Winnice Doliny Raby i Wilgi

Winnice Doliny Raby i Wilgi

Kiedy spojrzymy na winiarską mapę Małopolski, gołym okiem widać, że Kraków, niczym wiedeńska metropolia, zaczyna obrastać winnicami.

Wystarczy wychynąć za miejskie rogatki, by natknąć się na prawdziwe cuda – plantacje Vitis vinifery, imponujące piwnice z musiakami produkowanymi metodą szampańską, zagubione wśród przydomowych sadów rzędy winorośli, z których powstają zdumiewająco dobre wina. Wszystkie te przedsięwzięcia sporo dzieli, ale łączy je pasja właścicieli oraz dwa równoległe, choć płynące w różnych kierunkach dopływy Wisły: leniwa, podmiejska Wilga oraz bystra, górska Raba.

Winnica „Wieliczka”
Pawlikowice

Winnice Doliny Raby i Wilgi / Fot. Paweł GąsiorekWilga swój krótki żywot rozpoczyna w Pawlikowicach, u podnóża ostatnich moren otaczających Kraków od południa. „Dalej to już Karpaty” – Agnieszka wskazuje na kolejne wzniesienia, widoczne ze szczytu winnicy. Imponujący widok wieńczy Babia Góra, a w pogodne dni widać stąd również Tatry. Nietrudno odgadnąć, że dziesięciohektarowa działka ma świetną, południową ekspozycję (390-410 m n.p.m.). Została wybrana przez Agnieszkę Wyrobek-Rousseau i Piotra Jaskółę po długich poszukiwaniach siedliska, które dawałoby nadzieję na realizację ich ambitnego planu. Winnica „Wieliczka” jest bowiem obsadzona jedynie krzewami Vitis vinifery. Premierowy rocznik 2015 wyprodukowany został w śladowych ilościach z winogron uzyskanych z trzech najwcześniej obsadzonych hektarów. „Ograniczaliśmy ilość kiści na krzewie do minimum – pierwsze zbiory miały pokazać przede wszystkim potencjał tego miejsca, dać wyobrażenie zarówno nam, jak i klientom, co tu się może wydarzyć. Cały czas bacznie przyglądamy się odmianom, które już owocują, dosadzamy nowe i obserwujemy, jak radzą sobie w tych warunkach” – tłumaczy Agnieszka. Stąd odstępy między rzędami nowych krzewów, ciągnącymi się w poprzek stoku (by hamować erozję gleby) są tu szersze niż zwykle – jeśli odmiana spełni pokładane w niej nadzieje, wolne miejsca zostaną obsadzone kolejnymi rzędami.
Uprawa Vitis vinifery w Polsce postrzegana jest wciąż jako porywanie się z motyką na słońce, ale kto jak nie oni mają szansę na sukces? Ona, enolog po Montpellier, z dwudziestoletnim doświadczeniem robienia win od Nowej Zelandii po Francję, od kilku lat doradza również w rodzimych winnicach, wie zatem doskonale, jakie niespodzianki może zgotować nasz klimat. On, jeden z pionierów polskiego winogrodnictwa, o hybrydach chciałby już zapomnieć. „Produkcja win z odmian szlachetnych to zupełnie inna historia. – mówi. – „Trzeba bardzo uważnie prowadzić winnicę, za to winifikacjatermin używany na określenie wszystkich etapów produkcji ... (...) jest dużo łatwiejsza i wymaga mniej zabiegów”. O biodynamicznych zasadach, jakim hołdują w „Wieliczce” opowiadają bez sekciarskiego zadęcia – „To nie żadne czary-mary – śmieje się Agnieszka – a zwykła dbałość o jakość winogron i środowisko, w którym się rodzą. Nie używamy do oprysków środków, które krążą od korzeni po czubek krzewu. Stosujemy środki powierzchniowe, przyjazne naturze: np. proszek do pieczenia przeciw mączniakom. Wymaga to więcej pracy, opryski są częstsze, a liście nie wyglądają u nas tak pięknie, jak w winnicach traktowanych chemią bez umiaru”.
Winnica „Wieliczka” położona jest cztery kilometry od słynnej kopalni, a pod warstwą gliny i piasku, na której rośnie winoroślVitis vinifera.., kryją się złoża soli i… kości mamutów. Winnicę otaczają nasadzenia starych odmian jabłoni, z których w przyszłości będzie powstawał cydr – kolejna po winie wielka miłość Agnieszki. Jej jabłecznik z owoców pozyskiwanych póki co z sadu należącego do rodziny, to prawdziwy majstersztyk. Można go spróbować, pogryzając rogaliki z konopiami, podpłomyki z pokrzywą lub kurdybankiem. Zioła, len, gryka – arsenał nieco zapomnianych dziś roślin jadalnych, to kolejna atrakcja czekająca na gości i enoturystów. Do winnicy prowadzi leśna droga otoczona gęstym, bukowo-grabowym lasem. Polanę, na której urządzane są degustacje i winiarskie pikniki ocieniają dęby i kilkusetletnie lipy. Dla spragnionych własnych upraw w ofercie znalazła się także dzierżawa krzewów winorośli i możliwość uczestniczenia w procesie powstawania wina od przycinania pędów po butelkowanie.
Jednak, z całym szacunkiem dla mamutów i kurdybanka, do „Wieliczki” warto wybrać się przede wszystkim dla świetnych win – półsłodkiego rieslinga z późnego zbioru, którego kwasowość przywodzi na myśl najlepsze reńskie specjały, aromatycznego chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...) czy merlota, który wzbudził sensację podczas premierowej degustacji wiosną. W tym ostatnim przypadku trzeba poczekać na kolejny rocznik. Na swoją pierwszą odsłonę czekają jeszcze: pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...), cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...), cabernet francczerwona odmiana winogron, jedna z bardziej rozpowszechniony... (...), muscatjedna z najstarszych, najpopularniejszych i najbardziej rozp... otonel, grüner veltlineraustriacka, najpopularniejsza w tym kraju odmiana białych w... (...) i … sauvignon blancjedna z najbardziej rozpowszechnionych na świecie białych ... (...) – sztandarowa odmiana Nowej Zelandii, w której Agnieszka spędziła sporo czasu.

