Siła sześciu pokoleń

Stwierdzenie, że firma Thorn-Clarke robi wina od sześciu pokoleń, mijałoby się z prawdą. Choć rodzina Thorn, z której pochodzi połowa założycielskiego duetu tej obecnie prężnie działającej winiarni, związana jest z uprawą winorośli od 1870 roku, dopiero w piątym pokoleniu jej przedstawicielka – Cheryl – wraz z mężem Davidem Clarke zdecydowali się na produkcję winiarską na własne konto.

Obecnie stery dzierży szóste już pokolenie w osobie ich syna, Sama, który zarzeka się, że zrobi wszystko, by tradycja winiarska pozostała w rodzinie jeszcze przynajmniej przez następnych sześć pokoleń.              

„Niestety wygląda na to, że tym razem nie obejrzycie naszych winnic – z wyraźnym żalem rzekł David Clarke, witając nas na progu swej winiarni. – Za długo pada i trudno byłoby się przemieszczać” – dodał. O tym, że od rana leje jak z cebra, wiedziałam doskonale, bo cały dzień przemykaliśmy w strugach ulewnego deszczu, mając nadzieję, że pod wieczór jednak się wypogodzi. Jak to często jednak w życiu bywa, nadzieje okazały się płonne; dzień zmierzał ku końcowi, a deszcz padał dalej w najlepsze.
Może nie dziwiłoby mnie to tak bardzo, gdyż opady atmosferyczne nie są w końcu zjawiskiem bardzo wyjątkowym, gdyby nie miejsce. Ileż to się wcześniej naczytałam, że jednym z głównych problemów, z którymi borykają się wespół winogrodnicy i winiarze Barossy, jest brak wody! A tu okazało się, że przeleciał człowiek kilkanaście tysięcy kilometrów po to, by w środku australijskiego lata pławić się w ulewnym deszczu bez możliwości objechania wiFot. Thorn-Clarke Winesnnic. I to tych, w których powstają jedne z najlepszych australijskich win. Jak na złość, bo w jeżeli chodzi o winogrady Clarków, akurat jest co oglądać.
Coś, co przybyszowi ze Starego Świata jawi się jako rzecz jak najbardziej normalna i na porządku dziennym, czyli posiadanie przez winiarza własnych winnic, z których owoców robi swe wina, w Australii bynajmniej nie jest regułą. Okazuje się, że można tutaj tworzyć wybitne wina, nie mając ani własnych winnic, ani winiarni, kupując jedynie odpowiednie winogrona i dzierżawiąc potem od kogoś tanki. Można zdobywać u Parkera maksymalną liczbę punktów za winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), a nie mieć sali do podejmowania dziennikarzy czy innych gości. I naprawdę da się osiągnąć mistrzostwo.
Tyle, że tak nowoświatowe podejście do kwestii winiarstwa nie jest udziałem rodziny Thorn-Clarke. U nich dominuje tradycja, a zatem przede wszystkim własne winogrady, których obecnie w sumie mają 270 ha, zarówno w Dolinie Barossa, jak i w chłodniejszej Dolinie Eden. Właśnie te winnice mieliśmy zwiedzać, starając się dostrzec różnice między siedliskami najlepszymi dla win czerwonych i białych. Nie od dziś wiadomo, że dwa konie pociągowe australijskiego winiarstwa to shiraz i chardonnayfrancuska odmian białych winogron, jedna z najbardziej rozp... (...), dla których David na pewno wybrał najodpowiedniejsze terroir; w końcu nie na darmo był wziętym geologiem. Tę właśnie pasję skutecznie zaszczepił swym potomkom znamienity przodek James Clarke, który w 1870 roku odkrył w Alice Springs złoża złota. Decydując się na rozpoczęcie działalności w winiarskim biznesie, David potrafił ją z wielkim pożytkiem wykorzystać. A najważniejsze, że nie bał się podążać własną drogą.

