Wino na receptę

To zdarzyło się naprawdę. Moja mama odwiedziła ostatnio bardzo renomowaną krakowską klinikę okulistyczną.

Paweł Gąsiorek | fot. J. Poremba
Po kilkugodzinnych badaniach otrzymała receptę i medyczną poradę: odstawić krople i maści, zdrowo się odżywiać i codziennie wypić 200 ml czerwonego wytrawnegookreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... wina – najlepiej pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...). W drodze powrotnej odwiedziła zatem lokalny markecik i długo z panią sklepową przetrząsały półki w poszukiwaniu owego pinot noir. Ani moja mama, ani pani sklepowa nie wiedziały, co to za „pieron” ten pinot noir.

Sprawa wyszła na jaw, gdy podczas świątecznego obiadu odkorkowałem butelkę burgunda i skomentowałem, że to nie żaden tam gamay tylko klasyczny pinot noir. Ucieszyła się mama, ucieszyli się pozostali biesiadnicy. Nie muszę dodawać, że wszyscy (nie tylko mama) po kolejnych butelkach burgunda zaczęli lepiej widzieć.

Jako przedstawiciel branży wina, niniejszym z otwartym sercem witam brać medyczną włączającą się w arcyważny „edukacyjno-kulturowy odcinek” promocji wina. Lecznicze właściwości wina są powszechnie znane, można o tym poczytać nie tylko w specjalistycznej literaturze medycznej. Ale jak żyję (a uzbierało się już tego pięćdziesiąt lat), nie spotkałem jeszcze lekarza, który by wpisał winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) na receptę. Wiwat krakowska okulistyko! Rośnij w siłę i rozjaśniaj inne medyczne ośrodki w kraju nad Wisłą.

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że dobry Bóg wysłuchał moich wezwań i polska medyczna brać masowo jęła wypisywać wina na recepty. Pinot noir na oczy, nebbiola i tannaty na choroby wieńcowe i – powiedzmy – merloty na trzeźwe myślenie. Bierze taki chory receptę i co ma biedny zrobić. Szanse, by w lokalnym sklepiku lokalna pani sklepowa się w tym wszystkim wyznała, są niewielkie. W dużych sieciach: podobnie. Lidle i Biedronki – ach – przez grzeczność pominę. No i na razie nawet największe sieci aptek nie mają wina w sprzedaży (choć Rossmann stara się łączyć sprzedaż leków i kosmetyków z winem).  Musi zatem biedaczysko odnaleźć w okolicy jakiś specjalistyczny sklep, gdzie przeważnie obsługa nie będzie miała kłopotu ze znalezieniem właściwego specyfiku (wina) na odpowiednią chorobę. A jeszcze lepiej – bez wychodzenia z domu może skontaktować się z lokalnym klubem wina. Trzeba tu poradzić Klubowi Domu Wina, by przemyślał otwarcie działu „wina medycznego”.

Pamiętajcie jednak, drodzy Czytelnicy i potencjalni rekonwalescenci: każdy lek zażywany w nadmiarze szkodzi. No i pamiętajcie o konsultacji z „lekarzem lub farmaceutą” (por. artykuły dr. hab. Grzegorza Gajosa). Czasami zresztą wystarczy w zamian winiarski ekspert bez ukończonych studiów medycznych.

W Nowym Roku życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i tylko dobrego wina. Również pinot noir.