Przystanek obowiązkowy

Dorota Romanowska16.08.2016 11:50

Jest takie miejsce w Argentynie, którego nie sposób ominąć. Bez względu na to, jaki region winiarski tego olbrzymiego kraju zamierzalibyśmy odwiedzić, i tak zawsze najpierw wylądujemy w Buenos.

Stąd, najczęściej po zmianie lotniska na krajowe, startujemy do Mendozy, Salty czy Neuquén w Patagonii. A jak już ktoś znajdzie się w szponach tego urbanistycznego kolosa, wielkim błędem byłoby go chociaż pobieżnie nie obejrzeć.

Dzisiejsze Buenos Aires to finansowe, kulturalne i przemysłowe centrum Argentyny, a także jeden z najważniejszych portów świata. Swojego rodzaju łącznik z innymi państwami Ameryki Południowej. Największa aglomeracja kraju i najbardziej kosmopolityczne miasto kontynentu południowoamerykańskiego kipiące życiem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Istnieje powiedzenie, że Buenos nigdy nie zasypia; zmienia się tylko liczba ludzi na ulicach.

Nie taki znowu Paryż
Fot. gary yim / Shutterstock.comW obiegowych opiniach funkcjonuje jako „Paryż Ameryki Południowej”, ale w moim odczuciu z Paryżem niekoniecznie ma wiele wspólnego. Może tylko to, że podczas przekształcania stolicy Francji w nowoczesną metropolię w połowie XIX wieku wyburzono połowę dotychczasowych budynków, poszerzając ulice i wytyczając nowe bulwary, a w niecały wiek później podobne działania miały miejsce w Buenos. Tu również zrównano z ziemią znaczną część powstałych jeszcze w epoce kolonialnej dzielnic, wznosząc na ich miejscu nowoczesne budynki i wytyczając szerokie aleje. Dzięki tym zabiegom Argentyńczycy stali się dumnymi posiadaczami najszerszej alei świata – Avenida 9 de Julio o szerokości 140 metrów, na której skrzyżowaniu z Diagonal Norte i Corrientes wznosi się charakterystyczny obelisk postawiony tam w celu upamiętnienia 400. rocznicy założenia miasta. Najbardziej prestiżowe, położone w północnej części aglomeracji dzielnice takie jak Retiro, Recoleta czy Palermo zostały wzniesione w bogatym, eklektycznym stylu, a tutejsza atmosfera do złudzenia przypomina panującą np. w eleganckim madryckim barrio Salamanca. Cały czas jednak będę się upierać przy tym, że jak ktoś chce zobaczyć Paryż, zdecydowanie łatwiej mu będzie udać się do stolicy Francji, bo nawet przy tamtejszych cenach, bynajmniej nienależących do najniższych, i tak podróż wyjdzie taniej, niż latanie do Buenos. Tutaj zresztą nie przyjeżdża się oglądać budynków, choć niektóre – takie jak Palacio de Aguas Corrientes, Teatro Colón czy Palacio Barolo – robią wrażenie, ale po to, by chłonąć niesamowitą atmosferę tego buzującego skupiska ludzkiego, słuchać i napatrzeć się na prawdziwe argentyńskie tango tańczone praktycznie wszędzie: na ulicach, w klubach, restauracjach czy salach sportowych. Spróbować poczuć jego gorzko-słodki aromat i nieprawdopodobną siłę, gdyż w tangu spotykają się przeciwieństwa.

Gra kolorów
Są naturalnie w Buenos miejsca, które każdy przybysz, szczególnie przy okazji pierwszej wizyty, obowiązkowo musi zobaczyć. Klasyczna turystyczna trasa wiedzie przez Plaza de Mayo, gdzie wznosi się siedziba rządu w mocno różowym kolorze – Casa Rosada, Catedral Metropolitana, będąca jednocześnie miejscem pochówku wyzwoliciela Argentyny, Chile i Peru, generała José de San Martína, jednego z niewielu bohaterów narodowych czczonych przez wszystkich, bez względu na poglądy polityczne oraz Cabildo – biały budynek rady miasta, w stanie obecnym stanowiący zaledwie niewielki fragment niegdysiejszej całości. Absolutną koniecznością jest wizyta w dawnej robotniczej dzielnicy La Boca i spacer słynną uliczką Caminito, wzdłuż której wznoszą się blaszane domy pomalowane farbami w jaskrawych kolorach, czy wędrówka po zaułkach San Telmo.

