Krajobraz po Sophii

Na jednym ze zdjęć zrobionych w centrum Płowdiw znalazły się: spore resztki rzymskiego teatru, wieże tureckiego minaretu i kopuły bizantyjskiej świątyni.

Cała historyczna tradycja Bułgarii na jednej ajfonowej fotce. Nie zmieściły się na niej – co dobrze, bardzo dobrze – rzędy socrealistycznych bloków, zajmujące przedmieścia nie tylko tego bułgarskiego miasta. Konkurs winiarski Vinaria, który mnie tam sprowadził, i zaraz po nim odbywające się targi są najważniejszym przeglądem bułgarskiej winiarskiej sceny.

Konkurs to niewielki, zaledwie kilkaset uczestniczących win, co już jest trochę zaskakujące jak na kraj z olbrzymią winiarską produkcją i z wielkimi winiarskimi aspiracjami.

Jeszcze dziesięć lat temu, przypadkowo zapytany o winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) polski przechodzień bez zmrużenia oka wskazywał na Sophię. Sophia towarzyszyła Polakom od lat osiemdziesiątych. Stała się synonimem wina, tak jak elektroluks był synonimem odkurzacza czy xerox fotokopiarki. Doskonale odnosi się do niej znany winiarski wierszyk: „Tanie wino jest dobre, bo jest tanie i dobre”. W latach 90. XX wieku Bułgaria spłacała Polsce dług, a nasi światli przywódcy ustalili, że będzie to robić winem. Z tego powodu niezliczona armia rozklekotanych ciężarówek wiozła nad Wisłę bułgarską Sophię. Produkowały ją liczne vinkombinaty, i jak to w takich przedsiębiorstwach bywa, jakość produktu nie była głównym zadaniem pracujących tam robotniczych mas. Sophia bywała oczywiście lepsza i gorsza, również ta odmianowa. Pamiętam dobrze jak przed jakąś imprezą przeszukiwałem sklepowe półki za Cabernet Sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...), bo było najbardziej pijalne w całej szerokiej gamie Sophii. Lata mijają. Czy ktoś jeszcze dziś pamięta o Sophii? Czy jest ona jeszcze na półkach  polskich sklepów? Zniknęła ze sceny, a że przyroda nie lubi pustki, dzielnie więc ją zastępuje Carlo Rossi, przywożony nad Wisłę nie w rozklekotanych „gruzawikach”, a eleganckimi amerykańskimi kontenerowcami.

Z kilkudziesięciu win spróbowanych w czasie Vinarii prawie wszystkie pochodziły z Bułgarii. Prawie wszystkie były na przyzwoitym poziomie. Regulamin konkursu ułożony jest tak, że srebrny medal otrzymuje wino uzyskawszy minimum 84 punkty. Nigdy jeszcze w czasie jednego konkursu nie przyznałem tylu srebrnych medali. Ale też z drugiej strony prawie nie było win zasługujących na złoto.

Pięć lat temu, w czasie poprzedniego pobytu w Bułgarii, zwrócił moją uwagę brak małych, „garażowych” producentów, butikowych winiarni prowadzonych przez winnych pasjonatów, różnego rodzaju „poetów” zaklinających swoją życiową poezję w winnej czerwieni, czy też biznesmenów lokujących oszczędności w murach i beczkach eleganckich winiarni. To się powoli zmienia. Kilku takich spotkałem, z jednym nawet dogadałem niezwykły „deal” wymiany palety najlepszej sierakowskiej wódki na paletę jego beczkowego cabernet sauvignon. Ciekawe dla którego z nas będzie to lepszy biznes?

W czasie jednej z licznych kolacji przy ogromnym stole, przy którym winiarze dawali do spróbowania swoje wina, po kolejnych poprawnych, ale kompletnie bezbarwnych winach, do mojego kieliszka trafiło coś ciekawego, mocno przemawiającego owocem i świetnym kwasowym kręgosłupem, którego tak brakuje większości bułgarskim win. Czyje to wino? Zapytałem. Po chwili rozmawiałem z jego autorem, inteligentnym czterdziestolatkiem, enologiem jednej z bułgarskiej kooperatyw. Ile to kosztuje? – spytałem. „O nie. To nie jest na sprzedaż. To robię wyłącznie dla siebie i dla przyjaciół. Tego nie sprzedajemy, bo po co? Zostawiamy dla siebie. Tutaj mocno pracujemy podczas winobrania, ograniczamy wydajność. Dla siebie tak, ale na sprzedaż się nie opłaca”. Moja szczęka opadła w dość widoczny sposób (pozostaje zresztą lekko opadnięta do dzisiaj) bo ciągle nie mogę zrozumieć tej filozofii. Najlepsze wino dla siebie i przyjaciół. Dla klientów cała reszta urawniłowych win.

Ciekawe jakie oceny padłyby podczas konkursu, gdyby winiarze przedstawili wina, które robią wyłącznie dla siebie? Ach, gdyby jeszcze zechcieli te wina sprzedawać!