Jak to ostatnimi rocznikami bywało

Producenci wina z całej Francji zaczynają nieśmiało wyrażać entuzjazm dla rocznika 2010.

Powód powściągliwości niektórych z nich to przesadny szum wokół rocznika 2009 i jego szalonych cen, które rok wcześniej nikomu by nawet nie przyszły do głowy. Czy naprawdę udałoby im się osiągnąć tak niebotyczne sumy za kolejny rocznik?

W niektórych regionach rocznik 2010 może okazać się lepszy od 2009. Najbardziej oczywistym przykładem wydaje się południowy Rodan, choć mogą to być także niektóre z pojedynczych winnic w Bordeaux. Mimo wszystko bardzo trudno będzie przekonać kupujących, że w jednym miejscu udało się wyprodukować dwa doskonałe roczniki pod rząd.

Reputacja każdego rocznika zależy od okoliczności, w jakich pojawia się on na rynku. Wina bordoskie z 1990 były przez lata niedoceniane nawet przez takiego rzecznika konsumentów, jakim jest Robert Parker, tylko dlatego że rocznik wszedł na rynek w samym środku recesji. Największym problemem było to, że cieszący się rekordowo upalnym latem 1989 okrzyknięto znakomitym rocznikiem i trudno było przyjąć, iż kolejny rocznik może być tak samo dobry, mimo że latem było równie ciepło.

Ocena roczników w kontekście sytuacji rynkowej może być także grubo przesadzona. W Bordeaux rocznik 1995 powitano z olbrzymią ulgą po tym, jak zawiodły cztery poprzednie: 1991 został zdziesiątkowany przez mróz, opady osłabiły 1992 i 1993, a i 1994 dotknęły wrześniowe deszcze. Właściciele wielu châteaux pozbawieni byli przyzwoitego, przynoszącego zyski rocznika przez cztery długie lata. Nikogo więc nie zdziwiło, że owoce z ciepłego i suchego 1995 roku wychwalane były pod niebiosa, a ich ceny osiągnęły rekordowy poziom.

Na Bordeaux ciąży przedziwna klątwa siódemki. Od słynnego 1947 żaden bordoski rocznik kończący się cyfrą siedem nie był nadzwyczajny, co jednak nie powstrzymało handlowców, pamiętających tendencję zwyżkową charakteryzującą ceny dwóch poprzednich roczników, od dyktowania śmiesznie wysokich cen za wina z 1997 i 2007.

Może wydawać się dziwne, że koncentruję się na Bordeaux, ale prawda jest taka, że na renomę rocznika w skali krajowej, a czasem i międzynarodowej, ma wpływ opinia o jakości tego, co produkuje się właśnie w tym regionie.

Nikt na przykład nie doceniał ponadprzeciętnej jakości czerwonego burgunda rocznik 1991 po części dlatego, że rocznik ten był w Bordeaux totalną klapą, a także dlatego, że ludziom trudno uwierzyć, iż można wyprodukować dwa doskonałe roczniki pod rząd. Jako że ostatnimi czasy sformowało się w końcu grono znających się na rzeczy i dobrze poinformowanych connoisseurs burgunda, myślę, iż dzisiejsze opinie o winach burgundzkich są coraz częściej opierane na solidnym gruncie doświadczeń i degustacji niż na przypuszczeniach i przesądach.

Nie trzeba daleko szukać, żeby natknąć się na błędne opinie o rocznikach. Weźmy choćby nabierającą coraz większego znaczenia Dolinę Rodanu. Różnice w warunkach i podejściu do produkcji między częścią północną a południową są ogromne, dyktowane różnicami pomiędzy występującymi w nich odmianami – syrah i grenache.

Na podstawie moich niedawnych intensywnych degustacji powiedziałabym, że 2009 odniósł o wiele większy sukces na północy niż na południu regionu, choć na południu wydaje się, że sukces ten zarezerwowany jest dla châteauneuf-du-pape, przede wszystkim dlatego że 2009 uznawany jest za sztandarowy rok w całej Francji.

Ach, i nim powiecie: „tak, zarówno północ jak i południe regionu po cichu ekscytują się na myśl o roczniku 2010”, to wszyscy muszą się zgodzić, że najpierw lepiej skupić się na sprzedaży rocznika 2009.

Tłumaczenie: Magdalena Mirecka-Liana

Więcej tekstów Jancis Robinson na: www.jancisrobinson.pl