Przerażająca statystyka

Nie po raz pierwszy jestem lekko zaniepokojona kwestią wody i wina. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na szybko wyczerpujące się zasoby wody naszej planety z pobudek czysto osobistych, a związanych z kwestiami zdrowotnymi.

Jak większość osób mających na codzień do czynienia z winem, niepokoi mnie wpływ jego najważniejszego składnika na moje ciało.

Zawsze głosiłam doktrynę rozcieńczania – nie wina w kieliszku, broń Boże – ale zabiegu mającego na celu tłumienie efektów wpływu alkoholu na naszego ducha polegającego na naprzemiennym piciu wina i wody. W efekcie takiego działania wypijana byłaby taka sama ilość obydwu płynów. (Przyznaję, że nie zawsze udaje mi się wprowadzić ten zamysł w czyn, ale ważna jest szczera intencja).

Podlewać i myć

Fot. ArchiwumMoje powtórne zainteresowanie wodą nastąpiło z przyczyn czysto zawodowych i miało miejsce kilka lat temu, kiedy zdałam sobie sprawę z ciągle wzrastającej zawartości alkoholu w winie. Zwróciłam uwagę, że prawo kalifornijskie zostało zmodyfikowane tak, aby umożliwić tamtejszym winiarzom zastosowanie w procesie tworzenia wina takiej ilości wody, która doprowadziłaby do obniżenia w nim zawartości alkoholu, powiedzmy, z 16 do 14 procent. Także w Australii winiarze od dawna radzą sobie ze zbyt wysokim poziomem alkoholu w winie przy pomocy kranu i gumowego węża, co określa się elegancko jako dealkoholizację lub hydrogenizację.
Ponieważ w dzisiejszych czasach media przepełnione są informacjami dotyczącymi zmian klimatycznych, poważnie zaczęłam się zastanawiać nad ilością wody zużywaną przez winogrodników na całym świecie. Uświadomienie sobie jej ogromu przeraziło mnie.
David Graves z Saintsbury w Carneros – jeden z najbardziej rozważnych producentów wina – zwrócił moją uwagę na zapisy dotyczące zużytej ostatnio wody. Według jego statystyki, aby powstał litr wina, przeciętnie potrzebne są przynajmniej dwa, a czasami nawet 10 litrów wody w winiarni tylko po to, aby spełnić współczesne wymogi sanitarne.
Tanki, kadzie, beczki, prasy, odszypułkowarki, kurki, podłogi, ściany i wszystkie rury wymagają obfitego polewania wodą, i to zdatną do picia. To bardzo dużo, ale zaledwie niewielka jej część potrzebna do uprawy winorośli. W wielu miejscach, przede wszystkim w Europie, dotychczasowa roczna ilość opadów była wystarczająca do uprawy winorośli, ale poszerzenie terenów upraw w ostatnich latach spowodowało, że obecnie ich „być albo nie być” uzależnione jest od nawadniania.
Graves oblicza, że na jego terenach w północnej Kalifornii, gdzie panuje klimat śródziemnomorski charakteryzujący się mokrymi zimami i suchymi latami tak odpowiednimi dla uprawy winorośli, na jeden litr powstającego wina przypada 140 litrów wody zużytej do sztucznego nawadniania. A nie jest to nawet połowa całkowitego zapotrzebowania na wodę. Reszta, być może 200 litrów rocznie, dostarczana jest glebie poprzez opady atmosferyczne.
W naprawdę suchych rejonach, takich jak doliny środkowej Kalifornii i Chile czy australijski interior, winoroślVitis vinifera.. uzależniona jest od sztucznego nawadniania nawet w większym wymiarze. Jako że susza stanowi obecnie bardzo realne zagrożenie, proporcja ta może się zbliżyć niebezpiecznie nawet do 100 procent.
Przede wszystkim Australijczycy, ale także Amerykanie i Hiszpanie, powinni mieć świadomość dotyczącą zasobów wody na Ziemi, szczególnie że zmiany klimatyczne naszej planety zmierzają w innym kierunku, niż było to oczekiwane. Ale nawet w regionach winiarskich tradycyjnie uzależnionych od widocznych na niebie chmur, producenci zaczynają przejawiać zdenerwowanie z powodu coraz dłuższych okresów suszy. Nawadnianie winnic wciąż jest nielegalne we Francji – z wyjątkiem obszarów najbardziej wysuniętych na południe, gdzie znajdują się młode winnice.