Winnica „Pod Bocianim Gniazdem”
Falkowice

Niczym w „Przypadku” Kieślowskiego o tym, że mogliśmy zasiąść do stołu zastawionego winem, z widokiem na stary sad i wypielęgnowane rzędy winorośli, zadecydował zwykły zbieg okoliczności. Gdy Marek Jarosz (jeden z ojców-założycieli polskiego winiarstwa) odwiedził Roberta Kostucha, by obstalować w jego warsztacie meble, nie mógł się spodziewać, że prócz zdolnego stolarza znajdzie również doskonale położoną działkę oraz człowieka urodzonego, by robić wina. W 2006 roku wręczył mu dwadzieścia cztery krzewy jutrzenki, a rok później w niewielkiej, przydomowej winnicy w nadrabiańskich Falkowicach rosło już tysiąc krzewów winorośli. Od tego czasu prowadzący ją amator nabrał doświadczenia, które wsparte samorodnym talentem i właściwościami siedliska daje niebywale efekty.
Winnice Doliny Raby i Wilgi / Fot. Justyna Korn-SuchockaPan Robert o dwadzieścia siedem arów winnicy dba sam, po pracy w stolarskim warsztacie. W planach ma powiększenie areału do jednego hektara, ale jego zapał studzi nieco wizja koniecznych inwestycji i zatrudnienia pracowników. Omawiając niespiesznie różne biznesowe warianty, a także urodę koguta przechadzającego się wśród winorośli, otwieramy kolejne butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... oraz oczy ze zdumienia.
Począwszy od bianki z delikatnym aromatem lipy i miodu, przez świetnie zrównoważonego, nieperfumowanego muskata, po perliste, agrestowo-owocowe i musujące seyval blanc, wszystkie białe wina od Roberta Kostucha pięknie pachną, są bezbłędnie kwasowe i wyraziste, niczym najlepsze vinifery. O ile w polskiej bieli nie jest to odosobniony przypadek, to jego czerwienie – a szczególnie regent: czysty, obdarzony żywą owocowością czereśni i wiśni, z pikantnym, czekoladowym finiszem – zaskakują na całego. A że nawet zawartość cukru w winach jest tu badana bez użycia „szkiełka i oka”, ich twórca zaś opiera się głównie na własnym „wyczuciu” i jak sam przyznaje, nie lubi rozprawiać o winie, wrażenie jest jeszcze większe.
Komplementy pan Kostuch przyjmuje ze stoickim spokojem, podobnie jak stado kur pod wodzą koguciego przystojniaka nie zwraca uwagi na nasze ochy i achy. Żegnamy się z Falkowicami w zadumie nad siłą przypadku, talentu i terroir.

