Przymierze winiarskie

Redakcja23.10.2017 08:59

„Dwumorze” już mieliśmy, własne, z Litwinami, za Jagiellonów, a teraz nie będziemy mieli „Trójmorza”. Dlaczego? To oczywiste. Jednak gdy odrzucić politykę, którą się nie zajmujemy, sprawa może budzić pewien optymizm. Bo kultura winna to coś więcej niż polityka.

Wino łączy, nie dzieli, wina raczej nie pija się z wrogiem, a zaprzyjaźnić się przy winie można niemal z każdym. Litwini wina właściwie nie robią, my nieco więcej, ale to już jest powód, by sięgnąć po te, które tworzą Rumuni, Węgrzy, Słoweńcy czy Chorwaci. Jeździmy z coraz większą lubością do tych krajów na wakacje, pijemy ich wina od setek lat – to „trójmorze” naturalne, morze wina. Bez paktów i układów, bez przywódców i polityki. Własnego wina mamy mało, ale będzie więcej, wiele też możemy się nauczyć, od tych, którzy piją je na co dzień.
Wojciech Gogoliński

Artur Boruta
Badacsonyi Vörös

Badascony
Huba Szeremley, Węgry

Jeśli szukać osobliwych win czerwonych na Węgrzech, to moim zdaniem bez wątpienia tylko w Badacsony. Tam powstają świetne dojrzałe wina, nazywane winami trzech słońc ze względu na refleksy słońca odbijające się od tafli jeziora Balaton i ciepło oddawane nocą przez nagrzane skały, wśród których znajdują się winnice. Jednak ich smak zdaje się odrobinę odstawać od mód panujących obecnie w świecie.
Doskonale dojrzałe, bardzo owocowe, ale przykryte wyraźną nutą mineralną, rzekłbym wręcz ziemistą. W smaku pojawiają się przyprawy i zioła. Karmel miesza się z czerwonymi jagodami. Sierść z ziarnami kawy. Szeremley Badacsonyi Vörös to wino niejednoznaczne, ale intrygujące. A wszystko zapewne za sprawą niecodziennego kupażu cabernet sauvignon z pinot noir.
Świetnie współgra z daniami mięsnymi, wybitnie z dziczyzną i ciężkimi sosami. Oczywiście doskonałe także z gęsiną i gulaszem. Węgrzy twierdzą, że nie ma lepszego wina na ukojenie podniebienia po daniach z ostrą papryką, ale ja coś czuję, że to żart… Polecam!

Justyna Korn-Suchocka
Szlachetny Zbiór

Winnica Turnau, Polska
Poj. 0,375 l

Statystyczny Polak w większości swej narodowej emanacji deklaruje przywiązanie do win półwytrawnych (bo mniej kwaśne) lub półsłodkich (bo mniej słodkie), a tzw. Koneser Win pytaniem o wina słodkie bywa urażony. Pamięć mamy zatem krótką, bo przecież słodkie małmazje czy tokaje były ulubionym napojem naszych przodków. Tokaj wprawdzie z trudem przetrwał planową gospodarkę socjalistyczną, ale był ulubionym napitkiem PRL-u, a dziś znów wraca do formy.
W formie jest również Winnica Turnau, która obok zupełnie unikatowego wina lodowego przygotowała niespodziankę w postaci wina z późnego zbioru winogron dotkniętych botrytisem, czyli szlachetną pleśnią, bez której w Tokaju ani rusz. Baniewickie wino powstaje z solarisa i poszczycić się może świetną równowagą pomiędzy miodową słodyczą (78 g cukru resztkowego) a cytrusową kwasowością (9 g/l), dzięki której wino zachowuje rześkość wspomaganą owocowymi nutami gruszek i brzoskwini. Nic z tandetnego ulepku – przeciwnie, nazwa „Szlachetny zbiór” doskonale oddaje charakter tego eleganckiego, finezyjnego wina, wymarzonego do kontemplacji. Wbrew dietom, pół-smakom i niezbyt chwalebnej tradycji demoludowej słodyczy.

Dorota Romanowska
Alicante Bouché & Merlot

Telish           
Pleven, Bułgaria          

Kiedy tylko na jakiejś etykiecie zamajaczy mi nazwa alicante bouschet, niejako bezwiednie sięgam po butelkę takiego wina. Faktem jest, że najczęściej można ją dostrzec na etykietach win portugalskich, ale jak się okazuje, nie tylko. Portugalczycy pierwsi przygarnęli tę zupełnie niedocenianą w ojczystej Francji odmianę zestawiając z aragonezem czy trincadeirą, a z czasem coraz częściej winifikując ją także solo i, co najważniejsze, w obydwu przypadkach otrzymując doskonałe wina. Mnie osobiście ogromnie cieszy, że ich śladem poszli także Bułgarzy. Enolodzy Telisha co prawda pożenili alicante ze zdecydowanie międzynarodową gwiazdą, a nie z którymś ze swoich endemitów, ale efekt jest nie mniej udany niż u Portugalczyków. Najwyraźniej w Bułgarii też potrafią z alicante postępować, a wiadomo, że on odpowiednio traktowany odwzajemnia się cudownie esencjonalnymi, zawsze mocno wybarwionymi (jest to jedna z tych odmian, która poza ciemną skórką ma również ciemny miąższ), doskonale zbudowanymi i długowiecznymi winami. Dokładnie takie jest wino powstające w winiarni Telish, a obecność w kupażu merlota dodatkowo skutkuje miękkością, klasą i elegancją.