Nowe oblicze portu
Fot. Shutterstock.com / elnaveganteCo najmniej z kilku względów warto zaglądnąć do Puerto Madero – obecnie nowoczesnej, bo odrestaurowanej portowej dzielnicy, gdzie oryginalne XIX-wieczne budynki wzniesione przez Eduardo Madera przerobiono na biura, restauracje i apartamentowce. Wiedzie doń zwracający uwagę most Puente de la Mujer projektu Santiago Calatravy, stanowiący dla artysty syntezę wyobrażenia pary tańczącej tango. Warto podkreślić, że jest to jedyne dzieło Calatravy w całej Ameryce Łacińskiej. Innym wabikiem do odwiedzenia tej części Buenos jest niesamowita, monumentalna rzeźba z początku XX wieku dłuta Loli Mory – La Fuente de las Nereidas. Szokująca jak na owe czasy, bo przedstawiająca idealne, nagie, kobiece ciała triumfalnie wynurzające się z kipieli wodnej. Choć dziś dzieło to uważane jest za najwybitniejszą rzeźbę tej bezkompromisowej, zupełnie wyjątkowej artystki, w czasach swego powstania wywołało burzę dyskusji wśród mieszkańców miasta. Początkowo umieszczono je w pobliżu siedziby rządu, ale pod wpływem moralistów, których nie wiadomo co oburzało bardziej: nagość wyrzeźbionych w kararyjskim marmurze postaci czy artystka pracująca w swym warsztacie odziana w spodnie, przeniesiono je w miejsce podówczas odległe, na Costanera Sur w Puerto Madero, gdzie znajduje się do dziś. Praktycznie od tego momentu Lola Mora została skazana na ostracyzm, ale chociaż mogła wyjechać z kraju, wolała odważnie stawiać czoła przeciwnościom losu w ojczyźnie. Przyznam, że to w kontekście jej osoby i twórczości, a nie architektury miasta, nasuwają mi się wyraźne skojarzenia z Paryżem, a konkretnie z pracującą w nim inną wybitną rzeźbiarką – Camille Claudel. Obydwie tworzyły w duchu wyzwolenia kobiet, tyle że Lola Mora, choć życie bynajmniej jej nie oszczędzało, summa summarum miała jednak więcej szczęścia.

Blask północy
Innym punktem, do którego wcześniej czy później docieFot. Dorota Romanowskarają wszyscy przybysze, jest położony w północnej części miasta Cementerio de la Recoleta – wyjątkowy, wspaniały cmentarz przywodzący na myśl cmentarz Saint Louis, zwany Miastem Umarłych w Nowym Orleanie. W Buenos po dziś do najczęściej odwiedzanych grobów należy miejsce pochówku Evy Perón, gdzie niemal bez przerwy kłębią się tłumy. Za to inne grobowce nie są już tak oblegane, a często naprawdę przepiękne, ozdobione wspaniałymi rzeźbami. Na tym cmentarzu spoczywają najznamienitsi i najbogatsi mieszkańcy miasta, natomiast poza jego murami rezydują jak najbardziej żywi, w pełni korzystając z przywilejów, jakie daje zamieszkiwanie jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic miasta pełnej eleganckich kamienic, sklepów i kawiarni – choć ta najstarsza i najsłynniejsza znajduje się w dzielnicy Monserrat, przy Avenida de Mayo 825. Mowa oczywiście o Café Tortoni, gdzie swego czasu bywali Carlos Gardel, Federico García Lorca, Jorge Luis Borges, Arthur Rubinstein, Witold Gombrowicz i wiele innych sław. Stylowe wnętrze, na które składają się kryształowe żyrandole, szlachetne drewno, skórzane obicia i marmury przywodzi na myśl fin de siècle i rzeczywiście robi wrażenie; szkoda tylko, że podawana tu kawa z lekka rozczarowuje… Miejsce to odwiedzane jest przez turystów zazwyczaj w pierwszej kolejności, ale warto mieć na uwadze, że w Buenos zarejestrowane jako Bares Notables czyli najbardziej reprezentatywne dla miasta lokale, są 73 bary, restauracje i kafejki. Wszystkie o charakterystycznych, stylowych wnętrzach, w których odnaleźć można klimat minionych lat. W niektórych, takich jak La Ideal, El Gato Negro czy Café de los Angelitos, można obejrzeć pokaz tanga, a bez tego przecież nie warto opuszczać jego stolicy!

Czas Wina nr 81

Zdjęcia

Twój komentarz
FB