Winnica „Stadniki”
Stadniki

Winnice Doliny Raby i Wilgi / Fot. Justyna Korn-SuchockaW Dolinie Raby, na wzgórzu nad Stadnikami czterdziestoarową winnicę prowadzą Maciej i Halina Hyży. Dość stromy (120–180 m n.p.m.), południowo-zachodni stok chroni od wschodu i północy ściana lasu – temperatury bywają tu zimą wyższe o 4–5°C niż we wsi poniżej. Tuż obok winnicy na remont czeka murowany dom, który niedługo ma się zamienić w enoturystyczną przystań z pokojami. W klimatycznej stodole już można urządzać degustacje – w czerwcu w winnicy odbyło się lokalne powitanie lata, które zgromadziło ponad sto osób z okolicznych miejscowości. Rodzinne przedsięwzięcie ma już dziesięć lat, a pan Maciej doświadczenie zdobywał w Austrii u zaprzyjaźnionego winogrodnika. „Kiedy odziedziczyłem hektar ziemi, pomyślałem sobie: dlaczego by nie spróbować z winami? Winobranie w Austrii nauczyło mnie, że to ciężka, ale piękna praca”. Dzięki programom unijnym zdobył środki na pięćset krzewów – były to białe odmiany hybryd, z których winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) zabutelkował w 2009. I wtedy zamarzył mu się czerwony zweigelt. Niestety, dwie kolejne mroźne zimy wytrzebiły całe nasadzenie. Nowe krzewy dadzą w tym roku pierwsze czerwone wino z Vitis vinifery w Stadnikach. Na razie można tu skosztować win białych. Na chorowitą siberę gospodarz narzeka, chwali za to plenne seyval blanc. Kolejne rzędy to aurora i muskat. Nam do gustu przypadł przede wszystkim cytrusowy, świeży seyval blanc, z charakterystycznym aromatem czerwonego grejpfruta oraz nagrodzony brązowym medalem Enoexpo harmonijny, przyjemny w aromacie muskat odeski. Jeszcze do niedawna właściciele nie myśleli o produkcji win innych niż wytrawneokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d.... Jednak nieco kłopotliwa kwasowość ich aurory i sibery skłania do poszukiwania rozwiązań w nieco słodszych rejestrach.
Nazwisko zobowiązuje – pan Maciej Hyży z werwą opowiada o swoich planach na rozwój winnicy i marzeniach, by stała się ona również biznesowym sukcesem. Goście mogą liczyć tu nie tylko na degustację win, ale również na piękne widoki, miłą pogawędkę oraz przekąski oparte na lokalnych produktach przygotowane przez panią Halinę – „w cywilu” nauczycielkę.

