O znaczeniu upraw organicznych

 

Nie wiem jak wy, ale ja bardzo chciałabym wiedzieć, jakie znaczenie ma dziś – pod względem ilościowym – organiczna i biodynamiczna uprawa winogron.

 

Powód? Omawialiśmy niedawno z Hugh Johnsonem wybór ilustracji do opublikowanego właśnie siódmego wydania Wielkiego atlasu świata win, wśród których jedna przedstawiała zbiór winogron na wina biodynamiczne. Hugh odrzucił ją, uznając za godną marginalnego co najwyżej zainteresowania.

Hugh i ja jesteśmy dość zgodnymi współautorami – zdziwiłam się zatem i postanowiłam natychmiast ustalić, jaki odsetek winnic na całym świecie uprawianych jest organicznie. Poprosiłam Matthew Waldina, który napisał ostatnio trzy książki na ten temat, o przygotowanie szczegółowego raportu na potrzeby mojej strony www, i zaskoczyło mnie odkrycie, jak szybko owo zjawisko przybiera na sile i to pomimo, iż kształtowane bywa różnymi wpływami w różnych krajach.

W swojej pierwszej książce Organic Wine Guide (1999) Waldin zauważył, że sprawa dotyczy win produkowanych przez mniej niż jeden procent winnic na świecie, i wyraził skruchę, że prawdopodobnie wyolbrzymił jeszcze tę cyfrę. Dziś przyznaje, że obecnie jakieś pięć do siedmiu proc. winogradów w skali światowej jest lub wkrótce będzie organicznymi, a w 30 proc. z wyżej wymienionych już stosuje się prawdopodobnie którąś z technik biodynamicznych.

To fascynujące, kiedy porówna się, jak dochodzono do tych zmian w różnych krajach, oddalając się tym samym od tak zwanego „konwencjonalnego” winogrodnictwa z jego głęboką wiarą w agrochemikalia. Jak myślicie, który region ma najwięcej upraw organicznych? Na nic zda się tu zaglądanie do map pogodowych, bo jest to jeden z najbardziej zachmurzonych i mokrych regionów świata, mimo iż większość opadów występuje tu po okresie wegetacyjnym. Tak, to Oregon może pochwalić się pełnymi 14 proc. winogradów organicznych, z których część podlega również procesom biodynamicznym. Liczbie tej dopomaga fakt, że największy z tamtejszych producentów, King Estate, należy do grona zwolenników tej metody, jak również zwykłe ludzkie zaangażowanie charakteryzujące członków tej mocno związanej ze sobą wspólnoty.

Organiczna i biodynamiczna uprawa winorośli już dawno przestały być niszową osobliwością. Każdy z trzech największych producentów wina na świecie – Hiszpania, Francja i Włochy – posiada według szacunków Waldina od siedmiu do dziewięciu proc. winnic uprawianych organicznie. A wyliczenia te nie obejmują jeszcze wielu, wielu producentów, którzy obwieszczają swoim klientom i gościom, że tu się uprawia organicznie, ale którzy stosownych uprawnień jeszcze nie posiadają. Ja akurat sympatyzuję z jednostkami niemającymi cierpliwości do wypełniania wszystkich tych formularzy niezbędnych do oficjalnej certyfikacji przeprowadzanej przez jedną z akredytowanych instytucji – chyba nikt nie cierpi biurokracji i biurokratyzmu bardziej niż ja. Niemniej jednak jestem zdania, że ci, którzy certyfikatu od zewnętrznej instytucji jeszcze nie uzyskali, nie powinni wykorzystywać haseł uprawy organicznej czy biodynamicznej do celów sprzedażowych.

Darzę na przykład głębokim podziwem Alfreda Tesserona z Château Pontet-Canet, posiadłości grand cru(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n... classé z okolic Pauillac. Postawił on na uprawę organiczną w czasie, kiedy wyśmiewała ją większość producentów w Bordeaux. Przetrwał niesławę utraty uprawnień, kiedy pogodowe zawirowania roku 2007 zmusiły go do oprysku. Odzyskał je wkrótce i ponownie certyfikowany jest jako producent i organiczny, i biodynamiczny.

