Magia wielkiego miasta

Wojciech Gogoliński23.08.2017 11:39

Do stolicy Austrii, a kiedyś Europy, wybrać się można w różnych celach i zawsze będziemy usatysfakcjonowani. Nieważne czy interesuje nas secesja, modernizm w budownictwie, muzyka, desery, wienerschnitzel czy kawa.

Czy wreszcie wino. To miasto szybko się zmienia, ale ciągle pozostaje tym samym naddunajskim Wiedniem. Z winnicami dookoła.

Fot. ArchiwumA kto miałby ją zrobić w Rosji, tę rewolucję? Może pan Bronstein, który spędza całe dnie w Café Central?” – mówił z sarkazmem o Trockim jeden z austrowęgierskich ministrów na wieść, iż na wschodzie szykuje się jakaś rewolucja. Cytuję te słowa za Claudio Magrisem, wybitnym włoskim pisarzem i germanistą z Triestu, który zawarł je w wybornej książce Dunaj – niby-dzienniku z podróży „przez czas”, od źródeł wielkiej rzeki do jej ujścia, w której opisuje historie i zjawiska ziem przecinanych przez bieg Dunaju. Każdy, kto był choćby raz w Wiedniu wie, że Dunaj nie jest modry. Tenże Magris wyjaśnia tę pokrętną zagadkę – Johann Strauss był zafascynowany wierszem Karla Becka Nad pięknym modrym Dunajem i taki tytuł nadał swemu walcowi. Stąd wniosek, że nie tylko dziennikarze łżą. Poeci jeszcze bardziej!

Muzyka
Johann Strauss (i jego powinowaci), Mozart, Haydn, Beethoven, Schubert, Brahms, Mahler, Ryszard Strauss i Schönberg – to w zasadzie komplet kompozytorów o światowej sławie, wszyscy związani z Wiedniem. Brakuje mi tu trochę Händla, do którego podczas fikcyjnego spotkania opisanego przez Paula Barza w sztuce Kolacja na cztery ręce Bach zwracał się pogardliwie per „Panie Handel”, zarzucając mu komercję. Ale Händel wybrał Londyn. Zupełnie natomiast nie pasuje tu pompatyczny Wagner. Muzyki Wagnera nie znosiła mocno nastoletnia baronówna Marysia Vetsera. Kiedy w grudniu 1888 roku Złotem renu otwierano cykl prezentacji wagnerowskich w Wiedniu, ta odmówiła wyjścia do Opery, po czym wymknęła się z pustego domu na spotkanie z oblubieńcem. Niestety, był nim arcyksiążę Rudolf Habsburg, następca tronu, co dla obojga kilka miesięcy później skończyło się tragicznie w Mayerlingu. Znamy to z filmów, ale to głównie wymysły – do dziś nie wiadomo, co się tam wydarzyło naprawdę, bowiem z uwagi na rangę dramatu prawdopodobnie wiele informacji ze śledztwa nie przedostało się na zewnątrz.

