Przylądek precyzji

tekst ukazał się w „CW” nr 95, październik – listopad 2018 | kup ten numer | prenumerata | e-wydanie

Riebeek Kasteel, Swartland, RPA | fot. Peter Titmuss / shutterstock
Riebeek Kasteel, Swartland, RPA | fot. Peter Titmuss / shutterstock

Etykiety win południowoafrykańskich należą do najbardziej czytelnych na świecie, dlatego niewielu zgłębia ich tajemnice. Tych nie ma zaś faktycznie wiele, ale do takiego wniosku dojdą jednak tylko ci, którzy choćby raz jeden prześledzą, co owe napisy oznaczają. Nie jest to trudne, bo…

Spełnione nadzieje – zestaw win z RPA.

Nagromadzenie zbyt wielu informacji na butelkach bywa prawdziwym koszmar, choć dla niektórych to otwarta księga wiedzy. Nieco walczę z tą drugą postawą, ale jej zwolennicy przekonują mnie, że jak kto nie chce, nie musi wszystkiego czytać. Mnie zaś chodzi jedynie o to, by owo nagromadzenie detali nie odstraszyło konsumenta, by – mówiąc kolokwialnie – człowiek nie „zgłupiał” w sklepie przed półką z winami i nie musiał od obsługi domagać się każdorazowo stosownych wyjaśnień. Nie wszyscy lubią o wszystko pytać…

Bossowie południowoafrykańskiego winiarstwa najpierw w 1953, a potem w 1973 roku – choć był to jeszcze czas apartheidu – poszli chyba nieco za moją myślą. A więc gdy wprowadzali apelacje (co było konieczne, by w końcu zacząć eksportować wina), właściwie odrzucili wszystkie kryteria, które nimi rządzą w Europie, a więc wydajność, dobór odmian, badania organoleptyczne, odniesienia do jakości itp.

Zbiory winogron w Robertson | fot. LongJon / shutterstock
Zbiory winogron w Robertson | fot. LongJon / shutterstock
Wybrali luźne, nowoświatowe podejście, ale że Republika Południowej Afryki jest jednak duża, tych szczególnych miejsc, z których pochodzi winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) było (i jest) sporo. Stąd tworzenie regionów, okręgów i apelacji nie szło im zbyt układnie. Szczególnie, że mnożą się tam pojedyncze farmy rozrzucone na rozległym obszarze, a połączenia ich w jeden, nawet hipotetyczny region, było bez sensu. Dlatego jeśli spojrzymy na rozpiskę apelacji, wygląda to na galimatias pojęciowy, kiedy jednak przezeń przebrniemy, okazuje się zbiorem bardzo prostych zasad.

Nazwy terytorialnych jednostek winiarskich (apelacji, regionów itp.) są jednobrzmiące (choć występują po angielsku lub w afrikaans) i, by uniknąć problemów językowych, prawodawca uznał, że takie nazwy mogą być wyłącznie pochodzenia geograficznego (rzeki, doliny, góry, wyżyny, główne miasta, brzegi, itp.).

Według prawa winiarskiego z 1973 roku, z licznymi poprawkami wprowadzonymi w latach 90. i później (ostania w zeszłym roku) – podstawową i najmniejszą jednostką klasyfikacyjną pochodzenia wina jest pojedyncza farma winiarska (estate), która może wszak składać się z jednej lub z kilku sąsiadujących gospodarstw, pod warunkiem że jednostka taka posiada winnice, pomieszczenia i sprzęt do wyrobu wina, produkuje wino z owoców pochodzących z tej farmy i została zarejestrowana. Wina z takiej posiadłości mogą używać określenia „estate wine”.

Większą jednostką jest podokręg (ward), kolejnym okręg (district), a największą region (region). Podokręgi z reguły wchodzą w skład konkretnego okręgu, ale istnieją też samodzielne podokręgi, podobnie jak samodzielne okręgi, które nie wchodzą w skład żadnego regionu. Ustawodawca słusznie jednak wyszedł z założenia, że lepiej uznać niewielką jednostkę winiarską (apelację) samodzielnym podokręgiem, niż tworzyć od razu region winiarski. Podział kraju na jednostki winiarskie nie jest zakończony – winiarstwo RPA rozwija się dość dynamicznie i kolejne zmiany są tylko kwestią czasu.

W RPA wyróżnia się obecnie sześć jednostek geograficznych (geographical units): Western Cape, Northern Cape, Eastern Cape, Kwazulu-Natal, Limpopo i Free State. Tylko w Western Cape znajdują się regiony winiarskie i mniejsze obszary winiarskie. W innych znajdują się tylko wyspowo rozrzucone obszary winiarskie, a w jednostce Limpopo nie ma żadnego z nich.

Western Cape | tabela © Czas Wina
Western Cape | tabela © Czas Wina

Za wina jakościowe uznaje się te, które na etykiecie mają określenie apelacyjne: „Wine of Origin” (W.O.) oraz podaną apelację, a więc nazwę podokręgu, okręgu lub choćby regionu. Nie wiąże się to bezpośrednio z jakimkolwiek bezpośrednim odniesieniem co do jakości wina, jednak – jak w wielu miejscach na świecie – sami winiarze narzucają sobie pewną dyscyplinę w tym względzie. Rzecz jasna nie jest to obligatoryjne zjawisko, ale tak po prostu najczęściej jest.

Wina robione na obszarach leżących poza owymi wyznaczonymi rejonami, a więc pochodzące z jednej z sześciu jednostek geograficznych można uznać za odpowiednik win stołowych.

Na krawędzi świata – wina z RPA.

Tyle teoria, a praktyka jest taka, że reszta naszej znajomości z południowoafrykańskimi winami zależy już od nas. Bowiem dociec musimy sami, czym różnią się wina z napisem „Elgin” na etykiecie od tych, z napisem „Swartland” czy „Constantia”. Że klimat w tych apelacjach różni się znacznie, że jedne są płaskie, inne górzyste, winnice jednych ciągną się po zboczach, inne dolinami. Że – choć prawo tego nie zabrania – w niektórych rejonach nikt nie będzie uprawiał pewnych odmian winogron (bo się nie nadają i wina dobrego nigdy z nich nie będzie), a w innych wręcz się ciągle eksperymentuje, podejrzewając, że mogą być bardziej zdatne na konkretnej ziemi i w danych warunkach pogodowych. Ale takie jest już winiarstwo – im więcej danych na etykiecie, tym więcej trzeba mieć źródeł w ręce (i głowie), im mniej – tym więcej trzeba szukać i doświadczać poza etykietą…