Pod prąd
Pod koniec lat 80. XX wieku, gdy rząd dofinansowywał karczowanie winnic, by przeciwdziałać nadprodukcji, David przeprowadzał analizy próbek gleby w celu nabycia odpowiedniej ziemi pod własne winnice. Doskonale wiedział, że poszukuje najlepszych siedlisk dla odmian zarówno czerwonych, jak i białych. Efektem tych drobiazgowych poczynań było kupno dwóch winnic w Barossie i dwóch w Dolinie Eden. Pierwszy zakup – trzydziestotrzyhektarowa Kabiningue w pobliżu miasteczka Tanunda – obsadzona klasycznym dla Barossy shirazem z niewielką domieszką cabernet sauvignonfrancuska, klasyczna, najbardziej rozpowszechniona i popular... (...)cabernet francczerwona odmiana winogron, jedna z bardziej rozpowszechniony... (...), daje zupełnie wyjątkowe, pełne koncentracji wina, takie jak William Randell czy Shotfire Shiraz, regularnie zgarniające na konkursach noty powyżej 90 punktów. W tym roku po raz kolejny najważniejszy australijski przewodnik winiarski Jamesa Hallidaya Australian Wine Companion przyznał winiarni Thorn-Clarke prestiżowe pięć gwiazdek.
Na winiarski sukces David jednak nie pracował sam; zawsze mógł liczyć na wsparcie i cenne rady swej małżonki Cheryl wywodzącej się z prawdziwie winogrodniczej rodziny Barossy. To dzięki jej determinacji zakupiono winnicę Mount Crawford pod rieslinga, chardonnay i pinot gris. Ten ostatni szczep również zaczęto uprawiać za sprawą uporu Cheryl. Zgrany tandem Thorn-Clarke po zakupie winnic bynajmniej nie zamierzał robić swych win kątem u kogoś w winiarni, ale poszedł za ciosem i postanowił wznieść swoją. Jest ona bardzo australijska, tanki stoją sobie pod gołym niebem, ale jest własna. Pod dachem znajduje się tylko miejsce, w którym wina dojrzewają w beczkach, oraz przestronna sala degustacyjna do przyjmowania gości. Można się w niej cudownie zadomowić w ponury deszczowy dzień, delektując się w równym stopniu znakomitym winem w kieliszku, opowieściami gospodarza i fantastycznym widokiem za oknem, gdzie mocny kontrast soczystej, mokrej zieleni winorośli oraz intensywnie czerwonej ziemi skutecznie nie pozwala oderwać od siebie wzroku.

Kobiety górą
Zabierając się za winiarski biznes, David i Cheryl doskonale zdawali sobie sprawę, że oprócz winnic rodzących doskonałe winogrona i wybudowania winiarni muszą stworzyć zespół ludzi, dzięki któremu całość będzie w stanie właściwie funkcjonować, a praca przynosić oczekiwane efekty. Żadne z nich nie znało się na robieniu wina, zatem kwestia winemakera była priorytetowa. Zatrudnili młodego absolwenta wydziału enologicznego uniwersytetu w Adelajdzie – Dereka Fitzgeralda. Z biegiem lat na stanowisku głównego winemakera nastąpiła zmiana i pałeczkę przejęła Susie Mickan wspomagana przez Katherine Katalinic, której dziadkowie pochodzili z Polski. W winiarni nastały kobiece rządy.
Susie rządzi twardą ręką, ale najważniejsze, że wychodzą spod niej znakomite i bardzo zróżnicowane wina. „Z jednego tylko szczepu, shiraza, robimy wina w kilku liniach, wyraźnie różniące się między sobą zarówno pod względem charakteru, jak i ceny” – mówi Katherine. A wszystko po to, by uświadomić konsumentom, co Barossa ma do zaoferowania, i dać im prawo wyboru.
Oprócz czystych shirazów i znakomitych białych win – rieslingów, chardonnay i pinot gris – które Katherine z przekonaniem poleca do typowych polskich dań z ziemniaków, kapusty i do pierogów, winemakerki mogą dać upust swej kreatywności, tworząc nietuzinkowe wino Shotfire Quartage oparte na pięciu bordoskich szczepach (cabernety, merlotjedna z bardziej rozpowszechnionych i popularnych czerwonych... (...), malbecfrancuska odmiana czerwonych winogron uprawianych głównie ... (...) i petit verdot). „To wyjątkowy kupaż, jeśli chodzi o Barossę, i niewielu winiarzy go tu robi. My mamy to szczęście, że wszystkie szczepy wykorzystywane do jego produkcji rosną w naszych winnicach. Zasadniczo wino powstaje z czterech odmian w różnych proporcjach w zależności od rocznika. Czasami może się zdarzyć, że nas poniesie i wykorzystamy wszystkie pięć – śmieje się Katherine. – Wszystko zależy od rocznika. To nieprawda, że u nas każdy jest taki sam; na przykład rok 2015 był dość ciepły i suchy, więc praktycznie w całym regionie winobranie przebiegło szybko i sprawnie”.
Jakby na potwierdzenie słów winemakerki moje myśli pobiegły do roku 2011, kiedy miałam okazję oglądać Dolinę Barossy skąpaną w ulewnym deszczu; cały był ponoć stosunkowo chłodny, ale za to dał eleganckie wina. „To właśnie najbardziej mnie w winiarstwie fascynuje – dodaje Katherine. – Nigdy nie wiesz, jak cię potraktuje matka natura, a jakoś zawsze trzeba sobie poradzić”.