Wzgórza nieznane
Wojciech Gogoliński / 15.04.2011 12:40
Niemal wszystkie główne drogi, którymi zwykle jeździmy przez Austrię na południe Europy, omijają najpiękniejszy winiarski zakątek tego kraju. By zobaczyć Styrię, trzeba zjechać z utartych szlaków. Można tu także wyskoczyć na weekend – to zaledwie półtorej godziny jazdy z Wiednia.
Styria właściwie nie ma znaczenia dla austriackiego winiarstwa. Jednak niewielkie rozmiary winnic rekompensuje z nawiązką jakość tutejszych wyrobów. I niesamowite widoki. W krajobrazie dominują lasy, góry i jeziora – a wśród nich położone na stromych stokach winnice. Między nimi łatwo zauważyć słynne kłapaczki, czyli Klapotetze – drewniane wiatraczki umieszczone na wysokich żerdziach. Klapotetze starają się wytłumaczyć ptactwu, że winogrona służą do wyrobu wina, a nie do jedzenia.
Wąskie, asfaltowe dróżki zachęcają do odstawienia samochodu i wypożyczenia roweru, zwłaszcza że Styria ma jedną z najlepiej zorganizowanych i najpiękniejszych sieci tras winnych w Europie. Tylko linia na mapie oddziela dziś Styrię od sąsiedniej Słowenii – czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy w innej części wielkiego c.k. imperium. Region dzieli się na trzy podokręgi: Południowo-Wschodnią, Południową i Zachodnią Styrię. Z uwagi na klimat dominują tu odmiany białe, choć wielcy producenci pokazują, że dobre, treściwe wino czerwone można zrobić niemal wszędzie.
Niewątpliwym atutem Styrii jest jednak sauvignon blanc – odmiana, z której wina osiągają tutaj niebotyczną jakość i – często – ceny. Jeśli ktoś lubi najbardziej klasyczny z klasycznych sauvignon i dla kogo określenia „kocie siki”, „agrest”, czy „gniecione liście” brzmią bosko, znajdzie tutaj raj na ziemi. Zwolennicy wyrobów aromatycznych o nieco innym zabarwieniu odniosą podobne wrażenie, próbując lokalnych traminerów i gelbermuskatellerów. Jeszcze innych przyciąga tu chardonnay, zwany przez miejscowych morillon. Wszyscy wszakże pragną jednego – potężnej świeżości, rześkości i kwasowości tutejszych win.
Najmniejszym okręgiem winiarskim Styrii (i Austrii w ogóle – zaledwie 480 ha upraw) jest Zachodnia Styria (Weststeiermark). Ten niewielki obszar kojarzy się głównie ze schilcherem – ciekawym lokalnym winem, wyrabianym z odmiany blauer wildbacher, którą wolno uprawiać wyłącznie na obszarze Styrii. Schilcher budzi spore emocje wśród pijących i nikogo nie pozostawia obojętnym. Dlaczego? Bo to najkwaśniejsze wytrawne wino na świecie. Dobry schilcher musi zawierać co najmniej 10,5 g/l kwasów! Ale lepsze mają ich ponad 12 g/l! Złośliwi zwą go octem. Oryginalny zachodniostyryjski schilcher powinien mieć na etykiecie lub szyjce butelki chroniony prawnie od 1988 roku znaczek białego konia (Weisses Pferd) świadczący o prawowitym pochodzeniu wina.
Co tam zjeść
Styryjska kuchnia należy do najsmaczniejszych. W restauracjach na przystawkę nie dostaniemy tam sałaty (tym karmi się króliki), tylko grubo cięte kawałki słoniny, plastry bardzo tłustych kiełbas i szynek, miseczki ze smalcem i skwarkami oraz ciemny, razowy chleb. Za tym pójdą gęste, treściwe zupy oraz ogromny wybór mięs i gulaszy.
Inną specjalnością tego regionu jest też – niespotykany bodaj nigdzie indziej na świecie, a wielce poszukiwany – tłoczony na zimno olej z pestek dyni. Już sam widok jesiennych pól pokrytych ogromnymi żółtymi kulami robi wrażenie (i rzecz jasna – corocznie odbywają się tu lokalne konkursy wielkości dyni). Oleju używa się głównie do polewania wszystkiego, z wyjątkiem deserów. W lżejszej odmianie kuchni doprawia się też nim sałatki – ma on bowiem tę zaletę, że, oprócz rewelacyjnego smaku, nie kłóci się z winem jak pośledniejsze octy.
Czas Wina nr 50