Plecy wodza
Za każdym razem, kiedy jestem w mieście, staram się wymknąć nocą na szybką przechadzkę po wewnętrznym mieście (Innere Stadt), czyli najściślejszym centrum, uliczkami Krammergasse, Rotgasse, Salzgries, Tiefergraben, Naglergasse i – oczywiście – Graben. Ciekawe, czy wiecie Państwo, co je łączy? To rzymskie granice obozu wojskowego Vindabona (a dokładnie jego fosy), który później zwano Vindomina i Venia. Ponoć wszystkie nazwy pochodzą od celtyckiego słowa „las”, mnie z kolei kojarzą się bezpośrednio z winem.
Na przepysznym placu Schwarzenberga znajduje się dziś najmniejsza winnica w Wiedniu (Kleinster Weingarten Wiens), po prawicy pomnika księcia i marszałka polowego, przy wejściu do Instytutu Cervantesa. Nie zwraca się na nią uwagi, bo faktycznie wygląda jak otoczony dość wysokim kolumnowym murkiem trawnik z żywopłotem. Nie jest to miejsce o historycznym pochodzeniu (powstało w 1924 roku), ale też nie przypominam sobie, by w jakimkolwiek mieście winograd posadzono w samym środku historycznego centrum. To symbol winiarskiego od wieków miasta, którym opiekuje się najsłynniejszy heuriger w Wiedniu – Mayer am Pfarrplatz. Ale z tego symbolu powstaje zaledwie kilkadziesiąt symbolicznych butelek wina rocznie. Winnica ma 100 m2 i rośnie tam raptem sześćdziesiąt krzewów różnych odmian. Niektóre faktycznie są już mocno stare.
Nie zwracamy na tę winniczkę uwagi, bowiem na palcu są i inne symbole albo też spieszymy przezeń na Ring i dalej pod katedrę św. Szczepana, a to już jest symbol przez wielkie „S”.
Pozostałe to ogromy bar McDonald’s (symbol czasów współczesnych) ulokowany po lewicy księcia Schwarzenberga oraz pomnik żołnierzy radzieckich wzniesiony w jego tylnej części.
Dla mnie znacznie ważniejszy jest budynek ambasady francuskiej znajdujący się w przepięknym pałacu stojącym po przekątnej placu, kiedy patrzymy od strony winniczki. Francuzi oglądają dziś z okien plecy marszałka i zad jego konia, ale w 1813 w Bitwie Narodów pod Lipskiem widzieli go w całej krasie i było to najczęściej ostatnie oblicze, które dane było im ujrzeć przed spotkaniem ze św. Piotrem. Schwarzenberg tam dowodził, kończąc niechlubne hasanie dyktatora po Europie, późniejsze Waterloo to już tylko dożynki. Wówczas naprzeciwko Schwarzenberga stał – na swoją zgubę – książę Józef Poniatowski, w Lipsku również on został na zawsze.

Pocałunek
fot. Wiki CommonsDla mnie Wiedeń to – oprócz wina i kawy (oraz kilku innych rzeczy) – secesja w najokazalszej formie. Nie jestem historykiem sztuki, więc śmiało mogę powiedzieć, iż secesja wywodzi się bezpośrednio z baroku. Kiedy jestem w mieście, nigdy nie odmawiam sobie przyjemności, by stanąć przed frontem kościoła św. Karola Boromeusza (teraz nie wchodzę do środka, bo trzeba płacić, a poza tym mogę sobie na to pozwolić, bo wiem, co tam jest). Kościół stojący niemal bezpośrednio za ambasadą francuską, ale już przy Karlsplazu, ma tak magiczny urok, że oddałbym zań nawet Bazylikę św. Piotra (oczywiście bez Kaplicy Sykstyńskiej!). Wykoncypował go Johann Bernhard Fischer von Erlach, a dokończył jego syn, Emmanuel. Z piękną kopułą, klasycznym portykiem, flankowanym przez dwie przysadziste wieże dzwonnicze nieco dziwacznych kształtów oraz dwie nieco orientalne kolumny ozdobione niezwykłym fryzem ze scenami z życia św. Karola, robi potężne wrażenie już z zewnątrz. Jeśli mamy wątpliwości, co do związków baroku z secesją, możemy przejść kilka przecznic Karlsplazu i zobaczyć Pałac Secesji, ze złota kopułą i bramą wykutą przez Klimta.
Takiego wrażenia jak kościół nie wywiera na mnie nawet sąsiedni, również barokowy Belweder (ani dolny, ani górny), łącznie ze wspaniałym parkiem, po którym spaceruję. Belweder ma bardziej znaczenie symboliczne – tutaj znajduje się najpiękniejszy obraz świata, Pocałunek Gustawa Klimta. Tutaj wisiała Złota Dama, czyli portret Adele Bloch-Bauer, którą wielokrotnie podziwiałem. Wskutek szeregu idiotycznych posunięć urzędników austriackiego Ministerstwa Kultury Adela opuściła Belweder na zawsze – a nie musiała. Wystarczyła ugoda między Austriakami a prawnikiem spadkobierców (co proponował), by – mimo ich zwrotu prawowitym właścicielom – obraz był na stałe wystawiany w kraju.
Za bramą górnego Belwederu biegnie Prinzeugenstrasse, którą można się udać np. na Dworzec Wschodni. Tak w czerwcu 1914 roku postąpił arcyksiążę Franciszek Ferdynand wraz z małżonką. Piękny kapelusz z zielonymi piórami powiewał, kiedy otwarty land wiózł go w ostatnią podróż. To chichot historii, bowiem to właśnie on był najwyższym przedstawicielem władz, który domagał się stworzenia trójmonarchii, z udziałem Słowian. I z ich rąk zginął.

