Piątka do srebra

Paweł Gąsiorek15.12.2016 15:25

Kiedyś to były czasy. Szczytem luksusu była Sophia Cabernet Sauvignon, dość trudno dostępna w sieci handlu spółdzielczego.

Prywatne sklepy raczkowały, Biedronka nie była nawet jeszcze w planach, nie mówiąc już o Lidlu i innych gigantach współczesnego handlu. Większość dzisiejszych winiarskich ekspertów jeszcze w ogóle nie piła wina, a to z prostej przyczyny nieosiągnięcia wieku kwalifikującego do spożywania napojów alkoholowych.

Był rok 1996. Odebraliśmy właśnie z ministerstwa koncesję na import i handel hurtowy winem. Miała numer 36, bo do handlowania winem jakoś nikt się wówczas nie kwapił. Spirytus i owszem. Przez Polskę właśnie przeszła pierwsza z większych gospodarczych afer związana z nielegalnym importem spirytusu marki Royal. Handel prowadzony był wprost na ulicy, a za sklepowe lady służyć musiały rozkładane łóżka polowe. Naród, zwany dziś Suwerenem, za szczyt luksusu i elegancji uważał spożywanie rosyjskiego szampana o nazwie Sowietskoje Igristoje, co było o tyle ciekawe, że Związek Sowiecki nie istniał już od ładnych paru lat.

Wiedzeni zatem instynktem i wiarą, że przyroda nie znosi próżni, przywieźliśmy do kraju pierwszą ciężarówkę wypchaną po dach cavą i rioją. Cava to była nasza odpowiedz na Sowietskoje, a rioja – na Sophię. Wszystko poszło bardzo sprawnie, bo było to w epoce „przedbanderolowej”. Tak, drodzy czytelnicy, były kiedyś takie czasy.

Dwadzieścia lat minęło i niech to będzie usprawiedliwieniem, że na chwilę przystroję się w kombatancki strój, by trochę powspominać, jak to dawniej bywało.

Pierwszy problem, jaki napotkaliśmy, dotykał sfery lingwistyczno-wokabularystycznej. No bo któż wiedział, że w języku hiszpańskim literkę „j” czyta się jak „h”. Świeżo wyzwolony z sowieckich okowów Naród (Suweren) z obcymi językami kontakt miał niewielki, poza, oczywiście, językiem Puszkina, który był powszechnie nauczany w szkołach od podstawówki po uniwersytet. Dłuższy czas zabierało nam więc tłumaczenie, że „rioja” czyta się „rioha” i że jest to nazwa najbardziej znanego hiszpańskiego regionu produkującego czerwone (trochę też białe) wina. Ale to jeszcze nic w porównaniu z cavą. Tutaj problem był jeszcze większy, bo już nie tylko lingwistyczno-wokabularystyczny, ale także lingwistyczno-semantyczny. No bo jak już przebrnęliśmy przez wymowę i Lud zaczął poprawnie wymawiać słowo „cava” (czyt. „kawa”), to ciężko było wyjaśnić, dlaczego Hiszpanie ten porządny musujący trunek (odrobinę tylko przypominający Sowietskoje Igristoje) nazywają właśnie kawą. Bo cóż wspólnego mają ze sobą delikatne bąbelki i czarny jak słoma napar z fusami z epoki przedekspresowej?

Oczywiście, to nie było tak, że Naród (Suweren) nic nie wiedział o winie, a myśmy posiedli całą o nim wiedzę. Z braku polskojęzycznej literatury pochłanialiśmy ją z angielskich książek. Oksfordzka encyklopedia wina pod redakcją Jancis Robinson była naszą obowiązkową lekturą do śniadania, obiadu, kolacji. Czytało się ją przed snem i po porannym otwarciu oczu.

Tak było.

I oto po dwudziestu latach siedzimy w pięknej złoconej sali dworu Sieraków. Z nami jest Jancis. Odbiera tytuł Człowieka Roku magazynu „Czas Wina”. Dopiero teraz, choć to ona poprzez swoje książki uczyła nas o winie. Jako pierwsze wino podany jest Riesling z Pałacu Mierzęcin. Jest oszałamiająco świeży i dobry.
Daleką drogę przeszliśmy. Wszyscy razem.

A co ma znaczyć tytułowa „piątka do srebra”? Za pięć lat srebrny jubileusz. Już dziś zapraszam na wielką Galę.

Czas Wina nr 84

Zdjęcia

Komentarze

stylitrendy / 07.03.2017 17:58

to za rok szóstka :)

sitehere / 14.06.2017 14:29

Exceptionally helpful data. Would like to see more posts soon!. Wholesale Auto Exterior Accessories

sitehere / 14.06.2017 15:03

Extraordinary Article it its truly enlightening and creative update us as often as possible with new upgrades. its was truly important. much obliged. จีคลับ

Twój komentarz
FB