Winnica „Gajus”
Gaj

Winnice Doliny Raby i Wilgi / Fot. Wojciech GiebutaGraniczący z Krakowem Gaj położony w dorzeczu Wilgi, niczym nie zapowiada winiarskich atrakcji, jakie kryją się pośrodku tej wsi, wyglądającej raczej na willową dzielnicę rodem z bogatego przedmieścia. Okazałe domy, równo przycięte trawniki i błyszczące lakiery najnowszych modeli luksusowych aut – ten nieco nudnawy widok ogólnej zamożności mąci niezwykły, porośnięty żywą zielenią od rynien po kalenicę, dach. Tuż za tak ekstrawagancko udekorowanymi budynkami rozciąga się nieprzeciętnej urody ogród, park i winnica w jednym. Długo by opisywać co właściciele tego Edenu – Andrzej i Marta Barańscy – uprawiają na tym ogromnym, dziesięciohektarowym areale. Warzywa, kwiaty, egzotyczne drzewa, stare polskie jabłonie, z których pan Andrzej od ponad trzydziestu lat wytwarza świetne cydry, derenie i dzikie jabłuszka (również wykorzystywane w cydrach), a wśród tego roślinnego bogactwa – rzędy winorośli. I to nie byle jakich. Jako że właściciele winnicy „Gajus” zwiedzili pół winiarskiego świata, niech nikogo nie dziwią krzewy carménère(hiszp. czarne liście) francuska odmiana czerwonych winogro... czy odmian bordoskich – tutaj nie boją się żadnych eksperymentów. W ciągu dziewięciu lat istnienia winnicy testom poddano dziesiątki odmian, spośród których spora część poszła pod ostrze siekiery. Gdyby nie to nieortodoksyjne, brawurowe momentami podejście do świętych prawd winiarstwa, nie byłoby zapewne niezwykłego wina musującego Gajus, które w różnych odsłonach: naturalnych, niefiltrowanych, białych, różowych i czerwonych podbija od lat serca koneserów win polskich, zdobywając liczne medale i wyróżnienia.
Zawodowo pan Andrzej zajmuje się poważnym deweloperskim biznesem – ogród i winnica to hobby, jednak skala przedsięwzięcia zapiera dech w piersiach. Szczególnie gdy wejdzie się do piwnic, które w niczym nie ustępują tym spotykanym na szlakach winnych Francji, Włoch czy Austrii. W idealnej temperaturze na półkach z czerwonej cegły na swoją kolej czekają niezwykłe dzieła winiarskiej wyobraźni. Czerwony, mocno beczkowy triumf alzacji z 2014 roku, czy różowe, szampańskie wino z tej samej odmiany podane do „oliwek” z derenia (niedojrzałe owoce moczone w solance) to tylko jeden z przykładów na wspaniałości czekające na gości „Gajusa”. Szczerze trzeba jednak dodać, że właściciele liczą przede wszystkim na wizyty pasjonatów, ludzi kochających wino i uprawę ogrodu podobnie jak oni. Na raj jak wiadomo, trzeba sobie zasłużyć!

Winnica „Smykań”
Pogorzany

Winnice Doliny Raby i Wilgi / Fot. Justyna Korn-SuchockaKoziarnia swoją rozpoznawalną wśród wielbicieli slowfoodowych produktów, cydrów i win nazwę zawdzięcza oczywiście kozom, choć po dwunastu latach od pierwszej kiełbaski z frytkami podanej tu agroturystom, po kozach zostały już tylko wspomnienia. Niespożyta energia gospodarzy tego magicznego miejsca – Jadwigi, Marcina i Kuby Lorków – każe im bowiem szukać coraz to nowych wyzwań. Po kozach przyszedł czas na mangalice, po nich zaś na koziarniane stoły wypłynęły z przydomowych stawów pstrągi. Sery produkuje się tu dziś głównie z mleka krowiego, z pobliskich hodowli krowy czerwonej, a wyśmienite wędliny, dojrzewające szynki i inne rarytasy wytwarzane są z mięsa kupowanego u okolicznych gospodarzy. Grzyby, zioła, warzywa i owoce również pochodzą z pobliskich lasów, łąk i ogrodów. Kuchnia sygnowana lorkowym znakiem jakości i produkowane tu pod marką „Smykań” cydry to jedne z najsmaczniejszych propozycji kulinarnych okolic Krakowa. Nic więc dziwnego, że Koziarnia jest polecana przez przewodnik Gault&Millau w roku 2016 jako miejsce warte odwiedzenia. Można tu także wspólnie pogotować podczas licznych warsztatów i kursów.
Wina z winnicy „Smykań”, mimo że wciąż pozostają w orbicie zainteresowań właścicieli, zeszły na nieco dalszy plan, choć miejscowe bąbelki wciąż są żelaznym punktem licznie odbywających się tu degustacji, kilkudniowych biesiad, kolacji do białego rana, śniadań przechodzących w obiady i podwieczorki. Goście z Polski i ze świata ciągną na werandę w przysiółku Pogorzany koło Szczyrzyca całymi tabunami również z powodu wspaniałej aury, jaką wokół stołu wytwarzają Lorkowie. Gospodarstwo dysponuje kilkoma pokojami, a nad stawami powstaje nowe miejsce posiedzeń, które pomieścić będzie mogło jeszcze więcej spragnionych i głodnych, nie tylko smakowych, wrażeń.