O tych, które wydają się nam znajome

Wojciech Gogoliński03.01.2018 16:46

Właśnie – wydają, a bynajmniej tak dobrze nie są. Uważamy, że je dobrze znamy, bo często jeździmy do Włoch na wakacje.

Kiedy słucham od bliższych lub dalszych znajomych o ich wakacyjnych wrażeniach z Włoch, zdaje mi się, że widzą tylko morze i morze, nieco gór i zabytków. Patrząc zaś okiem winiarza czy enopodróżnika, zobaczymy zgoła zupełnie coś innego. To tysiące siedlisk, dziwnych nisz klimatycznych, zdradzieckich wzniesień i wystaw w różnych kierunkach. Jeśli przyjmiemy taką optykę, Italia wyda nam się zupełnie innym krajem. A przy okazji uświadomimy sobie, że trebbiano stąd to nie do końca ta sama odmiana, która rośnie kilkaset kilometrów dalej, że cabernety z Friuli nie smakują tak samo jak te z Sycylii oraz że termin IGT Toscana nie mówi nam dokładnie nic o jakości wina.

Fot. ArchiwumWłochy to nareszcie spadkobiercy kultury rolnej Rzymu i Grecji, Bliskiego Wschodu i Egiptu – tę wyliczankę można by ciągnąć długo. Ale nie o to tu chodzi, ale o fakt, że te cywilizacje zrodziły dziesiątki odmian i stylów oraz rodzajów prowadzenia winorośli.

Taką soczewką, w której się ta różnorodność skupia najbardziej, jest Sycylia. Ale zacznijmy od autora, bo to osobowość zupełnie nietypowa. Amerykański Włoch mieszkający w Italii i piszący w różnych językach. Nie jest winiarzem, enologiem, historykiem wina czy jeszcze kimś tego pokroju. Jest po prostu praktykującym lekarzem i to o kilku specjalnościach, zaś wino to tylko jego życiowe hobby, ale do entej potęgi. Pisze najczęściej na blogu Stephena Tanzera, w magazynie „International Wine Cellar”, którego Tanzer jest naczelnym, a to w „Decanterze” i jeszcze sędziuje w różnych konkursach winiarskich na świecie. O jakości jego pisarstwa i ocen świadczy już to, że tę książkę wydało tak szacowne wydawnictwo uniwersyteckie. To nie jest zresztą jego pierwsza książka o winach, ale ta lista jest zbyt długa, by ją tu przytaczać.

Wracając zaś do Sycylii – to właśnie tu i to w dość tajemniczych okolicznościach przetrwała masa często do dziś niezidentyfikowanych odmian winorośli. Jeszcze kilka dekad temu nikt sobie z tego nie zdawał sprawy – ot, coś tam komuś rosło w ogródku przy domu, samo się pleniło, dawało fajne owoce i do jedzenia, i na domowe wino.

Dopiero kiedy wzięli się za to naukowcy z mediolańskim profesorem Attillo Scienzą na czele, przecierali oczy ze zdumienia. Większość tych odmian jest tak stara, że jedyne, co można było zrobić, to ledwie odnaleźć fragmenty ich genów w głównie współczesnych odmianach greckich, ale też i włoskich czy nawet bliskowschodnich. Dodajmy, iż przez tysiąclecia te odmiany się mieszały między sobą, stąd rozrysowanie linii genealogicznej takowych jest arcytrudne. Swoisty miszmasz.

Ian D’Agata nie zajmuje się oczywiście tylko szczepami sycylijskimi, ale odmiany tamtejsze zajmują wiele miejsca w jego książce. Autor, być może z powodu lekarskiego fachu, ma wielką skłonność do pisania prawdy, oddzielania ziarna od plew. To w świecie wina jedna z najważniejszych wartości, o czym szybko się przekonamy, słuchając często „nawiedzonych” winiarzy, którzy będą nam wmawiać we Włoszech, że winnica istniała w czasach etruskich (nie ma nawet dowodów, że ci w ogóle sami robili wino!), a już na pewno wspomina się ją w czasach przemarszu Hannibala. D’Agata tropi te nieścisłości i czyści po prostu te nierzetelności, choć niekiedy je przytacza z uśmiechem. Dlatego książkę, choć to zasadzie encyklopedia, czyta się wybornie. Znacznie lepiej niż wiele suchych, naukowych opracowań.

Native Wine Grapes of Italy
Ian D’Agata

Cena: 39,86 dol
University of California Press

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

FB