologicznej wizji uprawy winorośli, nie mam wątpliwości, że odziedziczył ją po ojcu. Szkoda, że zmarły w 2001 roku Piero nie może cieszyć się z sukcesów synów i dynamizmu, z jakim angażują się we wszelakie działania, zarówno związane z zarządzaniem winiarnią, jak i z aranżacją klimatycznych miejsc przeznaczonych do degustacji powstających w niej win. Byłby z nich bardzo dumny.
Jeszcze za życia ojca kupili przepiękną posiadłość La Vigna di Balaiana w miejscowości Luogo Santo, której zabudowania odremontowali z wielkim smakiem, czyniąc z niej wymarzone miejsce zarówno do rozkoszowania się winami, jak i leniwego spędzenia wakacyjnego popołudnia w śródziemnomorskim słońcu.

W odwrotnym kierunku

Fot. Wojciech GiebutaMigracje ludności na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem terytorium Półwyspu Apenińskiego, nie są niczym dziwnym, ale kierunek, który obrał swego czasu Giampaolo Parpinello jest nieco zaskakujący. Rzadko bowiem się zdarza, by za sprawą pracy ktoś przemieszczał się z północy na południe kraju. W przypadku Włoch to wręcz w głowie się nie mieści. A jednak i takie sytuacje się zdarzają. Gdy pytam emerytowanego już enologa, przez lata pracującego dla największych sardyńskich firm, czy nie myśli o powrocie do rodzinnego Veneto, zdecydowanie kręci głową. – A po co miałbym tam wracać? Teraz tu jest mój dom, jestem już Sardyńczykiem i nie zamierzam się stąd ruszać – śmieje się, podając mi świeżo zerwaną z drzewa pomarańczę. Są na nim jednocześnie dojrzałeokreślenie degustacyjne stwierdzające, że wino osiągneł... (...) owoce i kwiaty, z których, jak zapewnia Giampaolo, będą wspaniałe pomarańcze na Boże Narodzenie. A sardyńskie są ponoć najlepsze.
Jesteśmy w posiadłości San Constantino na północy wyspy. Od starego domu odchodzi aleja obsadzona drzewami eukaliptusowymi, obok rozciągają się starannie wypielęgnowane winnice, spośród których wyłaniają się… bunkry z czasów drugiej wojny światowej. – Teraz mają status zabytków i nie można ich usunąć – wyjaśnia Giampaolo – ale nawet gdyby można było, i tak bym się ich nie pozbył. Wcale mu się nie dziwię, bo winnica z bunkrami naprawdę stanowi niecodzienny widok.

Zagłębie agronomów

Chociaż senior rodu Parpinello jest z wykształcenia enologiem, i de facto był jednym z pierwszych trzech enologów przybyłych w latach 60. ubiegłego wieku na Sardynię, jego prawdziwym powołaniem, jak sam przyznaje, jest uprawa winnic. – Uwielbiam patrzeć, jak rozwija się winoroślVitis vinifera.., kiedy pojawiają się pierwsze kwiaty i owoce. Sadzić i obserwować, oto moja dewiza – mówi Giampaolo. Widząc wyraz jego twarzy na samo wspomnienie prac w winnicy, pomyślałam, że oto mam przed sobą kolejnego osobnika, który najchętniej zamieszkałby między winoroślą.
Fot. Wojciech GiebutaTo samo mówił o ojcu Alessandro Mancini i on sam również prezentował podobne nastawienie. Klimat taki na tej Sardynii, czy co? Słuchając tych opowieści, można odnieść wrażenie, że tutaj wszyscy chcą uprawiać winorośl, ale nie ma komu przetwarzać jej owoców. Wątpliwość ta jednak znika, jak ręką odjął, kiedy tylko spróbuje się powstających w Poderi Parpinello win. Najwyraźniej Giampaolo oprócz doglądania winnic jednak spędza trochę czasu w swojej nowej winiarni, bo takie wina nie biorą się z przypadku.
Są bardzo świeże, rasowe, eleganckie, z charakterem. Widać, że ich twórca miał wyraźną wizję, zabierając się do pracy. Żadne z nich nie dojrzewało w beczce. – Szef stawia na świeżość i owoc – zdradza Giamluca Bamcala, młody enolog współpracujący z Giampaolo przy tworzeniu win. Zwiedzając niewielką winiarnię, udaje mi się jednak wypatrzyć kilka beczek i okazuje się, że coś w nich dojrzewa. Jak na razie to jedyne odstępstwo od reguły „bezbeczkowości”; przyszłe Cagnulari Riserva  (wł.) rezerwa; określenie odnoszące się do win..., które będzie gotowe dopiero za rok.

Południowy akcent

Winiarską rozpoznawalność Sardynia zawdzięcza północnej części wyspy. Z położonego tutaj obszaru Gallura pochodzą najbardziej cenione sardyńskie wina, ale również skromniejsze południe ma coś do zaoferowania. Właściwie tylko tu można spotkać winnice obsadzone carignano dającym dojrzałe, bogatebogate – termin degustacyjny na określenie wina, w który... (...) w aromaty śliwek i porzeczek intensywne wina. Na obszarze Sulcis oraz wyspach Sant’Antioco i San Pietro uprawia się ten mocny szczep szczególnie lubujący się w bogatych w sole mineralne wiatrach wiejących od morza.
Znajdują się tu nieszczepione, ponad 150-letnie krzewy winorośli, jeszcze sprzed filoksery. Swoje przetrwanie zawdzięczają piaszczystym glebom, w których szkodnik nie był w stanie przetrwać. Spora ich część należy do Cantina Calasetta – pierwszej sardyńskiej winiarni produkującej carignano. Powstała w latach 30. ubiegłego wieku spółdzielnia dziś zrzesza dwustu winiarzy, co wydaje się sporą liczbą, ale odwiedzając należące do nich winnice, ich mnogość przestaje dziwić. Przeważnie są maleńkie, często otoczone płotem z bambusa chroniącym krzewy przed mocnymi wiatrami od morza. Może sobie carignano lubić morskie powiewy, ale co za dużo, to niezdrowo. Wokół winnic rosną dzikie warzywa – koper, kapusta, szparagi, zioła oraz malownicze opuncje, których wszędzie jest pod dostatkiem. Całość stanowi kwintesencję śródziemnomorskiego krajobrazu, którego urokiem warto się podelektować, jeśli już nie dosłownie, to przynajmniej za pośrednictwem pochodzących z tych terenów win.