Powrót do przeszłości

Sir Ernest Schackleton, fot. Archiwum W. Gogoliński

Zdarza się, że jakość samej whisky nie wystarczy. Nawet kiedy pozwala stanąć w szranki z najlepszymi na świecie. Wtedy okazuje się, że trzeba dorobić jej „historię”, która ją sprzeda. Ale bywa i tak, że sam sposób tworzenia whisky sprawia, że koneserzy czekają na nią z zapartym tchem.

Tymi wydarzeniami żył i emocjonował się kiedyś cały świat. Wyprawy na Czarny Ląd, zdobywanie kolejnych szczytów, pierwsze loty samolotów i sterowców, kolejne rekordy samochodowe, tryumf kina, poszukiwanie – niekiedy w skrajnych warunkach – biegunów ziemi. Wyprawy Amundsena, Shackletona i Gausa. Nareszcie książki Juliusza Verne’a oddające emocjonalny obraz końca XIX i początku XX wieku, kiedy wydawało się, że możliwości człowieka są nieograniczone. Świat zmieniał się bardzo szybko. Po epoce wiktoriańskiego zastoju (w jej końcowej fazie) nastąpił okres gwałtownego edwardiańskiego przyśpieszenia – czasy automobili, maszyn latających i innych dziwnych zjawisk.

W poszukiwaniu bieguna

W 1907 roku wyruszyła pierwsza samodzielna wyprawa antarktyczna, której szefem był Ernest Shackleton (1874–1922). Wcześniej był członkiem innych ekspedycji, później kierował kolejnymi, m.in. tą najsłynniejszą z lat 1914–1917, wielokrotnie opisaną i obfilmowaną, podczas której wielomiesięczna tułaczka po lodzie bohaterskiego Shackletona i kilku najsilniejszych uczestników wyprawy uratowała całą załogę. Dowódca był Irlandczykiem, ale w Anglii nie miało to znaczenia – całe brytyjskie imperium wstrzymało oddech.
 

fot. New Zealand Heritage Trust

Wyprawa z 1907 roku jednak nie zakończyła się sukcesem. Uczestnicy dotarli na odległość 180 kilometrów od bieguna południowego, kiedy to zabrakło im pożywienia, by kontynuować wyprawę. Jednym ze sponsorów ekspedycji była wytwórnia whisky Mackinlay (słynny producent, który potem wszedł w skład koncernu Whyte & Mackay), która wzbogaciła zapasy uczestników o 25 skrzynek specjalnie przygotowanego trunku.
 

W 2007 roku w Cape Royds na Antarktydzie odkryto obóz uczestników wyprawy, a w trzy lata później podczas prac rekonstrukcyjnych trzy skrzynki z jedenastoma butelkami whisky w pewnym oddaleniu od chaty. Do dziś nie wiadomo, dlaczego nie były w spiżarni – czy Shackleton je ukrył, bo uczestnicy „zakrapiali” zbyt mocno, czy też odłożył je na oblewanie ewentualnego sukcesu.
 

Chata załogi Shackletona to archiwalny skarb dla Nowej Zelandii, dlatego długo trwała dyskusja między różnymi instytucjami, czy uczynić zeń centrum muzealne, czy też pozostawić wszystko w zastanym stanie. Wybrano wyjście pośrednie – stworzono muzeum, ale wszystko miało pozostać w stanie nienaruszonym. Dla Patersona, który nazwał znalezisko „darem niebios”, było to wielkie wyzwanie, bo nic tak nie rozpalało jego wyobraźni, jak chęć poznania zawartości flaszek. Ostatecznie – po tym jak Whyte & Mackay zapłacił wielkie pieniądze – pozwolono zabrać trzy butelki do analizy w Szkocji pod warunkiem, że nie będą otwierane. Richard Paterson poleciał po nie sam, znalezisko było eskortowane przez policję oraz bajońsko ubezpieczone i zabezpieczone. W szkockim laboratorium – zgodnie z umową – z butelek pobrano przez korek próbki do analizy chemicznej oraz do oceny przez Patersona. Potem butelki wróciły do chaty Shackletona.
 
Jednak wystarczyło mu to, by z niebytu odtworzyć oryginalny trunek i – jak się wkrótce okazało – w dwóch wersjach, o oryginalnych cechach aromatyczno-smakowych. Choć w tym celu musiał zdobyć słodowe destylaty z gorzelni Glen Mohr należącej kiedyś do firmy Mackinlay i nieistniejącej od 1983 roku! Kilka beczek znalazło się jednak u niezależnych pośredników. Whisky Shackleton Blended Malt Whisky trafiła wkrótce na rynek ze słynną dziś niebiesko-antarktyczną etykietą. To była chyba największa perła w koronie osiągnięć mistrza Patersona, także dlatego że: raz – o sir Erneście Shackletonie uczą nie tylko w anglosaskich szkołach, dwa – za odtworzeniem samej whisky stała niezwykła historia, upór i niespotykane zdolności. Wielu porównywało pasję Shackletona i Patersona w dążeniu do celu, a National Geographic nakręciło godzinny film dokumentalny o historii odtworzenia whisky.

fot. New Zealand Heritage Trust

Na prośbę New Zealand Antarctic Heritage Trust, który opiekuje się Muzeum Shackletona, oraz wnuczki Shackletona, Aleksandry, „Nos” stworzył drugą wersję whisky pod oryginalną nazwą Mackinlay’s, sprzedawaną w słomianym opakowaniu (tak wyglądało znalezisko; by butelki się nie rozbiły, ładowano je do skrzynek, opatulając słomą) oraz o oryginalnej mocy 47,3 procent. Taką formułę wymyślono w wytwórni Mackinlay ponad sto lat temu, by zawartość nie zamarzła nawet w najsroższych mrozach.
 

O swoich whisky Paterson mówi:
 

„Dwie pierwsze edycje whisky Shackleton były dokładnym odtworzeniem receptury whisky mieszanych, tych z 1906 roku, i są w ciągłej sprzedaży. Tę ostatnią stworzyłem w hołdzie dla wielkiego polarnika, sir Ernesta Shackletona – wielkiej osobowości kolejnych wypraw, który – będąc liderem – potrafił pracować z grupami ludzi w bardzo ekstremalnych warunkach. Dlatego jest to kupaż najlepszych whisky słodowych”.