Różany zakątek

Wojciech Gogoliński02.01.2018 10:44

Południowo-wschodnia Styria niespecjalnie różni się od reszty regionu. Dominują tu wina białe, czerwonych zaś jest jak na lekarstwo.

Do tej pory robiło się tu głównie popularne welschrieslingi (riesling italico), weis­sburgundery (pinot blanc), morillon (chardonnay) i – co oczywiste – klasyczne sauvignon blanc, choć nie tak potężne, jak w sąsiednim okręgu Południowej Styrii (Tement, Gross!), ale bardzo porządne. Drobnostką, która wyróżniała okręg, były wina czerwone. Jest ich tu mało, podobnie jak w reszcie Styrii, ale jeśli już ktoś się za nie bierze, to raczej sięgnie po tradycyjnie austriackiego zweigelta, a nie po blauer wildbachera, z którego region słynie. Wynika to po prostu z faktu, że czerwone wina nie mają tu żadnej tradycji; kiedy zaczęto je robić (głównie po to, by wzbogacić portfolio swojej oferty), zweigelt już dominował w całej Austrii, i był z nią kojarzony.

Fot. Wojciech GogolińskiPołudniowo-wschodnia Styria jest największym kawałkiem Styrii w ogóle, jeśli chodzi o powierzchnię – to ponad połowa wielkiego landu, ale pod względem winnic jest na drugim miejscu. Posiada około 1,4 tysiąca winogradów, a więc raptem jedną trzecią upraw regionu. Kiedy pędzimy autostradą A2 na przejście z Włochami w Tarvisio, nieważne, czy jedziemy na narty, czy nad italskie morze, tylko częściowo zahaczamy o ten region. A i tak raczej kojarzy nam się z dyniami i olejem z ich pestek, niż z winem. Jeśli lekko zboczymy, może nam utkwić w pamięci jako kraina zamków. Jest ich tu bardzo wiele, bowiem ta część Styrii to pogranicze słoweńsko-austriacko-węgierskie, stąd czasami bywało tu niespokojnie, a część Styrii po prostu jest historycznie rdzennie słoweńska, podobnie jak sąsiadująca z nią Karyntia. Przynajmniej z powodu dwóch zamków warto tu skręcić – to słynne Schloss Riegersburg i Schloss Kapfenstein. Niedaleko (w sennym Trautmannsdorf) znajduje się też jedna z najbardziej okrzyczanych ostatnio knajp w Austrii – Steira Wirt. Jej szef to młodziutki Richard Rauch, który w 2015 roku został przez przewodnik Gault&Millau uznany za najlepszego kucharza w Austrii. Ale restauracją twardą ręką kieruje jego siostra, Sonja, która opracowała nawet specjalne menu degustacyjne pod nazwą „Mein Bruder, der Koch” („Mój brat, kucharz”).

Jedna jest tylko drobna nieścisłość w tym przewodniku – otóż region Południowo-wschodnia Styria już nie istnieje. Jego nazwę zmieniono na Vulkanland Steiermark. To ukłon wskazujący na pochodzenie tutejszych gleb, a też czynnika, który miał największy wpływ na ukształtowanie się miejscowego krajobrazu. Dlatego nie zdziwiłem się, kiedy szykując się do opuszczenia Wiednia po ostatnim Szczycie Winiarskim, w drzwiach hotelu spotkałem Jánosa Szabó, kanadyjskiego dziennikarza winiarskiego, o którym pisaliśmy ostatnio, bowiem wydał on gruntowną księgę pod tytułem Volcanic Wines, którą recenzowałem. János nie wybierał się na lotnisko, a właśnie na południe kraju, by poszerzyć swoje materiały źródłowe właśnie o południowy, wulkaniczny zakątek Austrii.

Ale co z traminerem? Otóż to! Na południowym cyplu okręgu, tuż przy granicy ze Słowenią i Węgrami znajduje się wioska Klöch (słoweńskie Klek, bo wiele osób ma tu korzenie słoweńskie), zaliczana do tzw. Marktgemeinde – gmin lokowanych kiedyś ze specjalnymi prawami targowymi, dziś już oczywiście nieaktualnymi. Niemniej pokazuje to, że ten fragment potrójnego pogranicza handlem stał. Także handlem winem, bo dziś jest to żelazny fragment austriackiej trasy winiarskiej.

Miejscowi większość odmian mają za nic. Tutaj na czterdziestu hektarach wulkanicznych, tufowych, górskich stokach panuje od dekad traminer, a może od wieków – nikt tego nie wie dokładnie, ale ten szczep jest jednym z najstarszych w Europie, a jego geny mają niemal wszystkie znane nam odmiany. By m.in. tego dociec, pośrodku wioski stworzono specjalne traminerowe centrum z muzeum i salą degustacyjną, do której w maju zwieziono dziennikarzy celem pogłębionej degustacji.

Najciekawsze było jednak to, że ichniejsze traminery nie są jednorodne – przez przypadek, co miejscowi odkryli nie tak dawno, zbiór stanowi kilka wariantów z tej rodziny. Jest żółty gelbertraminer, jest czerwony (dokładniej: szary) rotertraminer i wreszcie korzenny gewürztraminer. A więc wszystkie traminery w jednym garncu. Winiarze robią zarówno wina na sposób odmianowy, jak i… międzytraminerowe kupaże. Mało tego – oni je bezbłędnie rozróżniają: i te jednoszczepowe, i mieszane!

Jak to robią, proszę mnie nawet nie pytać. Traminera rozpozna chyba każdy z nas, ale trzeba być wielkim mistrzem wtajemniczenia, by je rozróżnić, i jeszcze wyłowić w kupażu. Wina są z reguły tak aromatyczne, że owo rozpoznanie nam wystarcza, bardziej skupiamy się na ocenie harmonii, niż rozróżnianiu poszczególnych wariantów. Tutaj o harmonię możemy być spokojni – wszystkie są bardzo wytrawne, świetnie kwasowe i bardzo aromatyczne, ale w ramach obowiązującego prawa. Co oznacza, że intensywność zapachowa nie jest aż tak dominująca i niekoniecznie są to wyroby deserowe. To zasługa miejscowego mikroklimatu – wysokie umiejscowienie winnic oraz kontynentalny klimat, z (bardzo) lekkimi wpływami śródziemnomorskimi od strony Słowenii. Jeśli kto lubi takie wrażenia organoleptyczne, musi wstąpić do Klöch. A przynajmniej poszukać w Austrii na półce butelki z napisem „Klöcher Traminer”. Koniecznie! Ja przynajmniej tak pachnącej degustacji jako żywo nie pamiętam!

Najlepsze traminery
90,5 Gelber Traminer Ried Hochsulz Réserve 2013, Vulkanland Traminer, Dreisiebner Stammhaus
90 Gewürztraminer Ried Hochwarth 2015, „Klöcher Traminer” Vulkanland Steiermark, Domittner-Klöchnerhof
90 Traminer Ried Mosergut 2015, Vulkanland Steiermark, Felberjörgl
89,5 Gelber Traminer Ried Röhrl 2016, „Klöcher Traminer” Vulkanland Steiermark, Giessauf-Nell
89 Trio Cuvée 2015, Gebler-, Roter-, Gewürztraminer, Vulkanland Steiermark, Tschermonegg

Czas Wina nr 88

Zdjęcia

FB