Nie igra się z miłością. Rewolta winiarzy

tekst ukazał się w „CW” nr 100, czerwiec 2019 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

rewolta winiarzy Louis de Funès degustacja w ciemno
Rewolta winiarzy wydarzyła się w czasie pozornego powszechnego dobrobytu we Francji | „Skrzydełko czy nóżka” (1976) | źródło: IMDB

Powiedzieć, że winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) wzbudza emocje, to nic nie powiedzieć. Że są to emocje skrajne i z najwyższych rejestrów ducha płynące? Wystarczy zajrzeć do Baudelaire’a (lub do Beli Hamvasa, jeśli mamy dość sił). Że wino to życie i krew? Proszę bardzo – Barthes lub Jung dla czytelników o mocnych nerwach (albo doktoraty z antropologii kulturowej, najlepiej na prywatnych uczelniach, jeśli cenimy niewymuszone poczucie humoru).

Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Łukasz Modelski | fot. J. Poremba
Ale przecież, biorąc w nawias zarówno poezję, jak i grafomanię, zarówno antropologię, jak i psychoanalizę – tak, tak jest naprawdę. Prawdziwe są winne emocje i prawdziwa jest krew. Słynne powstanie langwedockich winiarzy z 1907 roku, o którym już kiedyś tutaj wspominałem, dobitnie tego dowodzi. Wielkie manifestacje w obronie wina stały się wystąpieniami w obronie chleba, życia. Krew poległych langwedockich winiarzy również była prawdziwa.

Jean-Louis, właściciel niewielkiego château w sercu Langwedocji, wyciął winorośl i jak wielu jemu podobnych na początku lat 2000 w dawnej winnicy posadził melony. Tłumaczył, że nie ma już siły wojować z ciągłym kryzysem, martwić się o sprzedaż, walczyć z klimatem. Melony stały się jego białą flagą, znakiem kapitulacji. Mniej więcej wtedy go poznałem. W ciepły wieczór gawędziliśmy w ogrodzie przed domem o winie, historii, okolicy. Jean-Louis nie tracił humoru i mimo że częstował mnie melonem, zachował duszę winiarza. „Brałem udział w rewolcie” – mówi nagle. „Rozumiem, to nie pierwsza butelkatyp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr..., ale rewolta to jednak początek XX wieku” – uśmiecham się, bagatelizując wyznanie. „Chodzi o rewoltę 1976 roku!” – wyjaśnia Jean-Louis. I opowiada, jak z ojcem jechał blokować drogę, jak wieźli w bagażniku karabiny, jak brał udział w strzelaninie (choć bez broni, jak pośpiesznie zastrzega). Splot wypadków zupełnie jak w 1907 roku. Nie miałem o tym pojęcia.

Winiarze również robią to, co 70 lat wcześniej – pod koniec grudnia 1975 blokują port w Sète (czekają tam już statki-cysterny pełne włoskiego wina) i rozpoczynają serię demonstracji w całym regionie (blokady dróg, pożary, środki wybuchowe).

Wyobraźmy sobie Francję w optymistycznym rozpędzie les trente glorieuses, chwalebnego, powojennego trzydziestolecia. Zaczyna się kryzys, ale jeszcze powszechnie o tym nie wiadomo, udało się wylizać z algierskiej traumy, jest rakieta Ariane, Citroen GSA z kokpitem odzwierciedlającym przyszłą kosmiczną potęgę Francji, wakacje na południu dla wszystkich, filmy z Louisem de Funèsem, lody Miko i „ułatwienia dla każdej pani domu”. I jak grom z jasnego nieba – strzelanina w langwedockim Montredon.

Rewolta winiarzy

Sekwencja zdarzeń niemal dosłownie powtarza tę sprzed 70 lat – kryzys rynku winnego pod koniec 1975 roku najbardziej uderza w producentów masowych, tanich win. Spożycie wina francuskiego w widoczny sposób spada (degustacja paryska z maja 1976 ma tu niejakie znaczenie), rząd – to zupełnie niesłychane! – robi to, co 70 lat wcześniej zrobił gabinet Clemenceau – sprowadza mocnoalkoholowe wina z Algierii, żeby mieszać je z francuskimi (z lang­wedockimi przede wszystkim). Co więcej, tanie wina z Włoch są znacznie tańsze niż tanie wina z Francji (jak tu zamykać granice, skoro wszyscy są tak szczęśliwi w obrębie Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej?). Winiarze również robią to, co 70 lat wcześniej – pod koniec grudnia 1975 blokują port w Sète (czekają tam już statki-cysterny pełne włoskiego wina) i rozpoczynają serię demonstracji w całym regionie (blokady dróg, pożary, środki wybuchowe).

Kiedy winogrodnicy mają dosyć. Terroryści z winnic w cyklu Kroniki kryminalne.

Kulminacja następuje w marcu 1976. Dwóch liderów zostaje aresztowanych i przewiezionych do Lyonu, co powoduje natychmiastową mobilizację winogrodników. Nazajutrz blokują już wiadukt pod Narboną, główną drogę i tory kolejowe. Do walki z nimi zostają wysłane dwie kompanie CRS (słynących z brutalności oddziałów specjalnych policji).

Ministrem rolnictwa jest akurat Jacques Chirac. Jego propozycje demonstranci uznają za „zbyt słabe”. Mocne propozycje (zupełnie jak w 1907) padają ze strony ministerstwa spraw wewnętrznych, którym – tak się składa – jest polski książę, Michał Poniatowski, potomek bratanka ostatniego króla. Kolumny CRS z Tuluzy i Agen ustawiają się do ataku, kiedy ze strony protestujących padają strzały z broni myśliwskiej. Rozpoczyna się strzelanina, ginie dowodzący kompanią policji z Tuluzy, pocisk z myśliwskiej strzelby dziurawi mu hełm. Ginie również jeden z winiarzy. Ponad dwudziestu policjantów zostaje rannych, niektórzy ciężko. Dowodzący akcją ma więcej przytomności umysłu od księcia-ministra (herbu Ciołek) – otrzymuje zezwolenie na użycie ciężkiej broni maszynowej (!), ale z niego nie korzysta, ograniczając się do pistoletów maszynowych. Ratuje zapewne w ten sposób wiele istnień. Zabici po obu stronach (w słodkiej Francji połowy wesołych lat 70.) to jednak zbyt wiele, nastroje opadają, uspokajają się. Państwo też idzie po rozum do głowy i aresztuje (krótkotrwale) zaledwie jedną osobę.

Jean-Louis milczy na temat tego, co się stało z bronią, którą w tamten czwartek, czwartego marca, wiózł samochodem. Podobnie jak na temat tego, kto z jego najbliższych sąsiadów i przyjaciół należy do CRAV – wciąż działającej miejscowej organizacji dywersyjnej (!) winiarzy. „O, tutaj wino wzbudza tyle emocji” – uśmiecha się tajemniczo. A emocje przecież nie zawsze są przyjemne.

O historii i winach naturalnych

Walka stała się faktem. Zmiana klimatu

Ostateczna tragedia południa