Ten widok uroczy
Wiedeń jest jedyną stolicą na świecie, która może poszczycić się posiadaniem regularnych winnic, dających liczące się wina, oceniane z estymą na międzynarodowych konkursach. Ważne jest to, że winogrady te nigdy nie powstawały na pokaz, w celach turystycznych. Kiedyś winnice istniały na obrzeżach wielu europejskich stolic, ale tylko w Wiedniu przetrwały. Co oczywiste, nie jest to największy region winiarski Austrii, ale jeszcze w XIX wieku był symbolem jakości dla tej części Austro-Węgier.
W administracyjnych granicach stolicy Austrii jest dziś ponad 700 hektarów winnic. Istniały tu najprawdopodobniej od czasów, kiedy Wiedeń był celtycką wioską, a później rzymskim portem rzecznym. Pierwszy dokument pisany w sprawie uprawy winnej latorośli w Wiedniu pochodzi z roku 1132. Kiedyś uprawiano ją prawdopodobnie w całym mieście, później – wraz z jego rozbudową – winnice skupiły się w dzielnicach rozłożonych na wzgórzach otaczających Wiedeń.  
Fot. Wojciech GogolińskiNa łupkowych, żwirowych, ilastych i lessowych glebach uprawia się głównie odmiany białe: grüner veltliner, neuburger, traminer, weissburgunder i chardonnay. Udają się tu również – choć są rzadziej spotykane – odmiany czerwone: blauburger, zweigelt, portugieser i cabernet sauvignon.
Wyrabia się tu przede wszystkim wina jakościowe, wytrawne, choć zdarzają się i spätlese, i auslese. Pewnym ewenementem jest wyprodukowanie w roku 1995 pierwszego w tym regionie wina lodowego przez wspomnianą firmę Mayer am Pfarrplatz. Przemarznięte owoce na to wino zbierano 28 grudnia! Z końcem XX wieku powróciła tradycja słynnego wiener gemischter satz, który jest dziś klasyfikowany w kategorii DAC. Warto także pamiętać, że jeszcze w XVII wieku wiedeńskie wina (zwłaszcza te z Kahlenbergu) były zaliczane do najlepszych w Europie.
Wiedeń jest również jedyną stolicą, w której znajdują się dwie dzielnice słynące wyłącznie z winiarni, wspomniane: Grinzig i Heiligenstadt. Warto udać się tam na piechotę i zwiedzić owe kwartały ekskluzywnych willi bachusa, gdzie w ponad setce knajpek co wieczór leje się wino i rozbrzmiewa muzyka.
Godne rozważenia jest również wspięcie się asfaltowymi alejkami na jedno z pobliskich wzgórz, by obejrzeć panoramę Wiednia i rozpościerających się pod nogami winnic. Niekoniecznie musimy być winomanami, by tu przybyć, podobnie jak nie musimy być kawoszami, by wstąpić do Café Central (to jednak obowiązek, ale nie przesadzajmy – Magris pisał w Dunaju, iż cały Wiedeń jest jedną wielką kawiarnią), bądź wiedzieć, kim był Gustaw Klimt (lepiej zbyt dokładnie nie wiedzieć), by oniemieć przed jego dziełami. Po prostu nie przypominam sobie innej stolicy, której tak rozległą panoramę można obejrzeć za friko z pomocą autobusu za dwa euro, który dowiezie nas na otaczające ją wzgórza.

Czas Wina nr 86

Zdjęcia

Komentarze

homepage / 26.09.2017 19:39

Click here to get the wonderful gaming site free spider solitaire online keep it up! its really so great games online...

Twój komentarz
FB