Naturalnie w Burgundii i Alzacji, od dawna będących wylęgarniami tej szczególnej kontrkultury, najsłynniejsze nawet wytwórnie obrały organiczny, a następnie biodynamiczny kurs już wiele lat temu. Co zapewne zdecydowanie dopomogło w krzewieniu tych alternatywnych metod na terenie całej Francji.

W Hiszpanii, gdzie tak jak w Chile, klimat jest w dużej mierze tak suchy, że nie sprzyja chorobom grzybicznym winorośli, a co za tym idzie jest wyjątkowo dogodny dla upraw bez użycia środków chemicznych, sprawy miały się zupełnie inaczej. Ogromnym bodźcem do przejścia na techniki organiczne nie była tu ani chęć naśladownictwa, ani przekonanie do sprawy (no może w mniejszym stopniu), ale na wskroś pragmatyczny plan wykorzystania dotacji unijnych dostępnych dla przedsiębiorców przechodzących na uprawę organiczną w ogóle, w dobie afery „szalonych krów” i wyraźnej potrzeby odejścia od uprzemysłowionej produkcji żywności.

Podobny fenomen miał miejsce we Włoszech, z tą różnicą, że tam wszystko wydarzyło się naturalnie i gładko pod każdym względem. Na włoskiej scenie zabrakło takich „przodowników” jak Lalou Bize-Leroy czy Dominique Lafon, którzy udowodnili, że dzięki produkcji biodynamicznej mogą powstawać wspaniałe wina. Nie pojawił się tu żaden włoski guru formatu Claude i Lydii Bourguignon, który wniósłby powiew inspiracji i zapewnił wsparcie techniczne, a wiele win „organicznych” rozczarowało krytyków. Mimo iż szacunkowo siedem procent włoskich win produkowanych jest organicznie, istnieją dowody na to, że wiele winnic z Apulii i Sycylii, które otrzymały dotacje za wdrożenie technik organicznych, zdążyło już porzucić tę filozofię.

Ciekawe rzeczy dzieją się w Nowej Zelandii i Australii. Ta pierwsza wyczuła organiczne pismo nosem jako sprzedażowy haczyk jeszcze na długo przed realną hossą, a ostatnio była sceną niemal gorączkowych przemian i szczerego oddania zasadom – również dlatego, że młodzi Kiwi są niepoprawnymi podróżnikami, i że tak bardzo zainspirowało ich to, co zobaczyli zwłaszcza w Burgundii. Waldin szacuje, że aż 10% wszystkich winogradów Nowej Zelandii albo jest, lub też właśnie staje się organicznymi.

Przez długi, długi czas australijscy vignerons byli tak samo sceptyczni w stosunku do tej dzikiej i mglistej metody uprawy winorośli jak ich koledzy z Bordeaux (ja sama do metod biodynamiki mam trochę zastrzeżeń). Ale niespodziewane zmiany, jakim musiały stawić czoła najbardziej komercyjne wina australijskie niewspierane silnym dolarem australijskim, doprowadziły do ponownej oceny realiów. Nowe pokolenie rozkoszuje się tym zjawiskiem leżącym na przeciwległym biegunie w stosunku do super wydajnej, super technicznej, półprzemysłowej produkcji wina. Waldin szacuje, że na przestrzeni ostatnich pięciu lat liczba winnic uprawianych organicznie wzrosła i w Australii i w Południowej Afryce z jednego do czterech procent.

Kto wie? Być może zanim ukaże się ósme wydanie Wielkiego Atlasu Świata Win, uda mi się przekonać współautora, że w winnicach powinniśmy trzymać tylko konie.

Więcej na JancisRobinson.com i worldatlasofwine.com

Tłumaczenie: Magdalena Mirecka-Liana