Metafizyka wina, czyli o zakamarkach naszych ocen

tekst ukazał się w „CW” nr 96, grudzień 2018 – styczeń 2019 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

fot. Jacob Lund / shutterstock
fot. Jacob Lund / shutterstock

Wszyscy zapewne oglądali kultowy obraz sprzed lat Wielki Szu. A przynajmniej ci w średnim wieku. Główny wątek tyczy się gry w pokera na zaawansowanym poziomie zawodowym. Młody adept tej dziedziny „sportu” wyczynowego, małomiasteczkowy taksówkarz Jurek (Andrzej Pieczyński) stara się wyciągnąć jak najwięcej tajemnic oszukiwania przy stole od starego wygi, gracza-filozofa, tytułowego Wielkiego Szu (Jan Nowicki).

Wojciech Gogoliński | fot. J. Poremba
W czasie jednej z sesji mentor tłumaczy młodemu, na czym polega zdradliwa filozofia tej gry. I pojęcie „domu” – nie tylko wartości materialnej, ale i rodziny. Mówi mu: „Jeśli ty postawisz na stole dom, a ja pieniądze, i ja wygram rozdanie, to ty tracisz dom. Ale ja też go nie zyskuję, dostaję tylko złotówki, a więc tyle, ile warty jest budynek. Ty za to prawdopodobnie stracisz wszystko. Taka jest natura tej gry, że wszystkie wartości zamienia na pieniądze”.

Jurek po pierwszych sukcesach traci po kolei wszystko: dom, rzeczy materialne i ostatecznie rodzinę, zaś cały obraz kończy się tak, że do końca nie wiemy, czy ostatecznie zrozumiał przekaz swojego nauczyciela.

Sceny z Wielkiego Szu przywołały mi na myśl niezwykle ciekawe, acz zupełnie nieoczekiwane i przypadkowe spotkanie z pewnym emerytowanym filozofem z jednego z południowych krajów winiarskich. Naukowiec ów o – dodajmy – nienagannych manierach i ubiorze przez pół wieku dzielił się swoją wiedzą na uniwersytetach w Rzymie (choć Włochem nie jest) oraz Londynie, ale jako tako dorobił się dopiero w branży winiarskiej, bo ostatecznie został drobnym, choć bardzo szanowanym biznesmenem.

Jego rozkład dnia zaczynał się od śniadania w ogródku lokalnej kawiarni, kieliszka przedniego wina i toskańskiego czarnego cygara. Tak właśnie zastałem go jednego dnia, a że przypadkiem wpadliśmy na siebie dzień wcześniej w czasie drobnej degustacji, wiedział, w jakim celu tam przyjechałem, i zagaił rozmowę, która wkrótce przerodziła się w wielowątkowy dyskurs winiarski, dotykający z czasem spraw filozoficznych.

Mówiliśmy o różnych rzeczach, skakaliśmy z jednego tematu na inny, aż dotarliśmy do kwestii zasadniczej – oceny wina. A właściwie sposobu oddania jego oceny czy też sposobu wartościowania wina w zapisie, czyli punktacji lub też jego opisu i odczytania owego zapisu przez osoby, które z danym winem kontaktu wcześniej nie miały. Magazyny, nie tylko winiarskie, pełne są takich ocen, ludzie kupujący winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) coraz częściej sięgają po smartfony i podpierają się ocenami innych, by szybko poznać czyjeś zdanie na temat konkretnego wina, najczęściej kogoś znanego. Czy warto kupić, do czego podać, czy cena odpowiada jakości itp. Są już i takie aplikacje, gdzie nie trzeba nic wpisywać lub skanować kwadratowego kodu – wystarczy zbliżyć oko aparatu do etykiety, a telefon sam ją błyskawicznie rozpozna.

Mój rozmówca utrzymywał, że jest to działanie z gruntu błędne, ulotne i nie odpowiada prawdzie. A jednak – jak utrzymywałem w rozmowie – inaczej postępować się nie da, bo jak ogarnąć świat wina bez jego wartościowania? W końcu to produkt ze sklepowej półki, należy mu się ocena przez specjalistę. Ocena, która być może zaważy na naszym wyborze.

Wówczas „mój” filozof dał mi taki przykład. „Oto – mówił – jeśli spytasz, mnie o kogoś, kogo nie znasz, ale wiesz, że ja go znam, bym ci go opisał, przedstawił, cóż mogę ci powiedzieć: jak wygląda, ile ma wzrostu, jaki kolor włosów, czym się zajmuje, skąd pochodzi, jakimi językami włada itp. Otrzymasz zatem suchy opis człowieka, zwykłe parametry. Czy zatem dowiesz się, czy można na nim polegać, nawet jeśli cię o tym zapewnię? Czego się po nim spodziewać w różnych sytuacjach? Czy możesz liczyć na jego pomoc? A – zważ – jest to jedynie moja ocena. Gdy spytasz o te same sprawy inną osobę, która zna naszego bohatera, może dać ci zupełnie inny obraz. Może nawet negatywny. Zgadzać się będzie tylko opis zewnętrzny, parametry wyglądu. Tak jak twoja ocena wina zawarta w punktach. Poza ową liczbą tak naprawdę nie dowiemy się niczego. Twoja ocena zamienia różne wartości na punkty… Bo choć pewnie fachowa, nie sprawi, że wysoko ocenione przez ciebie wino, będzie smakować wszystkim, i odwrotnie…”

I jak tu przegadać filozofa-winiarza… W każdym razie spotkanie takie to sporo nowych przemyśleń.