Wawelskie winnice

tekst aktualizowano w 2019 roku

Wawelskie winnice
Fot. Wojciech Giebuta

Każdy w Polsce wie, że Wawel to miejsce-symbol, które łatwo skojarzymy z królami, potęgą Polski, urzekającym renesansem, a także z Janem Pawłem II, który z Wawelu przeniósł się do Watykanu.

W jakim jednak celu przypominać te dobrze znane fakty? Łatwo zapomnieć bowiem – i tak się dzieje nawet wśród ludzi blisko z tym miejscem związanych – że Wawel jest również miejscem wyjątkowym dla rozwoju polskiego winogrodnictwa i winiarstwa.

Źródła co prawda konsekwentnie milczą o początkach uprawy winorośli na tym wzgórzu, ale w świetle badań archeologicznych można stwierdzić, że jest to jedna z najstarszych kolebek polskiego winogrodnictwa. WinoroślVitis vinifera.. pojawiła się na Wawelu wraz z chrześcijaństwem, co tłumaczy się koniecznością używania wina w celach liturgicznych i problemami z jego transportem w owym czasie. Nawet gdyby nie było problemów z transportem, winorośl po prostu powinna pojawić się na tym wzgórzu, ponieważ zostało ono szczodrze obdarowane przez naturę. Po pierwsze, jest to największe wzgórze w okolicy (mimo że w wielu miejscach podwyższył się poziom otaczających je gruntów, wzgórze wznosi się około 25–30 m ponad otoczenie). Po drugie, jest ono położone w pobliżu rzeki, której obecność pozytywnie wpływa na stabilizację warunków termicznych (do XIX wieku Wisła otaczała Wawel również od strony południowej). Po trzecie, wzgórze wawelskie położone jest na skalistym wapiennym podłożu, dającym wyjątkowe siedlisko. W końcu winorośl mogła być również przydatna do tego, by ściślej związać glebę ze skałą na stromych zboczach.

Skrawek renesansowej Italii nad Wisłą

Warto przypomnieć tu dwa okresy uprawy winorośli, z których każdy na swój sposób jest wyjątkowy i interesujący. Pierwszy z nich zbiega się z czasami renesansu, gdy z polecenia królowej Bony zagospodarowano ogród w południowo-wschodniej części wzgórza. W Ogrodzie Królowej uprawiano zioła i kwiaty, tam również pojawiła się winorośl przywodząca na myśl Włochy. W nieco niżej położonym Ogrodzie Króla istniała natomiast altana porośnięta winoroślą, dającą schronienie podczas letnich upałów, którą w tamtych czasach nazywano „chłodnikiem winnym”. Z rachunków wiadomo, że prowadzono pewne prace ciesielskie i ogrodnicze związane z winnicą od lat 30. XVI wieku. Zachowały się również rękopisy mówiące o tym, że winnica w okolicy baszty Senatorskiej funkcjonowała jeszcze w 1615 roku, powiększona wcześniej przez zarządcę Jana Płazę z Mstyczowa. Winnica pojawia się również w dokumentach inspekcji zamku z roku 1665, trudno jednak wywnioskować, jaki wówczas był jej stan. Nie wiadomo również kiedy ostatecznie winnica uległa zniszczeniu, można domniemywać, że pokonała ją któraś sroga zima.

Czytaj więcej: historia krakowskiego wina.

Miejsce dla „malarzy, poetów i kochanków”

Kolejną winnicę utworzono za czasów Rzeczypospolitej Krakowskiej w nieco innym miejscu, poniżej południowych murów zamku (obecnie przebudowanych). Wawelska winnica powstała na gruntach miejskich (zbocza należały bowiem do miasta) w ramach akcji upiększania Krakowa. Za przyczyną wielkiego miłośnika przyrody i senatora Wolnego Miasta Krakowa Stanisława Wodzickiego (1764–1843) oraz Floriana Straszewskiego (1766–1847) miasto poczyniło poważne kroki w kierunku poprawy jakości przestrzeni miejskiej, lokując się w ten sposób w europejskiej awangardzie. Warto docenić to, mając na uwadze zarówno trudną sytuację polityczną, jak i gospodarczą tego skrawka wolnej Polski. Zapewne zadecydowały o tym osobiste pasje wspomnianych, bo Wodzicki był prekursorem nowoczesnego ogrodnictwa na ziemiach polskich, a jego obszerne sześciotomowe dzieło stanowi kamień milowy w rozwoju tej dziedziny w Polsce (znajdziemy w nim wiele interesujących uwag praktycznych, wynikających z prób uprawy winorośli w naszych warunkach klimatycznych).