Z odzysku

Każdego lata widzę w Langwedocji kilka winnic nawadnianych nie za pomocą zdroworozsądkowego systemu kropelkowego, ale nawadniania centralnego. To naprawdę szokujące. A ponieważ klimat ulega ociepleniu i tym samym ziemia stopniowo wysycha, zastanawia mnie, jak dużo czasu zajmie Francji uregulowanie przepisów dotyczących nawadniania. Systemy irygacyjne już zostały wprowadzone na co bardziej zagrożonych suszą terenach Niemiec, takich jak Pfalz. Zaledwie 10 lat temu nikt nie przewidywał, że sprawy przybiorą taki obrót.
W tej apokaliptycznej wizji może powinnam zwrócić uwagę, że nie tylko susze wywierają poważny wpływ na uprawę winorośli, proces dojrzewania winogron i produkcji wina na świecie. Równie ważnym czynnikiem w obliczeniach dotyczących ilości wody potrzebnej do sztucznego nawadniania jest parowanie. Im mamy większą suszę, tym więcej wody przedostaje się do atmosfery, jeszcze bardziej uszczuplając zasoby naszej planety.
Muszę przyznać, że w ciągu wszystkich lat, które poświęciłam winiarstwu, nigdy świadomie nie rozpatrywałam kwestii, że ukochane przeze mnie wina, aby w ogóle powstały, potrzebują ogromnych ilości wody. Dobitnie zdałam sobie z tego sprawę podczas wizyty w Napa Valley, zwiedzając winnicę Chimney Rock położoną w strefie Stag’s Leap. Na terenie całej posiadłości porozmieszczane były ostrzeżenia dla zwiedzających, że woda stosowana w winnicy do nawadniania nie jest zdatna do picia.
Fot. W. GogolińskiDoug Fletcher oraz tworząca wina Elizabeth Vianna bardzo sensownie wykorzystują do melioracji wodę z pobliskiego Yountville odzyskaną po oczyszczeniu ścieków i w ten sposób nawadniają swoje winnice. Tak jak wielu innych plantatorów, którym nie wystarczają już własne studnie i zbiorniki retencyjne, skupują oni wodę z innych źródeł – zwyczaj ten prawdopodobnie upowszechni się wraz z obniżaniem się poziomu wód gruntowych w Napa Valley i Monterey.
Recycling wodny może stać się nowym sposobem na zaradzenie problemowi braku wody w niektórych częściach świata. Oczywiście w Stanach Zjednoczonych obowiązują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących zastosowania takiej wody „z odzysku”, która może być zanieczyszczona przez bakterie, wirusy, szkodliwe osady oraz inne czynniki, o których wolelibyśmy nie myśleć. Ale obecnie sugerowałabym odłożenie na bok podobnych grymasów.
Jeśli zmiany klimatyczne będą zmierzać cały czas w tym samym kierunku, może się okazać, że wkrótce wszyscy będziemy potrzebować każdej dostępnej kropli wody. Pozyskiwanie wody w ten sposób nie wydaje mi się szaleńczym przedsięwzięciem, naturalnie pod warunkiem, że cały proces będzie uważnie nadzorowany, a otrzymana woda wykorzystywana we właściwy sposób.
Z drugiej strony wysuwane są argumenty, że uprawy winorośli, obecnie nawadniane, na terenach ubogich w wodę powinny być prowadzone na sucho. W większości przypadków oznaczałoby to ponowne rozplanowanie upraw, a czasami też nowe nasadzenia, ale nawet w Napa Valley nie byłoby to niemożliwe do zrealizowania. Jestem pewna, że jest kilka upraw winorośli prowadzonych na sucho, położonych w najgorętszych punktach doliny rozciągającej się wokół Calistogi.
Jedno jest pewne. Tak czy inaczej w najbliższej przyszłości kwestie zasobów wody prawdopodobnie zaczną nam spędzać sen z powiek. W Stanach Zjednoczonych już mamy do czynienia z sytuacją, w której stany dotychczas cieszące się całkiem sporymi zasobami wody i wspomagające uboższych w tej materii sąsiadów, ostatnimi czasy są zdecydowanie mniej skore do niesienia pomocy, z niepokojem obserwując zmniejszające się gwałtownie zasoby na swoim terytorium.
Na linii ognia znajdzie się w pierwszej kolejności Kalifornia ze swoją pokaźną populacją i uprawami uwarunkowanymi nawadnianiem. Już teraz błagalnie spogląda na sąsiadów, z nadzieją oczekując „wodnych” datków. Coraz więcej wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości świat będzie walczył nie o ropę naftową, ale o wodę.

Tłumaczenie: Dorota Romanowska
www.jancisrobinson.com