Wojciech Giebuta
Egri Bikavér

Thummerer Pince
Eger, Węgry

Węgierski bikavér za czasów minionej epoki był chyba najbardziej rozpoznawalnym w Polsce czerwonym winem. Niestety przez lata enologicznych błędów i wypaczeń stał się synonimem taniego, byle jakiego wina. Gdy na początku lat 90. egerscy winiarze pod wodzą Tibora Gála postanowili odrodzić tamtejsze tradycje, wiadome było, że w pierwszej kolejności trzeba zweryfikować i podnieść standardy dotyczące najsłynniejszej marki regionu.
Gildia producentów wina uchwaliła zbiór przepisów i zasad, które musi spełnić enolog, by móc nazwać swoje wino „egerską byczą krwią”. Wprowadzanie tych zasad nie było prostą sprawą – wielcy państwowi producenci oraz duże spółdzielnie nie chciały podporządkować się restrykcyjnym przepisom jakościowym. Nadal produkowali masowo podrzędne wino z głową byka na etykiecie. Dziś na szczęście taka sytuacja zdarza się coraz rzadziej.
Bikavér z piwnic Vilmosa Thummerera to jeden z najlepszych przykładów tego typu win – leżakujący przez rok w dębowych beczkach, potem jeszcze kilkanaście miesięcy w butelkach w wykutych w tufowej skale piwnicach zachwyca swoją mocą, elegancją i potencjałem. Gdyby to wino powstało np. w Ribera del Duero, miałoby status crianzy, a może nawet reservy. Kto jeszcze nie próbował, ten powinien jak najszybciej nadrobić tę zaległość.

Paweł Gąsiorek
Tokaji Late Harvest

Disznókő
Tokaj, Węgry
Pojemność: 0,5l

Jeśli nie jesteś fanem słodkiego wina, spróbuj właśnie tego. Disznókő Late Harvest to najbardziej nowoczesna wersja współczesnego tokaju. Wytwarzana bez leżakowania w dębowej beczce, by zachować maksymalną świeżość, ekspresyjność owocu, czystość cytrusowej kwasowości. W tym winie – ilekroć je piję – urzeka równowaga słodyczy i kwasowości. Jest dość lekkie, bez oleistości charakterystycznej dla tokajów aszu. Dobrze się sprawdzi jako aperitif, ale też bardziej śmiali w ramach wyzwania mogą spróbować połączyć je z orientalną słodko-kwaśną kuchnią. Jedyną jego wadą jest półlitrowa butelka, która zbyt szybko się kończy.

Wojciech Gogoliński
Bagueri Rebula

Vinska Klet „Goriška Brda”
Primorska, Słowenia

Idea „Trójmorza” była tak jasna, a program tak klarowny, że Słowenia chciała do paktu wciągnąć Włochy – kiedyś głównego wroga i okupanta, a dziś okno na świat i najważniejszy rynek zbytu. Nie wyszło im – szybko ich przekonano, że Italia to nie ten „sektor”. Ale tak dla jasności – Słoweńcy na etykiecie piszą nazwę odmiany także po włosku – ribolla gialla. A jest to typowy szczep pogranicza, nie dzielący, ale łączący sąsiednie narody. Kiedy pierwszy raz byłem na pograniczu słoweńsko-włoskim, a winnice tam nigdy granic nie miały, rebula/ribolla była śmieciem – winem rozlewanym w sklepikach do butli i kanistrów luzem „na wagę”. Dziś jest królową – największym dziedzictwem pogranicza, które kiedyś pograniczem nie było – to były po prostu Austro-Węgry. Zrozumieli to Włosi z Friuli i Słoweńcy z Przymorza. Nie trzeba było nawet wielkich nakładów na promocję – wystarczyło, by porządnie zrobić wino. Tylko tyle. Tak robione przestało bać się beczki i w ogóle dojrzewania. Stało się bardziej aromatyczne i cięższe – rasowe. Nadaje się zarówno do potrzymania w piwniczce, jak do picia za młodu. Dziś dobra rebula/ribolla z każdego konkursu wraca z medalami. Dla tych zdobytych przez Bagueri nie starcza już miejsca na ścianach w firmowych biurach.

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

Twój komentarz
FB