Najdroższe wino świata. Romanée-Conti

tekst ukazał się w „CW” nr 100, czerwiec 2019 | kup ten numer | prenumerata | e wydanie

degustacja Romanée-Conti
„Degustacja” Romanée-Conti | rys. Andrzej Zaręba, „CW” nr 100

Piszą o nim w każdym przewodniku. Każdy interesujący się winem człowiek o nim słyszał, ale mało kto go próbował. Pierwszy raz zetknąłem się z nim w niepozornie wyglądającym winiarskim sklepie w Hongkongu. Kilka razy przeliczałem jego cenę na złotówki, bo myślałem, że mi się zera mieszają.

Nie mieszały się. Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) kosztowało 75 tysięcy złotych za butelkę. Brytyjski pisarz Roald Dahl opisał je chyba najtrafniej, twierdząc, że jego picie to przeżywanie dwóch orgazmów naraz: jednego w ustach, drugiego w nosie. Jakkolwiek trudno to sobie wyobrazić (w szczególności ten w nosie), jest to najbardziej zwięzły i – jak na Brytyjczyka – rozwiązły opis tego wina, jaki znam.

Romanée-Conticzerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą..., bo tak się ono nazywa, jest burgundem. Siedziba firmy Société Civile du Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. de la Romanée-Conti, która jest właścicielem tej słynnej działki i winiarni, znajduje się w małym miasteczku Vosne-Romanéeczerwone wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłą... (...). Bez posiadania dokładnego adresu nie sposób ją znaleźć. Myśmy ten adres znali. Niemało wysiłku kosztowało umówić się na spotkanie z prowadzącym tę winiarnię Bertrandem de Villaine, bratankiem głównego właściciela Romanée-Conti Auberta du Villaine.

Aby nie zaschło nam w gardle, dostaliśmy po szklance kranowej wody. Gdy po godzinie wychodziliśmy z winiarni DRC, okazało się, że to był jedyny napój, jaki nam zaproponowano. Zero wina. Nie tylko do spróbowania, ale nawet do obejrzenia.

Celem spotkania było ustalenie, czy i na jakich warunkach Dom Wina mógłby sprzedawać te wina w Polsce. Zajechaliśmy do Burgundii wraz z ówczesnym redaktorem naczelnym magazynu „Czas Wina” Wojtkiem Gogolińskim, zastanawiając się, co się stanie i jak wygląda siedziba najważniejszej winiarskiej firmy świata. Pod wskazanym adresem znajdował się niepozorny, położony na końcu niewielkiego podwórka dom. Żadnego szyldu czy oznaczenia. Na dzwonku domofonu odnaleźliśmy jedyny znak, który upewnił nas, że trafiliśmy pod dobry adres. Trzy magiczne litery: DRC.

degustacja Romanée-Conti
„Degustacja” Romanée-Conti | rys. Andrzej Zaręba, „CW” nr 100

Rozmowa trwała dość długo, w zasadzie był to rodzaj przesłuchania. Spowiadaliśmy się, co robimy w Polsce, jak sprzedajemy wino, jak o nim piszemy, kim jesteśmy i skąd przychodzimy, dlaczego uważamy, że możemy sprzedawać ich wina. Aby nie zaschło nam w gardle, dostaliśmy po szklance kranowej wody. Gdy po godzinie wychodziliśmy z winiarni DRC, okazało się, że to był jedyny napój, jaki nam zaproponowano. Zero wina. Nie tylko do spróbowania, ale nawet do obejrzenia. Zero wizyty w winiarni, zero opowieści. Nic. Po prostu nic.

Romanée-Conti prosto z beczki

Zastanawialiśmy się z Wojtkiem, co zrobiliśmy źle. Nie chodziło tu nawet o krótkie spodnie naczelnego, bo ze względu na niską temperaturę tego akurat dnia założył długie. Nie zdarzyło się nam to nigdy wcześniej ani nigdy później. Ale cel został osiągnięty. Uzyskaliśmy dla Domu Wina alokację kilkunastu butelek z różnych działek i apelacji Domaine de la Romanée-Conti i mianowanie na oficjalnego i jedynego sprzedawcę win DRC w Polsce.

Po trzech latach współpracy znowu znalazłem się przed tą samą furtką. Tym razem towarzyszył mi Artur Boruta, mój wspólnik i towarzysz na winiarskim szlaku. Zostaliśmy zaproszeni na degustację. Degustację wina – nie wody. Uśmiechnięty Bertrand de Villaine powitał nas w progu i przedstawił grupce innych szczęśliwców, którzy mieli doświadczyć spróbowania wina, za które Chińczycy płacą 75 tysięcy złotych za butelkę. Powędrowaliśmy do odległej o trzysta metrów winiarni. Zeszliśmy do piwnicy i zaczęło się próbowanie. Romanée-Conti prosto z beczki. Kilkanaście beczkowych próbek, z których zestawia się najdroższe wino świata. Zastanawiałem się, ile kosztuje każdy łyk tego wina, które mam w ustach. Wyszło dość drogo. Postanowiłem nie wypluwać.

A jakie było? Nie będąc angielskim (ani nawet polskim) pisarzem, nie jestem w stanie tego ująć w słowa.

Pozostańmy więc przy opisie proponowanym przez Roalda Dahla.

Więcej tekstów o przygodach redaktorów w cyklu Podróże kształcą znajdziesz w 100 numerze „Czasu Wina”.

Nowy numer

nowy numer Czas Wina nr 100 czerwiec 2019 jubileusz setny numer

#100

czerwiec 2019

Drożej już być nie może

Morderca krzewów

Serce winiarskiej Francji

La Tâche 1993 Domaine de la Romanée-Conti

W kolorze burgunda

Kradzież stulecia we Francji