Robert Parker

Mariusz Kapczyński / 13.12.2009 14:47

Stany Zjednoczone, rok 1984. Młody, obiecujący prawnik decyduje się porzucić intratny zawód i zostać krytykiem winiarskim oraz wydawcą branżowego pisma. Kto tak postępuje? Pasjonat? Szaleniec? Nie. Robert M. Parker junior.

Urodzony w 1947 roku Parker to naprawdę zdolny gość. Zdobył gruntowne wykształcenie – skończył z wyróżnieniem historię na uniwersytecie w Maryland, na tej samej uczelni uzyskał także tytuł doktora praw. Piastował poważne prawnicze stanowisko, jednak pewnego dnia wybrał – nomen omen – winną ścieżkę. Znacie kogoś, kto wykonałby tak ryzykowną i spektakularną woltę? Był to nieco szalony, a z pewnością także romantyczny krok…

O, roku ów!

Przed pełnoetatowym rozpoczęciem swego nowego pasjonującego zajęcia Parker w 1978 roku zaczął wydawać pismo – „The Baltimore Washington Wine Advocate” w skrócie: „Wine Advocate” (to dziś właściwa nazwa pisma). W czasie pierwszych lat edycji Parker znalazł zaledwie sześciuset prenumeratorów. Mimo to jako autor i wydawca poczynał sobie śmiało i nie bał się sprzeciwiać uznanym krytykom. W prognozach dotyczących nowego rocznika Bordeaux (w którym Parker się specjalizuje) uznał rok 1982 za bardzo obiecujący i dobry, co nie pozostawało w zgodzie z powszechnymi opiniami autorytetów. Ten wyjątkowy głos sprzeciwu pozwolił światu poznać Parkera. I choć jego zdanie było niezbyt popularne, to dziś, jeśli ktoś stara się o ten właśnie rocznik Bordeaux, zauważy, jak wyraźnie odcisnął na winach swoje piętno. I tak już miało zostać. Parker często wzbudza kontrowersje. Przez jednych bywa wielbiony, przez drugich – nienawidzony. Dla niektórych jest wyrocznią, dla innych – miernotą. Pojawiały się o nim tylko skrajne emocjonalnie opinie. Obojętnych nie było.

Święta w Alzacji

Co skłoniło Parkera do tego, by poświęcić się winu? Co go uwiodło? Jak narodził się w nim krytyk winiarski? Otóż nasz bohater wpadł jak śliwka w kompot w Alzacji w 1967 roku. Spędzał tam miesiąc bożonarodzeniowych „wakacji” u swej dziewczyny (dziś od 30 lat żony) studiującej na uniwersytecie w Strasburgu. To tam z pierwszych degustacyjnych fascynacji narodził się pomysł wydawania pisma, które mogłoby się stać niezależnym i wiarygodnym przewodnikiem dla konsumentów. I nie posłuchał protestujących głosów przyjaciół i zaklęć wyrywających włosy najbliższych, którzy nie chcieli przyjąć do wiadomości tego, że Robert rejteruje z palestry na rzecz służby winom. Dziś Parker ma ponad 40 tysięcy prenumeratorów „Wine Advocate”, pochodzących ze wszystkich stanów Ameryki i 37 innych krajów świata. „Wine Advocate” doczekał się również francuskiej edycji. Wpływ Parkera na rynek jest bezsprzeczny. Z jego opinią – czy ktoś się z nią zgadza, czy nie – trzeba się liczyć.

100 punktów, czyli ból głowy

To Parker wprowadził kontrowersyjną skalę 100 punktów. I znowu – jedni przyjęli ją z uznaniem, inni kręcili nosami. Skala wydawała się im niepotrzebnie rozciągnięta, skoro i tak większość win oscyluje w okolicach osiemdziesięciu paru punktów. Jedno wszak było pewne: wina, które uzyskały u Parkera ponad 90 punktów, okrywały się chwałą i odnotowywały znakomite wyniki sprzedaży. Na punktację Parkera zaczęły chętnie powoływać się katalogi winiarskie, sklepy i importerzy. Nic dziwnego, że pomału rosła liczba zarówno jego zwolenników, jak i wrogów. Tych drugich przybywało zwłaszcza w samym Bordeaux, które stało się osobliwym centrum jego 100-punktowych proroctw. Stała się przecież rzecz niebywała – oto barbarzyńca z Ameryki śmiał bezczelnie, po swojemu punktować szacowne francuskie wina. Niektórym Francuzom ta popularność i wpływ na rynek były wybitnie nie w smak. Jako anegdotę przytacza się historię o bliźnie na łydce Parkera. Jest to podobno ślad po ugryzieniu psa, którym poszczuł go jeden z właścicieli szacownego château.

Robert-przewodnik

Tysiące zdegustowanych win i sporządzanych cierpliwie notek degustacyjnych znalazły wreszcie swoje odbicie w zwartych publikacjach. W 1987 roku ukazało się pierwsze wydanie Przewodnika po winach świata (który kilka lat temu doczekał się również polskiej edycji). Jest to suche jak pieprz kilkutomowe dzieło, zawierające esencjonalną wiedzę o winach i wytwórcach z całego świata, koncentrujące się przede wszystkim na winach Francji. Liczni poważni nabywcy – konsumenci i importerzy – liczą się ze zdaniem Parkera zawartym w przewodniku. Parker umocnił swój autorytet. Dziś mówi się, że jego oddziaływanie stało się tak silne, iż niektórzy producenci zaczęli skłaniać się ku jego gustom i produkować wina stylistycznie „pod Parkera”.

Honory

Parker jest pierwszym nie-Francuzem, który spotkał się z niezwykłym uznaniem w tym najbardziej klasycznym kraju wina. W 1994 roku francuska edycja Przewodnika… przez trzy miesiące utrzymywała się na liście bestsellerów. Parker został obdarzony wyróżnieniami, a ponadto uhonorowany ważnymi odznaczeniami. W 1993 François Mitterand uczynił Parkera kawalerem L'Ordre National du Merité. Warto w tym miejscu wspomnieć, że odznaczenie to ustanowił Napoleon Bonaparte w 1802 roku, aby uhonorować najwyższe osiągnięcia dla Francji. Wkrótce Parkera spotkał kolejny zaszczyt: w 1999 roku prezydent Jacques Chirac osobiście odznaczył go Orderem Legii Honorowej. Chyba trudno o lepsze ukoronowanie winiarskiej drogi. Sprawa jest o tyle ciekawa, że Parker należy do garstki obcokrajowców, którzy uzyskali obydwa te zaszczytne francuskie ordery. Ponad dwadzieścia lat temu młody prawnik zdecydował się na szalony krok. Dziś święci triumfy i jest znany na całym świecie. Można powiedzieć, że utrzymuje „winiarski" tryb życia. Robert Parker żyje bowiem na wsi, na północy Maryland, z żoną Patricią i córką Maią oraz dwoma psami. Zatem chyba było warto…__

Czas Wina nr 27

Zdjęcia

Twój komentarz