Najlepsza pizza świata

tekst ukazał się w „CW” nr 95, październik – listopad 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

O ile bowiem wśród ulubionych smaków Polaków najwyżej plasuje się kuchnia polska, o tyle na drugim miejscu znajduje się włoska. | fot. WAYHOME studio / shutterstock
O ile bowiem wśród ulubionych smaków Polaków najwyżej plasuje się kuchnia polska, o tyle na drugim miejscu znajduje się włoska. | fot. WAYHOME studio / shutterstock

Wydawałoby się, że Polacy to kulinarni konserwatyści – taka chyba jest zresztą nasza powszechna opinia o nas samych. Tymczasem potrafimy się w tej sprawie nawzajem zaskoczyć, i to co roku.

Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Hurtownia Makro od kilku już dobrych lat publikuje raport Polska na talerzu, w którym stara się opisać polskie kulinarne tu i teraz – co jemy, jak, dlaczego i co na temat jedzenia uważamy. Obrazy rysują się tu bardzo interesujące. W tym roku dodatkowo firma opublikowała jeszcze jeden raport, pod godnym tytułem Polskie skarby kulinarne. Dotyczył tego mniej więcej, co uważamy za nasze spożywcze dziedzictwo. Wyniki są zaskakujące.

Z kombinacji obydwu badań wyłania się dość spójny, choć niespodziewany, obraz polskiego spożywcy. O ile bowiem wśród ulubionych smaków Polaków najwyżej plasuje się kuchnia polska (79 procent, słuszne to i spodziewane), o tyle na drugim miejscu znajduje się włoska (56 procent). Ta „kuchnia włoska” to oczywiście pizza. Ale – jeszcze rok temu była w Polsce daniem najpopularniejszym (81 procent), popularniejszym nawet od, powiedzmy, schabowego z „bukietem surówek” i ziemniakami „z wody”. Warto też powiedzieć, że rok temu ponad połowa Polaków rozsmakowywała się w „kuchni arabskiej”, jak raport elegancko nazywa kebab. Dziś jednak czyni to zaledwie 28 procent z nas. Podobnie rzecz się ma z równie elegancko nazwaną „kuchnią amerykańską” (spadek o połowę niemalże). Zatem powrót do rodzimych korzeni (zwłaszcza korzeni chrzanu, który uznajemy za jeden z najbardziej polskich smaków). Jeśli dodamy do tego raptowny wzrost liczby korzystających z „lokali gastronomicznych”, jak to ujmuje raport, w ciągu ostatniego półrocza (już 94 procent), powody do dumy zaczynają się rysować całkiem wyraźnie. Och, Polak wyszedł z domu, ruszył do restauracji, porzucił „kuchnię arabską”, zwracając się ku rodzimej, a nawet więcej – „regionalnej” (48 procent), cokolwiek miałoby to znaczyć. Do restauracji ruszył w celu „odkrywania nowych smaków” (37 procent), a czynnikiem decydującym o powrocie do lokalu jest dla niego… „smak potraw” (58 procent). Nie cena, nie wygoda, ale smak właśnie.

Nieraz już przekonywałem tutaj, że nie ma na tej planecie narodu, który większą wagę przywiązywałby do doświadczeń smakowych, jakości kuchni, i który z większą ciekawością i determinacją poszukiwałby kulinarnych nowinek.

Przy całym tym duchu przygody jednak, przy kulinarnym życiu na krawędzi, które prowadzimy, nasz patriotyzm kulinarny jest (w naszej własnej opinii) wzorcowy. Wyższy od reprezentowanego przez Węgrów, Czechów, Niemców lub Litwinów. Widzimy się tu bliżej Włochów (pizza zobowiązuje) czy… Japończyków. I nie są to deklaracje bez pokrycia. Ogromna większość Polaków zwraca uwagę na to, by produkty spożywcze, które kupują, pochodziły z Polski (raport nie precyzuje wprawdzie, czy w intencjach mamy tu protekcjonizm czy smak). Dotyczy to przede wszystkim przewidywalnego postulatu polskości chleba i wędlin, ale zaskakuje ujawnione w badaniu przywiązanie do rodzimych, jak to ujęto, „piwa i alkoholi”. Pochodzenie tychże jest ważne dla 46 procent badanych. Dostrzegam tu wielką szansę dla polskiego winiarstwa, a może i dla polskich producentów calvadosu. Z raportu dowiadujemy się również, że tajemniczych „polskich napojów” poszukuje aż 51 procent badanych. Czy dla kilkukrotnie ożywianego projektu Polo Cocty po raz kolejny otwierają się perspektywy? Za typowo polskie potrawy uznajemy bigos, kapuśniak, żurek i… – ex aequo – kaszankę. A zatem… Tak, pizza z kaszanką jest naturalną konsekwencją tych badań i prawdziwą kwintesencją polskiego smaku. Nie potrzeba jednak agencji badawczych – przepisów na taką pizzę już jest w internecie bez liku, a naukowe rezultaty intuicyjnie antycypował również jeden z foodtrucków z Wieliczki.

To nie koniec pozytywnych zaskoczeń. Żeby jednak w pełni się w nich rozsmakować, trzeba, choćby pobieżnie, przyjrzeć się metodologii badań. Renomowane firmy przeprowadzają je na reprezentatywnej dla populacji próbie 1000 osób. Każdy z raportów zatem to 1000 Polaków, więc próba niebagatelna i niepomijalna. Powiedzmy, że badani to standardowo grupa w wieku 15–64 lat. Mamy takich w Polsce 26,3 miliona. Z badań (tych, dzięki którym dotarliśmy już do pizzy z kaszanką) wynika, że 2 procent ankietowanych przy wyborze restauracji kieruje się rekomendacjami przewodnika Gault&Millau. A więc ponad pół miliona Polaków zanim pójdzie zjeść na mieście, sięga po gurmandzistowski przewodnik! I to jest prawdziwe piękno tego badania. Gault&Millau we Francji drukuje się w – mniej więcej – 40 tysiącach egzemplarzy. To sam druk, a sprzedaż?! No przecież niższa. Żeby choć zbliżyć się do zwyczajów polskiego czytelnika, jeden egzemplarz musiałoby czytać piętnaścioro Francuzów. Trudno w to uwierzyć. A więc jeszcze przekonujemy się, że nie ma na świecie drugiej nacji tak zainteresowanej jakością posiłku co Polacy! Tym razem mamy na to papiery. To oczywiste zatem, że najlepszą pizzę świata zjemy nad Wisłą.