W ramach wspomnianej akcji upiększania miasta urządzono Planty, a klejnotem w ich koronie stały się ogrody i ścieżki spacerowe na zboczach Wawelu ukończone w 1827 roku. Tym razem winnica zaprojektowana została przez zawodowego ogrodnika, dzięki czemu nie tylko wybrano dogodne miejsce, ale i sama winnica doskonale funkcjonowała do czasów zniszczenia jej przez władze zaborcze. Winnica wraz z sadem brzoskwiniowym zostały utworzone przez zapomnianego dziś ogrodnika miejskiego Antoniego Bukowskiego.

Wawelskie winnice
Krakowianin zachwycający się wawelską winnicą napisał list do redakcji miejscowej gazety. „Gazeta Krakowska” z 9 maja 1827 roku, nr 37, s. 1 | zobacz źródło: Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa

Trzeba przyznać, że ówcześni krakowianie potrafili docenić wartości estetyczne i przyrodnicze winnicy (zob. ilustracja). Jeden z nich nie tylko napisał wiersz opiewający uroki zagospodarowanego wawelskiego zbocza, ale potrafił zdobyć się również i na takie słowa o winnicy: „z której widok tak zajmujący, że panując nad całym miastem, Wisłą i jej okolicami, może się liczyć do małej liczby tych widoków, za którymi podróżujący ubiegają się po całej Europie, a Malarze, Poeci i Kochankowie czuli, umieją je w romansach tylko i w poezji oddawać”.

Niestety, ograniczona wolność Rzeczypospolitej Krakowskiej nie trwała nazbyt długo. Wojskowe władze austriackie po przejęciu zamku przystąpiły do zamiany go w cytadelę. W ten sposób Wawel zyskał posępny wygląd koszar wojsk zaborczych, a winnica została zniszczona w związku z przebudową umocnień – wówczas to dopiero dobudowano wjazd od południowej strony zbocza pozbawionego już roślinności. W 1851 roku usunięto krzewy ze zboczy Wawelu i od tego czasu nie zebrano tam już ani jednego winnego grona. Krzewy przeniesiono ponoć do miejskiej szkółki drzewek przy ówczesnej ulicy Mogilskiej, ale o dalszych ich losach obecnie nic nie wiadomo.

Czy skutki zaborów są nieodwracalne?

Obecnie w ramach trasy turystycznej „Ogrody królewskie” obejrzeć można na Wawelu zrekonstruowane ogrody z czasów renesansu. Znalazło się tam miejsce dla pergoli z winogronami oraz niewielkiej winniczki na wschód od baszty Senatorskiej. Niestety, południowe zbocza wzgórza, na których kiedyś Wolne Miasto Kraków urządziło piękną winnicę, wciąż czekają na zagospodarowanie zieleni. Niewiele się tu zmieniło od kilkudziesięciu lat, a Wawel przypomina z tej perspektywy bardziej ponurą twierdzę zaborców niż renesansową perłę polskiej architektury. Z pewnością winnica byłaby nie tylko wielką atrakcją turystyczną Krakowa, ale stanowiłaby również nawiązanie do analogicznych atrakcji, jakie posiada i Praga, i oczywiście Wiedeń. Byłby to również żywy symbol przypominający o tym, że winnice i architektura były przez wieki widocznym świadectwem przynależności Polski do kręgu kulturowego Europy Zachodniej. Miejmy nadzieję, że powstanie jeszcze winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z tej królewskiej lokalizacji, wszak i miejsce znakomite, i nad Wisłą mamy już zdolnych winogrodników oraz winiarzy – oby tylko znaleźli się rządzący, patrzący w przyszłość przynajmniej w części tak śmiało, jak ich poprzednicy z XIX wieku.

List z Dzikowa