Pięć rzeczy…

…które koniecznie trzeba zrobić w Salcie i Cafayate


1. Sfotografować lamę lub siebie z lamą

„Hola, hola! Koleś! Ja tu pracuję za kasę. Co to za darmowe zdjęcia!?”, zdawała się mówić do mnie lama stojąca przy drodze do Cafayate, zastanawiając się pewnie, czy mnie opluć. Nie zostałem opluty, bo jej właściciel, indiański staruszek, był nastawiony zdecydowanie bardziej pokojowo. Z lamami można tu sobie zrobić zdjęcie lub w tymże celu je dosiąść. Często stoją po prostu przy straganach, przyciągając turystów. Inne hasają wolno po okolicy. Ich mięso jest podawane w najlepszych restauracjach regionu. Dlatego omijam te miejsca. Jadłem kiedyś kotleta ze stopy wielbłąda, krewniaka lam, i nóżki garbatego były OK. Ale jeśli chodzi o lamy, wolę szaliki.


2. Wypić butelkę przedniego argentyńskiego chablisBiałe wino francuskie AOC z Burgundii, produkowane wyłącz... (...)

Najlepiej z Mendozy. Słynny region i wyśmienita apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia.. dla białych win z klasą. Taaak, panie, w Mendozie robią najlepsze chablis! To nie lada rarytas, gdyż rzadko dziś się zdarza, by oficjalnie handlowano butelkami z kradzionymi nazwami pochodzenia. Znam takie miejsce w Salcie. Ale nie powiem, gdzie!

 

3. Przyjrzeć się nawadnianiu spływowemu winnic

Nawadnianie spływowe to najbardziej romantyczny ze sposobów dostarczania wody winogradom. Choć deszczówki może brakować po każdej stronie Andów, gruntówka płynie za friko niemal przez cały rok. Nie wiadomo, kto wpadł na taki pomysł, ale Inkowie doprowadzili go do perfekcji. W Cafayate działają miliony kanalików, zaporek oraz spiętrzonek i dokładnie odliczoną ilość wody można doprowadzić w dowolne miejsce: pod górę, w dół, w prawo i w lewo.

4. Przejechać Cafayate na koniu

Ekskursję taką oferuje większość winiarni – to wielka promocja tutejszej enoturystyki. Jeździ się w grupach pod opieką instruktorów. Nie w siodłach, ale na indiańskich derkach ułożonych wielowarstwowo. Trasy są mniej więcej godzinne, ale to ponoć wygodniejszy sposób, by dotrzeć na winiarski dach świata, czyli do winnic położonych na wysokości 2,5 tys. m n.p.m. Ja zaufałem koniom mechanicznym i ujrzałem ten dach szybciej.

 

5. Zrobić zakupy między Saltą a Cafayate

Od razu dodajmy, że szukamy wyłącznie wyrobów lokalnych. Trzeba zatem kupić coś ze skóry – kapelusze, buty czy pasy są prima sort. Ilość rodzajów indiańskich „świecidełek” każdego jubilera posłałaby do grobu. A przy tym są to rzeczy porządne – srebro jest srebrem, a kolorowe kamyki pochodzą z odkrywek Dolin Calchaquí. Dla mnie hitem były szaliki z lamiej wełny – tak delikatne, że wypuszczone z ręki zdawało się, nie opadają na ziemię.

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech Gogoliński