Skarby z prastarych beczek

Beczki | Fot. shutterstock.com/Peter Dedeurwaerder

 

Znajdowano je zwykle w od dawna zasypanych lochach, w zapomnianych od pokoleń piwnicach, wydobywano spośród gruzów w zrujnowanych na skutek działania żywiołów budowlach. Po trzęsieniach ziemi albo po wojnach spod stert potrzaskanych cegieł i kamieni.

 

Trunki sprzed kilkuset lat, którym czas i zachodzące przez wieki reakcje chemiczne nadały szczególny kolor, inną konsystencję i smak…

Zwykle ci, którzy przez przypadek natknęli się na takie dębowe beczki poczerniałe ze starości, żywili nadzieję, że w ich wnętrzu kryją się złote dukaty bądź przynajmniej srebrne talary wybite w królewskich mennicach przed dwustu i więcej laty. Jakże byli rozczarowani, kiedy po odbiciu beczki nie zabłysło złoto ani nawet srebro. Antał był napełniony brunatną bądź ciemnoszkarłatną substancją o konsystencji stężałej galarety. Miał też osobliwy, ale kuszący smak – wina z domieszką korzeni i cukru.

Beczki | Fot. shutterstock.com/Peter DedeurwaerderNic więc dziwnego, że znalazcy osobliwego skarbu najpierw z pewną obawą, a później śmielej raczyli się winną galaretą. Nie przewidzieli jednakże skutków. Nawet niewielka ilość zestalonego trunku działała obezwładniająco: tracili nagle władzę w nogach i rękach, ogarniała ich też nieprzezwyciężona senność… Znajdowano ich później leżących koło otwartej beczki, śpiących ciężkim snem, z jakiego obudzić nie mogło szarpanie i potrząsanie, ba!, nawet oblewanie zimną wodą. Pijacka niemoc przechodziła sama po kilkunastu godzinach, ale niepewny chód, zawroty głowy i niechęć do jedzenia trwały nawet dwie doby. Tak przynajmniej opisywał kac spowodowany kosztowaniem prastarego wina Marcin Matuszewicz, żyjący w XVIII wieku kronikarz Radziwiłłów z Nieświeża, autor ciekawych pamiętników z epoki.

Po najeździe wojsk rosyjskich na Litwę w 1764 ucierpiały też dobra należące do księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”. Zamki i dwory zdobyto i splądrowano, mury Nieświeża ostrzeliwanego przez rosyjskie armaty wymagały naprawy. Jedna z baszt ugodzona pociskiem wymagała gruntownej przebudowy. Najpierw trzeba było usunąć gruz i naruszone posadzki na kilku kondygnacjach. Najniższy poziom ucierpiał najbardziej – kilku robotników trudziło się przez parę dni, by usunąć obluzowane kamienne płyty.

Kiedy je wyjęto, ukazał się otwór i wejście do lochu. Przyświecając sobie łuczywem, dwóch robotników zeszło w głąb. Po chwili zawołali kompanów – w migoczącym świetle pochodni wyłoniły się z ciemności trzy stare beczki. Kiedy je poruszyli, nie usłyszeli odgłosu przelewających się trunków.

„To utwierdziło ich w przekonaniu, że antały kryją skarby jakoweś, nieprzebrane…” – opisywał wydarzenie kronikarz Marcin Matuszewicz, dodając że „chciwcy, miast zwierzchność powiadomić, sami odbili wieka w nadziei zawładnięcia mniemanym skarbem (…). A znalazłszy tam nie złoto ni srebro, a zastały trunek, do gęby pchać go poczęli”. Upojonych trzystuletnim – jak stwierdzili znawcy – węgrzynem wyrobników znaleziono wieczorem, gdy nie przyszli na kolację do czeladnej. Byli w tak głębokiej nieprzytomności, że zawołano wikarego z zamkowego kościoła, by ocucił ich wodą święconą, co zresztą nie dało żadnego rezultatu – pisał Matuszewicz. Zostawiono więc nieboraków w spokoju, by w stodole na sianie odespali „winny dur”. Co też nastąpiło na drugi dzień pod wieczór. Otumanieni chodzili jednak jeszcze przez dwa dni – pisał Matuszewicz, dodając, że zestalonym winem zainteresował się dworski aptekarz, który wielce ucieszył się z nieoczekiwanego odkrycia w zrujnowanej baszcie.

Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) w stanie prawie stałym od wieków cieszyło się zainteresowaniem medyków i farmaceutów, a także kuchmistrzów. W medycynie uchodziło za skuteczny środek na źle gojące się rany, zmieszane w ziołowych wywarach pomagało w chorobach związanych z przeziębieniami i gorączką. Przynosiło też ulgę w dolegliwościach żołądka czy wątroby, rzecz jasna połączone z leczniczymi ziołami.

We Włoszech w epoce renesansu znajdowano niekiedy podczas renowacji starych budowli beczki w winem z czasów rzymskich. Taki zestalony trunek uchodził za bardzo cenny. Wierzono bowiem, że przywraca młodość, mężczyznom dodaje wigoru, wątłym dzieciom zdrowia, a kobietom urody. Niezliczone leki i specyfiki, nie tylko kosmetyczne, ale i magiczne, miały w swej recepturze uncję zestalonego wina. Sprawiało ono, że znikały zmarszczki, cera jaśniała, wracała chęć do życia, odwaga i dobry humor… Zwiększało też moc afrodyzjaków, zapewniając nie tylko temperament, ale i wzajemną wierną miłość, a jeśli wcześniej miłosne więzy nie zostały zadzierzgnięte – szybko następowała zmiana na korzyść.

Ostatnie stare beczki z zestalonym winem odnajdowano w Polsce w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie – przeważnie podczas odgruzowywania Warszawy, ale też na ziemiach zachodnich. O jednym z takich przypadków pisała pod koniec 1948 roku warszawska prasa.

Podczas usuwania gruzów zbombardowanej kamienicy Barczyków na Starym Mieście odnaleziono zamurowaną piwnicę, w której stało kilka starych, zamkniętych beczek. Opukiwanie ich dawało dźwięk świadczący, że są pełne. Robotnicy otworzyli jedną i stwierdzili że „wypełnia ją stała galaretowata substancja o mocnym alkoholowym zapachu” – jak pisał później dziennikarz „Życia Warszawy”. Oczywiście natychmiast skosztowali zawartości beczki, a że przypominała smakiem trunek, nie żałowali sobie winnej galarety. Skutki były takie same, jak prawie dwieście lat wcześniej w Nieświeżu. Zamroczoną ekipę budowlaną leżącą bezwładnie wokół starych antałów znaleziono po kilku godzinach. Ponieważ nie reagowali na próby przywrócenia do przytomności, uznano, że zatruli się jakąś tajemniczą substancją… Pogotowie przewiozło ich do szpitala. Tam dopiero lekarze stwierdzili stan głębokiego upojenia, a próbkę zawartości starej beczki określili jako alkohol, który wskutek długotrwałego leżakowania nabrał niespotykanej mocy. Beczki odesłano później do laboratoriów chemicznych, ale jaki zrobiono dalszy użytek z wina, którego wiek określono na XVII stulecie, o tym notatki prasowe milczały. Wiadomość o znalezisku w podziemiach kamienicy Barczyków była jednak przez krótki czas sensacją.