Miejsce słodkie, miejsce błogosławione

Wojciech Gogoliński / 29.04.2010 13:33

Nad Jeziorem Nezyderskim nie jest specjalnie ładnie – raczej płasko i monotonnie. Austriakom i turystom, zwłaszcza rowerzystom, podoba się to, bo reszta kraju jest górzysta.

Klimat jest dziwny – podobny można spotkać zaledwie w kilku miejscach na świecie. I tak się składa, że właśnie w tych miejscach rodzą się najszlachetniejsze słodkie wina, jakie można sobie wyobrazić. Tak szlachetne, że nawet pleśń, która jest potrzebna do ich wyrobu, powszechnie nazywana jest szlachetną.

W pojawianiu się jesiennej pleśni nie ma żadnej tajemnicy – potrzebna jest wilgoć i słońce. A dokładniej – dużo wilgoci i bardzo dużo słońca. Niemniej obszar nad burgenlandzkim jeziorem odróżnia się wyraźnie od podobnych regionów w innych krajach. Tokaj i Sauternes, podobnie jak regiony niemieckie, leżą nad rzekami raczej niezbyt wartkimi.

A Neusiedlersee to jezioro stepowe zasilane jedynie przez wody gruntowe i nieliczne strumyczki. Woda stoi. Jest tak płytkie, że można je przejść z suchą głową (w najgłębszym miejscu ma 1,5 metra głębokości), z czego masowo korzystali Węgrzy uciekający w 1956 roku przed radzieckimi czołgami. W dodatku w wielu miejscach jest zarośnięte szuwarami i zdarza mu się zamarzać. W 1929 roku zmieniło się w jedną, trzydziestokilometrową bryłę lodu razem z pływającymi w nim ufnie rybami, stając się największym lodowiskiem na świecie. I tak pokrótce wygląda jedno z najsłynniejszych miejsc, gdzie robi się wina botrytyzowane.

Zupełnym fenomenem jest to, że nad jeziorem ścierają się dwa fronty powietrzne – nieco słabszy z południa i zachodu, powiedzmy lekko śródziemnomorski, oraz chłodny, płynący znad Niziny Panońskiej. Za ten drugi front Austriacy powinni być Węgrom dozgonnie wdzięczni. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: nad mocno nagrzane w ciągu dnia płytkie jezioro nad ranem nadciąga zimne powietrze od madziarskiej strony. Jak na pstryknięcie palcami nad ciepłą taflą zbiornika pojawia się gęsta, ciężka mgła, stopniowo spychana nad winnice.

Grzyby pleśniowe tylko na to czekają – są w siódmym niebie, trąbią wsiadanego i rosną, pławiąc się w luksusie na skórkach winogronowych jagód. Ale już przed południem sytuacja zmienia się diametralnie – słońce przegania mgłę, pleśń się kurczy, a jedynym dla niej sposobem na przeżycie jest czerpanie wody zawartej w owocach, które z dnia na dzień kurczą się i z biegiem czasu zaczynają przypominać zasuszone rodzynki. Trockenbeeren – jak się je tu określa, lub aszú w Tokaju.

Późną jesienią ma się wrażenie, że nad całym Seewinkel wisi zapach nitro, doskonale nam znany z klejów do lepienia plastikowych modeli samolocików.

...

Czas Wina nr 44

Zdjęcia

Twój komentarz